Freski Schulza

Po zajęciu Drohobycza przez Niemców w 1941 roku Bruno Schulz z rodziną został przesiedlony do getta. Od tej pory pisarz stale obawiał się o życie swoje i swoich bliskich. Chcąc zdobyć środki na utrzymanie, zwrócił się do władz getta z propozycją wykonywania plac plastycznych. Wzbudził tym zainteresowanie gestapowca Feliksa Landaua, odpowiedzialnego za zatrudnianie Żydów.

Landau, rzemieślnik z Wiednia, wychowany w żydowskiej rodzinie ojczyma, był wyjątkowo brutalny wobec Żydów; ponoć z okna swego domu strzelał do nich dla zabawy. Chciał jednak uchodzić za artystę i mecenasa, dlatego „zaopiekował się” Schulzem. W zamian za gwarancję bezpieczeństwa i żywność Schulz ozdobił na jego polecenie ściany kasyna gestapo i malował jego portrety. Landau zlecił mu także wykonanie malowideł w pokoju swojego kilkuletniego syna. Pomagający mu w pracy dawny uczeń po latach wspominał: „Schulz pozostał jakoś wierny swojej zasadzie twórczej: na malowidłach ściennych w mieszkaniu gestapowca, w fantastycznej scenerii baśniowej postacie królów, rycerzy, giermków miały całkiem «niearyjskie» rysy twarzy osób, wśród których Schulz obracał się w tym czasie. […] I oto ci nieszczęśliwi ludzi znaleźli się na tych malowidłach w blasku bogactwa i przepychu”.

Schulz wierzył, że jego praca pozwoli mu na przetrwanie. Jednocześnie przygotowywał, przy pomocy przyjaciół, w tym Zofii Nałkowskiej, ucieczkę z getta. Postanowił uciec 19 listopada, zaopatrzony w fałszywe „aryjskie papiery” i pieniądze. Tego dnia jednak gestapo, pod nieobecność Landaua, urządziło akcję przeciwko Żydom. Schulza zastrzelił antagonista Landaua Karl Günther. Niegdyś Landau zabił jego protegowanego dentystę, teraz on wziął odwet. Miał później powiedzieć do Landaua: „zabiłeś mojego Żyda – ja zabiłem twojego”.

Jerzy Ficowski, dociekliwy badacz życia i twórczości pisarza, bezskutecznie próbował znaleźć freski, które Schulz malował pod koniec życia. 9 lutego 2001 roku ekipa niemieckiego filmowca Beniamina Geisslera, który kręcił film dokumentalny poświęcony właśnie poszukiwaniu malowideł Schulza, odnalazła polichromię z pokoju dziecinnego w tzw. willi Landaua. Specjalna grupa ekspertów potwierdziła autorstwo Schulza. Odkryto fragmenty postaci królewny, głowę konia, tors rycerza w zbroi (głowa się nie zachowała), fragment pejzażu, krasnoludka wspartego na lasce i woźnicę na koźle karety (być może jest to ostatni autoportret Schulza). Marek Wojciech Chmurzyński, obecny przy odsłanianiu malowideł, uważa, że freski stanowią całość i ilustrują „Królewnę Śnieżkę” braci Grimm. Być może jednak pomysł na freski pochodził wyłącznie od Schulza.

Odkrycie nieznanych malowideł artysty z Drohobycza odbiło się głośnym echem w kraju i zagranicą. Ministrowie kultury Polski i Ukrainy porozumieli się co do dalszych losów malowideł, które miały być wpisane na listę chronionych dzieł sztuki i pozostać w Drohobyczu. W maju 2005 roku izraelski instytut Yad Vashem, zajmujący się dokumentacją Holokaustu, wysłał do Drohobycza swoich przedstawicieli, którzy z pogwałceniem praw międzynarodowych potajemnie wywieźli freski do Izraela. Wybuchł międzynarodowy skandal. Prokuratura ukraińska wszczęła śledztwo, zarzucając władzom miejskim korupcję i współudział w rabunku fresków. Yad Vashem w odpowiedzi na zarzuty pod swoim adresem oświadczył jedynie, że „najlepszym miejscem do przechowywania ich jest Yad Vashem, Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu w Jerozolimie”.

Pięć niewielkich fragmentów malowideł pozostało w Drohobyczu. Na razie nie udało się jednak stworzyć Muzeum Brunona Schulza, w którym mogłyby się znaleźć.

Justyna Rojek

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz