Obie formacje mają na swoim koncie wielkie czyny bojowe.

W roku 1843 Kazimierz Władysław Wójcicki opublikował ciekawe opracowanie poświęcone polskiej husarii[1]. Poczynił w nim kilka uwag, które zraniły dumę ówczesnego generała Józefa Załuskiego. Ten, w latach 1807 – 1813, służył w 1 pułku lekkokonnym (najpierw szwoleżerów, później lansjerów) polskim gwardii Napoleona. Była to elita kawalerii, wsławiona między innymi szarżą w wąwozie Somosierra.

Przy całym szacunku, jakim darzył husarię, generał Załuski postanowił bronić honoru polskiej kawalerii gwardii cesarza Francuzów. Efektem są polemiczne uwagi zamieszczone we „Wspomnieniach o pułku lekkokonnym polskim gwardyi Napoleona I”[2].

Anglicy na kolanach

„Podawszy tak, acz niedokładnie, pamięci ziomków imiona rodaków, co w wyższych stopniach groby lub kalectwo na obcej ziemi znaleźli, mamy sobie za obowiązek zakończyć to pobieżne wspomnienie o pułku gwardyi polskiej Napoleona, kilku słowami skierowanemi do tak zasłużonego i pracowitego wydawcy Obrazów starodowanych Polski, Kazimierza Władysława Wojcickiego.

Szacowny ten pisarz rzeczy narodowych, wpodaje nam zbiór ciekawych przypomnień o tych sławnych husarzach – przodkach naszych – których między niezliczonemi innemi, dwa natarcia: pod Kircholmem i pod Wiedniem, cała Europa rozgłosem sławy polskiej napełniły.

Szanowaliśmy w młodości naszej wszyscy, równie z autorem, pamięć tych dzielnych jeźdźców, i młodzież brała ich sobie za wzór, a możemy z pociechą dla przyszłych pokoleń wyrzec: iż gdy kto przejrzy czynności ułanów nadwiślańskich i gwardyi polskiej Napoleona, będzie musiał przyznać: że nie pozostali za wzorami w tyle pod względem odwagi – a pod względem karności, daleko ich wyprzedzili.

Piechota angielska, ów mur nieprzełamany pod Waterloo, niech powie co wycierpiała od ułanów nadwiślańskich w Hiszpanii, mianowicie pod Albuerą – pełne były w czasie swoim dzienniki angielskie opisów o tych natarciach kopij polskich.”[3]

Wyjaśnić tu wypada, że chodzi o słynną w owych czasach szarżę, do której doszło 16 maja 1811 roku w bitwie pod Albuerą, gdzie ułani nadwiślańscy płk. Konopki (563 konie) wraz z 2. pułkiem huzarów płk. Chamborata (238 koni) w kilkanaście minut roznieśli brygadę piechoty angielskiej Colborne’a. Zdobyli przy tym 5 sztandarów. Były to jedyne sztandary zdobyte na Anglikach w czasie kampanii pirenejskiej. Brygada Colborne’a, na 1966 żołnierzy, straciła 300 zabitych, 460 rannych i 800 jeńców[4]. Wyczyn to był nie lada, lecz idzie on na konto nie gwardii Napoleona, w której służył Załuski, lecz ułanów nadwiślańskich, którzy do tej gwardii nie należeli.

Dyscyplina i posłuszeństwo, na której cała siła wojska się opiera

W cytowanym powyżej fragmencie Załuski zdawkowo zauważył „pod względem karności, daleko ich [husarzy] wyprzedzili”. I miał rację! Największą bolączką husarii, przez znaczący czas jej istnienia, były problemy na tle dyscyplinarnym[5]. A przecież od dawien dawna wiadomo, że wojsko złożone choćby z najbardziej walecznych ludzi, lecz niezdyscyplinowane, mniej było warte od wojska złożonego z ludzi może i nie tak dzielnych, lecz posłusznych swoim przełożonym.

Załuski, bardzo słusznie, stawiał kawalerię w której służył, za wzór dla innych. Zwłaszcza dla staropolskiego rycerstwa.

