Kartka z kalendarza: 12 marca 1656 roku – triumf polskich łuczników konnych

Stało się to 12 marca i przyprawiło Szwedów w obozie o takie przerażenie, że przez cały dzień nikt się nie znalazł, kto by się odważył wyprawić na zwiady za rzekę.

Tego dnia łucznicy konni (tak zwana jazda tatarska, wołoska i kozacka) Stefana Czarnieckiego, pod Jarosławiem rozbili kilkuset rajtarów szwedzkich[1], po czym zaatakowali i zdobyli szwedzki tabor, kładąc trupem 50 – 60 żołnierzy „nie licząc taborowej czeladzi”. Zrobili to niemal pod bokiem króla Karola X Gustawa, na dodatek rabując jego zastawę stołową. Jak pisał ówczesny husarz, a późniejszy dziejopis, Wespazjan Kochowski:



„Stało się to 12 marca i przyprawiło Szwedów w obozie o takie przerażenie, że przez cały dzień nikt się nie znalazł, kto by się odważył wyprawić na zwiady za rzekę.”[2]

Opracowujący to starcie Andrzej Borcz podkreśla ówczesny respekt Szwedów przed taktyką tatarską, którą Polacy zastosowali w tym starciu[3]. Niespodziewany atak z wielu stron (z wykorzystaniem łuków, które większą szybkostrzelnością i zasięgiem dominowały nad pistoletami) oraz szybki odskok w razie porażki, były kanonami tatarskiej sztuki walki. Tej sztuki, którą Polacy w trakcie wojny zaadoptowali do swoich potrzeb, a która znana jest dzisiaj pod nazwą wojny szarpanej.

Szwedzi mieli jeszcze jeden powód by obawiać się tatarskich wojowników – złe traktowanie w razie dostania się do ich niewoli. Dlatego pod Jarosławiem Polacy upozorowali atak ordyńców, wysyłając przodem 4 chorągwie polskich Tatarów, każąc pozostałym wznosić tatarski okrzyk bojowy „Hałła”.

Radosław Sikora

__________________
Przypisy:

1Szwedzki historyk Samuel Pufendorf, zaniżył liczbę pokonanych do 250. Polski zaś, Wespazjan Kochowski, zawyżył do 1000.

2Wespazjan Kochowski, Lata Potopu 1655-1657. Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1966. s. 149.

3Andrzej Borcz, Działania wojenne na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej w latach „Potopu” 1655-1657. Przemyśl 1999. s. 66, przyp. 275.

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.

a

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz