17 września 1944 roku alianci rozpoczęli operację Market Garden – jedną z największych akcji powietrznodesantowych II wojny światowej, upamiętnioną później w filmie „O jeden most za daleko”. Brała w niej udział polska 1. Dywizja Powietrznodesantowa gen. Stanisława Sosabowskiego.

We wrześniu 1944 roku alianci postanowili zakończyć wojnę jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Po sukcesach w Normandii natarcie utknęło, bo linie zaopatrzenia były zbyt długie, a port w Antwerpii – zablokowany.

Brytyjski marszałek Bernard Montgomery, dowódca 21. Grupy Armii, rywalizujący z gen. George’em S. Pattonem o pierwszeństwo w dotarciu do przemysłowych regionów III Rzeszy, zaproponował więc ryzykowny manewr: zająć serię mostów w Holandii desantem spadochronowym („Market”), a następnie w ciągu dwóch dób przeprowadzić tamtędy natarcie lądowe brytyjskiego 30 Korpusu („Garden”). Droga przez te mosty miała otworzyć aliantom wejście do przemysłowego serca Niemiec – Zagłębia Ruhry.

Plan nie był realistyczny

Do uderzenia z powietrza wyznaczono trzy dywizje: amerykańskie 101. i 82. oraz brytyjską 1. Dywizję Powietrznodesantową. Tę ostatnią wzmocniła polska 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego. Zadania wyglądały prosto: Amerykanie mieli opanować mosty w okolicach Eindhoven, Grave i Nijmegen, a Brytyjczycy z Polakami – kluczowy most w Arnhem nad Dolnym Renem.

Plan miał jednak wady. Miejsca zrzutu wyznaczono daleko od mostów, zrzuty rozłożono na kilka dni i zaplanowano na biały dzień, co odbierało efekt zaskoczenia. Zlekceważono także informacje, że w rejonie Arnhem odpoczywają po walkach dwie dywizje pancerne SS. Dodatkowo 30 Korpus w ramach operacji „Garden” miał nacierać jedną wąską drogą – każdy zator natychmiast opóźniał marsz.

17 września 1944 roku pierwsze samoloty dotarły do Holandii. Amerykanie zdobyli część przepraw. Brytyjczykom udało się małym oddziałem zająć północny przyczółek mostu w Arnhem, ale reszta dywizji utknęła w walkach po drodze. Złe warunki pogodowe spowalniały kolejne zrzuty, a zaopatrzenie często lądowało w rękach Niemców. 30 Korpus z kolei posuwał się za wolno – m.in. dlatego, że Niemcy wysadzali mosty i co chwilę przecinali „korytarz” natarcia.

Polska brygada Sosabowskiego przez dwa dni nie mogła dołączyć do operacji z powodu mgły. W końcu 21 września wylądowała pod Driel, na lewym brzegu Renu, pod niemieckim ostrzałem i bez sprzętu do przeprawy. Mimo to polskie patrole w nocy przeprawiały się w pontonach na drugi brzeg, by wzmocnić okrążonych Brytyjczyków w Oosterbeek. Kolejnej nocy przeszło tam około 200 polskich żołnierzy. Główne siły brygady trzymały pozycje od południa, odpierając kontrataki i osłaniając przeprawy. Straty były wysokie, wyniosły ok. 400 polskich żołnierzy, z czego ok. 100 poległo.

Sytuacja pod Arnhem szybko się pogarszała. 1. Dywizja Powietrznodesantowa broniła się na małym skrawku terenu, brakowało amunicji i łączności. 25/26 września dowództwo zarządziło ewakuację ocalałych na lewy brzeg. Osłaniały ją m.in. oddziały polskie. Operacja nie osiągnęła celu: mostu w Arnhem nie utrzymano, a szybkie wejście aliantów do Niemiec nie doszło do skutku.

Dlaczego się nie udało? Złożyło się na to kilka czynników: zbyt ambitny plan, niedoszacowanie sił niemieckich, jedna wąska droga natarcia, pogoda blokująca zrzuty i wsparcie z powietrza, wreszcie słaba łączność na terenie zabudowanym. Po wojnie część brytyjskich polityków i wojskowych próbowała zrzucić winę na gen. Sosabowskiego – od początku krytycznego wobec założeń operacji, ale mimo to lojalnie w niej walczącego. Według Brytyjczyków Sosabowski kwestionował rozkazy i oszczędzał podwładnych. – Były to zarzuty całkowicie nieprawdziwe – powiedział Polsce Zbrojnej dr hab. Karol Polejowski z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. – Owszem, Sosabowski miał ogromne zastrzeżenia do planów operacji, co zresztą wyrażał w sposób bezpardonowy, ale lojalnie z aliantami współpracował. Brytyjczycy uczynili go kozłem ofiarnym.

1 Samodzielna Brygada Spadochronowa w Wielkiej Brytanii, źródło: NAC/Wikipedia.

Spadochroniarze Sosabowskiego mieli walczyć w Polsce

Polską 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową sformowano we wrześniu 1941 roku jako elitarną jednostkę przeznaczoną do wsparcia powstania powszechnego w kraju – „najkrótszą drogą”, czyli desantem z powietrza. Jej twórcą i spiritus movens był płk (od czerwca 1944 roku generał) Stanisław Sosabowski. Słynął z twardego, ale sprawiedliwego dowodzenia i bezkompromisowego szkolenia („im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi na polu walki”, twierdził).

15 kwietnia 1944 roku brygada otrzymała sztandar wykonany w okupowanej Warszawie, który dotarł do Wielkiej Brytanii lotniczą operacją „Most 1”. Po wybuchu Powstania Warszawskiego brygada Sosabowskiego została zmobilizowana, lecz Brytyjczycy nie zgodzili się na przerzut do Polski, co wywołało bunt w polskich szeregach – zażegnany przez Sosabowskiego. Pod naciskiem Londynu Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski przekazał 1. SBS do dyspozycji alianckiego dowództwa, które skierowało ją do operacji „Market Garden”.

Warto dodać, że po operacji „Market Garden” Sosabowski został zdymisjonowany. Z czasem niesprawiedliwą ocenę jego zaangażowania skorygowano. Dziś pamięć o polskich spadochroniarzach jest żywa w Holandii, w Driel stoi ich pomnik, „Market Garden” uchodzi zaś za jedną z najbardziej kontrowersyjnych operacji II wojny światowej. Była śmiałą próbą „skrócenia” wojny, ale stała się przestrogą: nawet największy zapał nie zastąpi realistycznego planowania. Udział Polaków pod Arnhem pokazał odwagę i determinację, choć nie mógł odwrócić losów źle zaprojektowanej operacji.

Dzisiaj imię generała Sosabowskiego nosi wiele szkół i ulic. Jest m.in. patronem 6 Brygady Powietrznodesantowej w Krakowie (6 BPD). W słynnym filmie „O jeden most za daleko” (1977) w jego roli wystąpił Gene Hackman.

Kresy.pl / Polska Zbrojna / PAP

 

forma płatności