Kopią i szablą

Przejdźmy do dalszej części polemiki gen. Załuskiego:

„Zaś co do pułku gwardyi polskiej, wzywamy przeciwników: żeby wskazali jednę porażkę tego pułku. Niema tu mowy o bitwach walnych przegranych, jak n. p. pod Lipskiem… ale i w takich, a mianowicie lipskiej, bardzo się pułkowi gwardyi polskiej szczęściło.

To co szanowny Wojcicki mówi: „że pierwszy szereg łamał kopijami, a drugi wycinał szablą”… ten sposób uzbrojenia przyjęła gwardya polska Napoleona, jak się wyżej powiedziało; a że był dobrze naśladowany, dowiódł – między innemi – szef szwadronu Seweryn Fredro, nacierając pod Peterswalde w r. 1813, w dwieście koni, na pułk huzarów pruskich o pięciu szwadronach, rozbiwszy ten cały regiment i wziąwszy w niewolę samego pułkownika dowódzcę, syna feldmarszałka Blüchera – Okazał tam prawnuk, że miał w pamięci słowo Maxymiliana Fredry: „że póki kopij stanie, będzie Polak panem w polu.” Nie twierdzę tego – bo nie pamiętam dobrze – ale mi się zdaje, że Fredro uchwycił własnoręcznie pułkownika Blüchera; przywiódł go brygadyer Wojciechowski.”[6]

Przechodzimy w ten sposób do taktyki walki kawalerii, w której pierwszy szereg uderzał na broń drzewcową, a drugi szereg, imał się innej broni. Geneza tego rozwiązania taktycznego jest w Polsce następująca.

W roku 1689 hetman wielki koronny Stanisław Jan Jabłonowski nakazał pocztowym husarskim zamienić kopie na broń palną[7]. Ponieważ husaria składała się z towarzyszy (ci szykowali się do boju w pierwszym szeregu) i pocztowych (stawali za towarzyszami), to odtąd husaria (prawda, że nie zawsze i nie wszędzie) atakowała przeciwnika bronią drzewcową tylko pierwszego szeregu, bo drugi już jej nie miał. W XVIII wieku ten schemat uzbrojenia (towarzysze z bronią drzewcową; pocztowi bez niej) przejęła lżejsza kawaleria polska, w tym tak zwane pułki przedniej straży, a także nowe wcielenie husarii, petyhorców i pancernych – kawaleria narodowa[8].

Gdy w 1807 sformowano 1 pułk lekkokonny polski gwardii Napoleona, to początkowo nie posiadał on broni drzewcowej, wciąż tradycyjnie zwanej kopią. Wprowadzoną ją dopiero po kilku latach. Józef Załuski pisał:

„Dodać jeszcze musimy, dla sprostowania licznych w tem pomyłek: że do końca roku 1809 nie byliśmy uzbrojeni w kopije, czyli lance; mieliśmy karabinki, pistolety i pałasze [czyli szable], byliśmy czysto Szwoleżerami; dopiero dostawszy do powyższej broni jeszcze kopije w obu szeregach, zostaliśmy przezwani: Chevau-Legèrs Lanciers polonais de la Garde; gdy jednak to uzbrojenie okazało się uciążliwem i niestosównem, wróciliśmy się do przyjętego przez sławnych usarzów polskich zwyczaju: że tylko pierwszy szereg był uzbrojony w kopije czyli lance, a drugi szereg został przy karabinkach, ma się rozumieć i pałaszach [szablach]. Takie uzbrojenie jazdy polskiej okazało się najskuteczniejszem; lecz nie tu jest miejsce rozpisywać się nad temi szczegółami, należącemi do taktyki jazdy.”[9]

Jak widać husarze byli bezpośrednią inspiracją dla polskiej gwardii Napoleona, która przetestowawszy różne warianty, dawną taktykę husarii uznała za najbardziej przydatną dla kawalerii.

Zwycięża nie broń, lecz człowiek!

W roku 2010 obroniłem pracę doktorską, której ostatni, podsumowujący rozdział, zacząłem akapitem:

„Życzylibyśmy sobie, aby po przeczytaniu tej dysertacji pozostało się z wrażeniem, że w walce bierze udział nie tyle technika i taki czy inny sposób jej użycia (nad którymi to zagadnieniami z lubością pochylają się historycy wojskowości), ile przede wszystkim żywa istota. Gdy ta żywa istota jest odpowiednio pokierowana (czynnik jakości dowodzenia), umotywowana (czynnik morale), przygotowana (czynnik wyszkolenia), zdyscyplinowana, doświadczona i dopiero na końcu tej hierarchii ważności odpowiednio wyposażona, to odnosi ona sukcesy w walce. Gdy w którymś z wymienionych obszarów zaczyna dziać się źle, szansa na sukces maleje.”[10]

Jakże piękne potwierdzenie tej opinii dostarcza generał Józef Załuski, gdy polemizując z poglądami Kazimierza Władysława Wójcickiego, notuje:

„Ale p. Wojcicki powtarza za innymi: „Porzuciliście kopije, a obróciliście się w rajtary i karabiniery; bez zbroi, bez szyszaków, bez tarcz, bez rohatyn, bez koncerzy i pałaszów, samemi tylko koletami skórzanemi a przepasaniem kitajczanym [jedwabnym] chcecie nieprzyjaciela ustraszyć.” – Tu autor uniósł się; bo rohatyna a kopije, to zdaje mi się być jedno; zaś bez koncerzy i pałaszów, toby i nasza jazda nowa nic nie dokazała… Ale niech panowie pisarze niewojskowi darują: nie zbroja, ani broń bije, tylko męże, którzy, i jak ich używają. – Pułk gwardyi polskiej Napoleona, tak bez kopij, jak i z kopijami, bił ułanów wszelkich, jacy mu się nawinęli: skromność nie pozwala nam przykładów wymieniać, ale są powszechnie wiadome.

Każdy żołnierz powinien obstawać namiętnie za swoją bronią: Huzar za huzarską, ułan za ułańską, tak strzelec konny, tak kirysyer; … a każdy z nich powinien być mniemania: że na każdą z tych broni zwycięsko uderzy; bo i kirysyer teraz nie ma zakrytych żelazem twarzy i lewej ręki.”[11]

W jednym się tylko pan generał pomylił. Rohatyna to nie kopia. Pomyłka ta wynika z tego, że w czasach jego młodości kopią nazywano już inną broń, niż w czasach husarii. Dla Załuskiego kopia była synonimem lancy, a ta faktycznie przypominała rohatynę. W rzeczywistości kopia husarska była bronią znacznie dłuższą niż lanca i używaną w odmienny sposób[12].

Lekcja na dziś

„Co się zaś tyczy winy jaką autor Obrazów starodowanych rzuca na hetmanów: Jabłonowskiego i Sieniawskiego, że poczęli zarzucać kopije, a zaprowadzać karabinki, to nie w tem jest ich wina, ale w dopuszczeniu zmniejszenia liczby wojska do ilości aż śmiesznej; bo nie darmo jest dawne przysłowie: nec Hercules contra plures!Nie było wojsko polskie tak dalece źle uzbrojone, ale 18 tysięcy na koronę i Litwę! i to jeszcze nigdy w komplecie, cóż tu o takiej przewrotności militarnie pisać?”[13]

Ma i nie ma rację gen. Załuski oskarżając hetmanów Stanisława Jana Jabłonowskiego i Adama Mikołaja Sieniawskiego o grzech tak wielkiej redukcji armii. Po pierwsze, to nie hetmani decydowali o liczbie wojska, lecz sejm. Po drugie, nie zredukowano go aż tak bardzo. Te 18 tys. odnoszą się tylko do wojska koronnego, a nie do wojska i polskiego, i litewskiego. Ponadto redukcji tych dokonano po zakończeniu wojen (w 1699 roku – kończąc wojnę z Imperium Osmańskim; w 1717 roku – kończąc wojnę północną i domową). Jest to więc stan wojska na etacie pokojowym.

I tu lekcja na dziś – taka ilość wojska nawet w okresie pokoju, w sytuacji, gdy sąsiedzi prężyli muskuły, faktycznie była zbyt niska. Ale trzeba z całą mocą podkreślić, że w stosunku do swej populacji, Polska utrzymywała wówczas znacząco więcej żołnierzy państwowych niż to czyni dziś[14]. A ponadto dysponowała wówczas łatwymi do zmobilizowania rezerwami (wojska prywatne, pospolite ruszenie, do pewnego stopnia także Kozacy), których dziś rozpaczliwie brakuje.

Co było siłą kawalerii?

Bardzo ciekawa jest kolejna uwaga Załuskiego:

„Zresztą jazda, jakkolwiekby była uzbrojoną, powinna strzelanie zostawić piechocie; cała siła jazdy jest w natarciu; strzelba tylko do flankierskich potyczek, i do pilnowania się służyć powinna.”[15]

W pierwszej połowie XIX wieku w Europie zdawano już sobie sprawę, że kawaleria nie jest stworzona do walki ogniowej. Około połowy XVIII wieku, w większości państw europejskich osiągnięto konsensus w debacie na temat użyteczności broni palnej. Osiągnięto konsensus i odrzucono taktykę wstępnego ostrzału przeciwnika na rzecz wyłącznej szarży na białą broń[16]. W ten sposób taktyka walki kawalerii zatoczyła koło – od fascynacji bronią palną, którą widać w XVI wieku, po powrót do naturalnej i najbardziej skutecznej formy walki – impetycznej szarży na białą broń.

Tak husaria, jak i kawaleria gwardii polskiej Napoleona, jedynie w wyjątkowych sytuacjach używały broni palnej. Nigdy szarżując na wroga. Między innymi to czyniło je tak niebezpiecznymi.

Nie każdy może być kopijnikiem…

„Trzeba zaś wiedzieć: że nie każdy może być ułanem, czyli używać kopii; na ułana trzeba jeźdźca wyborowego, a bardzo silnego i zręcznego; widzieliśmy będąc jeszcze szwoleżerami gwardyi, jak ułani przeciwni, bacząc nas z pałaszami ostro nacierających, piki swoje rzucali, a sięgali po pałasze… można się domyślić, że od tego czynu do ucieczki nie było daleko.”[17]

W jeszcze większym stopniu ta uwaga dotyczy husarzy, którzy operowali przeszło dwukrotnie dłuższymi kopiami. Wymagania fizyczne, którym musieli sprostać, były znacznie wyższe. Selekcja ludzi powinna być ostrzejsza. I taką też była w epoce świetności husarii. W 1616 roku Andrzej Lubieniecki pisał:

„A to tu ma bydź nayprzód przypomniano, iż gdy Król [Stefan Batory] nayprzód do Polski przyiachał [1576 roku], tedy zastał woysko w Polscze barzo konne, y na dobrych koniach, doyrzałe w leciech y we zroście Ludzi, nie Więgierskie Giermki y Parobki. Co Król za dziw Węgrom ukazował, bo inakszych Ludzi, ani Koni u Nas na ten czas niepopisywano [nie przyjmowano do służby w wojsku].”[18]

Tyle, że ten stan rzeczy nie trwał wiecznie. Jedną z przyczyn upadku husarii w XVIII wieku było to, że towarzyszy nie „brakowano”, czyli nie dokonywano ich selekcji. Ksiądz Jędrzej Kitowicz zanotował, że trafiali się wśród nich ludzie:

„nikczemnej urody, albo dziad stary, albo kulawy, albo garbaty, albo ślepy, gdyż w polskim autoramencie co do towarzystwa żadnego braku nie było; całą przystojność i ozdobą osoby było szlachectwo”[19]

Czy można się dziwić, że w tym okresie husaria była jedynie cieniem swojej dawnej wielkości? Czy dziwić może, że pocztowi, których „brakowano”, byli bardziej zdatni do wojny? Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do towarzyszy, pocztowych nie tylko odpowiednio dobierano, ale i ćwiczono[20]?

Kopijnikiem nie mógł, a przynajmniej nie powinien, być każdy chętny, lecz tylko ten, który miał do tego odpowiednie warunki fizyczne.

Bagaże – przekleństwo, czy zbawienie?

Kontynuując polemikę z Kazimierzem Władysławem Wójcickim, Załuski pisał:

„Czym zaś wojsko Bonapartego miało górę nad wszelkiemi wojskami, i czego się od niego nauczyliśmy, było to: że oficer piechoty niósł cały bagaż na plecach i maszerował pieszo, tak jak każdy żołnierz: tylko szef batalionu, sztabs-oficerowie, adjutanci, mieli i musieli mieć konie, a to dla komendy, i roznoszenia rozkazów. A oficer od jazdy miał jeden mantelzak [podłużny pojemnik na bagaże, troczony do tylnego łęku siodła] szczupły na swoim, a drugi na luźnym koniu; bagażów żadnych, namiotów żadnych, obóz pod gołem niebem, koczowanie.”[21]

Tu faktycznie była kolosalna różnica między dawniejszą kawalerią polską (husarią, pancernymi, petyhorcami, czy później kawalerią narodową), która ciągnęła ze sobą mnóstwo wozów (na nich między innymi przewoziła namioty) i luźną czeladź, a kawalerią epoki Napoleona Bonaparte. Załuski podkreślił ją również w innym miejscu swoich wspomnień. Cytuje w nich „Dekret utworzenia gwardii polskiej”, w którym była następująca uwaga:

„Ponieważ w wojsku ludzie luźni przeszkadzają ruchom wojennym, każdy gwardzista będzie obowiązany sam opatrywać swego konia, tego wiernego towarzysza swoich trudów.”[22]

Polacy, przyzwyczajeni do zupełnie innych zwyczajów (np. wcześniej o konie dbała czeladź), nie od razu pojęli, że idzie nowe. Widać to było także w przypadku perypetii z mundurami:

„Z początku, gdy ochotnicy więcej mieli upodobania w mundurach, niż doświadczenia wojskowego, postanowiono dwie barwy mundurów: paradny biały, służbowy granatowy; a te dla oficerów znowu podzielono: na wielki i mały mundur; wielki był polski, to jest kurtka, mały francuski, to jest frak; prócz jeszcze surdutów dla oficerów, szpencerów dla szeregowych, płaszczów i różnych dodatków. Sądziły zapewne wnuki dawnych usarzy, że kolebki i skarbniki czterokonne będą za niemi ciągnąć. […] Gdy więc wkrótce okazało się, że nasza gwardya nie do salonów dworskich, ale do obozów i wojny stworzona, i że przy pułku nikt prócz starszych oficerów sztabowych, bryczki mieć nie może, przeto wkrótce zaniechano tych mundurów paradnych białych, i przyjęto jednostajne kurtki granatowe […]”[23]

Generał Józef Załuski jednoznacznie potępiał zbytki panujące w dawnej kawalerii polskiej i za wzór stawiał nie tylko kawalerię, w której służył, ale w ogóle nowe porządki rodem z armii francuskiej. Przyznać trzeba, że i w Polsce już w poprzednich wiekach dostrzegano problem i starano się te zbytki i nadmierną liczbę ciągnących z wojskiem luźnych ludzi (czyli luźnej czeladzi) ograniczać. Nieskutecznie!

Czy więc pod tym względem miałaby polska gwardia Napoleona wyraźną przewagę nad husarią? Nie!

Opisany sposób funkcjonowania kawalerii miał sens w terenie o odpowiedniej gęstości zaludnienia, gdzie stosunkowo łatwo można było zdobyć furaż dla koni i strawę dla ludzi. Gdzie można się było schować pod dachem w razie bardzo złych warunków atmosferycznych.

Francja, czy kraje śródziemnomorskie, cechowały się i łagodnym klimatem, i odpowiednią gęstością populacji. Ale nie wschodnia Polska, czy w ogóle Europa wschodnia. Napoleon i jego żołnierze radzili sobie doskonale tylko na określonym terytorium. Gdy przyszło im walczyć w warunkach, z którymi wojska Rzeczypospolitej miały przez wieki do czynienia, okazało się, że nawet pomimo szczególnie starannego przygotowania, nie są do nich przystosowani. Zakończyło się to katastrofą roku 1812[24]i ostatecznie również samego Napoleona. Dlatego nie miał racji Załuski tak jednoznacznie zachwalając nową organizację kawalerii. Wszystko zależało od terenów, gdzie przyszło jej walczyć.

W pełni podzielam opinię tych polskich pisarzy z XVII i XVIII wieku, którzy wskazując na zło wynikające z nadmiernego obciążenia wojska wozami i luźną czeladzią, zalecają redukcję, ale nie całkowitą likwidację i jednych, i drugich. W warunkach rozległych, słabo zaludnionych terytoriów Europy wschodniej, towarzyszące konnym pocztom wozy były wciąż niezbędne dla przetrwania trudów dłuższej, prowadzonej znaczącymi siłami, kampanii[25].

Podsumowanie

Kto więc był lepszy? Szwoleżerowie (później lansjerzy) gwardii polskiej Napoleona, czy husarze? Sam Załuski odpowiedział wprost, że ci pierwsi „nie pozostali za wzorami [husarzami] w tyle pod względem odwagi – a pod względem karności, daleko ich wyprzedzili”. I z tym się w pełni zgadzam. Ale dodać muszę, że kawalerię nie można oceniać tylko przez pryzmat tych dwóch kryteriów. Zacząć jednak trzeba od tego, że porównywanie tych rodzajów jazdy jest zabiegiem mocno kontrowersyjnym. To trochę tak, jakby porównywać samochód ciężarowy do osobowego. Który lepszy? Zależy do czego…

Husaria spełniała zadania kawalerii ciężkiej, czyli takiej, która szarżą na wprost miała przełamać linie wroga. Co prawda mogła (i nieraz to robiła) spełniać zadania lekkiej jazdy, a nawet piechoty, ale nie była to dla niej naturalna forma walki. Robiła to z musu, gdy nie było rozsądniejszej alternatywy.

1 pułk lekkokonny polski gwardii Napoleona, jak sama nazwa wskazuje, był z założenia kawalerią lekką. Sam Załuski widział w nim kontynuatorów tradycji lisowczyków[26], a nie husarzy. Jak tu więc porównywać lekką i ciężką jazdę, skoro wymogi jakie im stawiano były inne? Skoro jednak generał Załuski postawił sobie takie zadanie, to i ja się od niego nie odżegnuję.

Nie mam wątpliwości, że we frontalnej szarży obu kawalerii na siebie, husarze ze swoimi zbrojami i długimi kopiami, roznieśliby polską gwardię Napoleona w puch. Nie mam również wątpliwości, że husaria, dzięki ciągnionym ze sobą wozom i towarzyszącej jej luźnej czeladzi, znacznie lepiej zniosłaby trudy dłuższej kampanii w Europie wschodniej. Jednak w Europie zachodniej gwardziści zyskiwaliby na wartości. Nie ogładzaliby tak kraju, jak liczni ciurowie w husarii. A i wozy nie utrudniałyby im przemarszów w takim stopniu, jak husarzom.

Obie formacje mają na swoim koncie wielkie czyny bojowe. Ale husaria, istniejąc niemal trzy wieki, mogła ich zapisać znacznie więcej, niż polscy gwardziści Napoleona. Gwardia ta istniała krócej niż dekadę, bo od roku 1807 do 1815. Z drugiej strony, właśnie to, że husaria istniała niemal trzy wieki oznacza, że obok wielkich czynów, które stały się jej udziałem, ma w swej historii także dość długi, bo liczący kilka dekad okres, kiedy nadawała się bardziej do parady niż do walki.

Uważam, że gdyby jakimś cudem udało się przenieść husarzy w przełomu XVI i XVII w. w czasy napoleońskie, to zapisaliby się w historii złotymi zgłoskami. Z pewnością radziliby sobie nie gorzej niż wspomniani przez Załuskiego kirasjerzy 14 pułku armii Księstwa Warszawskiego:

„Żeby zaś pocieszyć szanownego p. Wojcickiego, że potomkowie dawnych husarzy nie tak bardzo odrodzili się od nich, jak się to może komu zdaje, odwołujemy się do natarcia kirysyerów Stanisława Małachowskiego pod Możajskiem [czyli pod Borodino].”[27]

Bo też i czasy noszących kirysy wojsk nie minęły wraz z upadkiem husarii i rozwojem broni palnej.

dr Radosław Sikora

Polecamy drugą część artykułu

Przypisy:

[1] Kazimierz Władysław Wójcicki, Hussarze.„Obrazy starodawne”, t. 1. Warszawa 1843.

[2] Józef Załuski, Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim gwardyi Napoleona I. „Biblioteka Polska”, Kraków 1865. s. 35 – 43.

[3] Tamże, s. 35.

[4] Tomasz Rogacki, Albuera 1811. Warszawa 2004. s. 32 – 35.

[5] Obszernie na ten temat: Radosław Sikora, Husaria pod Wiedniem 1683. Warszawa 2012. s. 182 – 189. Zastrzegam jednak, że poziom (nie)zdyscyplinowania husarzy nie był stały przez cały okres istnienia tej formacji. Zależał i od czasów, i od dowódców, i od innych okoliczności.

[6] Załuski, Wspomnienia, s. 35 – 36.

[7] Sikora, Husaria, s. 105.

[8] Radosław Sikora, Ostatnie lata husarii. Artykuł dostępny pod linkiem: http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/ostatnie-lata-husarii#

[9] Załuski, Wspomnienia, s. 6.

[10]Radosław Sikora, Taktyka walki, uzbrojenie i wyposażenie husarii w latach 1576 – 1710. s. 332.

[11]Załuski, Wspomnienia, s. 36.

[12]Dlaczego krótką broń drzewcową zaczęto nazywać kopią i o różnicach między lancą a kopią stosunkowo obszernie pisał Janusz Wielhorski w artykule Lanca. Artykuł dostępny jest pod linkiem: http://napoleon.org.pl/taktyka/lanca.php

[13]Załuski, Wspomnienia, s. 36.

[14]Radosław Sikora, Polska armia A. D. 2013 gorsza jak za Sasa?Artykuł dostępny pod linkiem: http://kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz/polska-armia-a-d-2013-gorsza-jak-za-sasa-#

[15]Załuski, Wspomnienia, s. 36 – 37.

[16]Christopher Duffy, The Military Experience in the Age of Reason. Nowy Jork 1988. s. 222.

[17]Załuski, Wspomnienia, s. 37.

[18]Poloneutichia albo polskiego królestwa szczęście a przytym y W[ielkieg]o Xięstwa Lit[ewskie]go. A potym tegoż szczęścia szwankowanie w Roku 1612 y 1613. Opisane przez Andrzeja z Lubieńca Lubienieckiego. W: „Biblioteka Naukowego Zakładu imienia Ossolińskich”, T. III. Lwów 1842. s. 47.

[19]Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III.Opr. Zbigniew Goliński. Warszawa 2003. s. 159.

[20]Radosław Sikora, Kryzys kawalerii polskiej w XVIII wieku. Artykuł dostępny pod linkiem: http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/kryzys-kawalerii-polskiej-w-xviii-wieku

[21]Załuski, Wspomnienia, s. 37.

[22]Tamże, s. 13 – 14.

[23]Tamże, s. 17 – 18.

[24]Tematykę tę rozwinąłem w artykule: Czego Napoleon mógłby się nauczyć od Żółkiewskiego?Jest on dostępny pod linkiem: http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/czego-napoleon-moglby-sie-nauczyc-od-zolkiewskiego

[25]Trudno było wymagać od Polaków takiego sposobu żywienia się, jak Tatarzy, którzy w inny sposób rozwiązywali problemy aprowizacyjne (Radosław Sikora, Tatarzy z piekła rodem. Artykuł dostępny pod linkiem: http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/tatarzy-z-piekla-rodem)

[26]Załuski, Wspomnienia, s. 8.

[27]Załuski, Wspomnienia, s. 37.

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. doliwaq
    doliwaq :

    P. Sikora zapomniał wspomnieć bardzo ważną rzecz, albowiem pod Albuerą nie samo rozbicie brygady angielskiej było wyczynem, lecz rozbicie czworoboku piechoty angielskiej! Czworobok był formacją, która miała na celu przeciwdziałanie kawalerii. A Polscy ułani właśnie taką formację rozbili!