Siły polsko-litewskie w zwycięskim starciu z Moskalami.

Na temat armii polskiej walczącej pod Newlem wiadomo znacznie więcej niż na temat wojsk Wielkiego Księstwa Moskiewskiego[1]. Z powodu choroby nie dowodził nią hetman Florian Zebrzydowski, lecz kasztelan ciechanowski Stanisław Leśniowolski. Rdzeniem jego wojsk była zaciężna kawaleria koronna. Tworzyły ją oddziały o mieszanym składzie. W tej samej rocie znajdowali się na przykład i husarze, i kopijnicy[2]. Gdy dominowali w niej husarze, traktowano ją jako husarską. Marek Plewczyński podaje, iż:



„W dobie wojny inflanckiej 1557 – 1570 chorągwie husarskie składały się zazwyczaj z 2/3 z husarzy, a w 1/3 z kopijników.”[3]

Przeprowadzane co kwartał (3 miesiące) popisy, czyli lustracje oddziałów, pozwalają na precyzyjne określenie wielkości etatowych poszczególnych rot. Co więcej, dzięki jednemu z tych popisów wiemy, które roty brały udział w bitwie. Dowodzili nimi[4]:

1. Mikołaj Potocki (jego rota liczyła sobie etatowo 164 konie; w jej składzie było 22 towarzyszy)

2. Stanisław Zamojski (200 koni; 25 towarzyszy)

3. Jan Zborowski (140 koni; 12 towarzyszy)

4. Zygmunt Zebrzydowski (160 koni; 19 towarzyszy)

5. Jakub Secygniowski (150 koni; 28 towarzyszy)

6. Mikołaj Wąsowicz z Bielejowie (130 koni; 16 towarzyszy)

7. Stanisław Wąsowicz z Jabłonny (150 koni; 19 towarzyszy)

8. Mikołaj Rej (140 koni; 15 towarzyszy)

9. Krzysztof Tarnowski (160 koni; 20 towarzyszy)

Łącznie daje to 1394 koni etatu i 176 towarzyszy w 9 chorągwiach.

Nieco inną listę podaje Bielski w swojej kronice. Wylicza rotmistrzów kawalerii, którzy mieli brać udział w tej bitwie: „Stanisław Zamoyski / Paweł Secygniowski / Sieniawski / Potocki / Jan Zborowski / Oleśnicki / Bełdowski”[5]. Do wykazu tego należy jednak podchodzić z nadzwyczajną ostrożnością. Kronikę tę wydano dopiero w roku 1597, czyli 35 lat po bitwie newelskiej. Ustępy dotyczące dwóch ostatnich Jagiellonów zostały napisane nie wtedy, gdy panowali Polakom i Litwinom, ale niewiele przed wydaniem kroniki. Relację tę dzieli więc spora przestrzeń czasowa od opisywanych wydarzeń, co przekłada się na jej obniżoną wiarygodność. Porównanie tej listy z regestrami popisowymi wojska uwidacznia jej mankamenty. Na przykład Bielski podał, że w bitwie brał udział rotmistrz Paweł Secygniowski, gdy w istocie rotmistrzem był nie Paweł, a Jakub. Udział Pawła Secygniowskiego jest prawdopodobny, ale nie był on wówczas rotmistrzem. Nie miał w wojsku swojej roty. Na liście Bielskiego znajduje się także Oleśnicki, a takiego rotmistrza w wojsku polskim podległym Zebrzydowskiemu również nie było. Dlatego też listę Bielskiego oraz te, które się na niej opierają[6] należy odrzucić.

Jak to zwykle bywało, stany rzeczywiste kawalerii były niższe od etatowych, choćby ze względu na konieczność odliczenia stawek żołdu przeznaczonych na opłacenie rotmistrzów. Ale przede wszystkim ze względu na panujące w wojsku choroby, które skutecznie eliminowały żołnierzy z wzięcia udziału w wyprawie na Newel. Inni żołnierze opuszczali armię nie mogąc się utrzymać w wygłodzonym kraju. Na to wszystko wielokrotnie skarżył się hetman Florian Zebrzydowski swojemu litewskiemu koledze, Mikołajowi „Rudemu” Radziwiłłowi. Na przykład w liście z 2 czerwca 1562 roku pisał:

„I sam pod Połockiem leżąc [obozując], prze[z] drogość i niedostatek żywności, głód cierpimy. […] Chorych mam napoły [z połowę] w wojszcze i bardzo ich wielu mrze”[7].

W liście z 12 lipca:

„[…] już W.[asza] M.[iłość] raczysz pierwej ode mnie mieć wiadomość, żeć mie być może a jako barzo wojsko zdrobniało [zmniejszyło się] i k’temu iż wiele chorych […] wojsku żywności nie masz […]”[8]

12 sierpnia:

„[…] w tym ciągnieniu [marszu spod Połocka na Jezierzyszcze], kędy ciągnę, żadnej najmniejszej żywności nie mam, chyba co z wozów, z których się też już bar[d]zo wypleniło [wyjadło żywność wiezioną wozami].”[9]

A już po bitwie, bo 21 sierpnia:

„[…] myśmy już sobie bar[d]zo wozy wytrawili, bośmy ich też niebar[d]zo mogli sobie naśpiżować [napełnić żywnością] pod Połockiem, i głód nam bar[d]zo dociska, niewiele już najdzie chleba między nami, a pogotowiu mięsa […]”[10]

W niedzielę, 23 sierpnia:

„Bo sam na mnie wielki głód: chleba ani mięsa już nic moi nie mają, a prawie po wszyćkim wojsce [wojsku], od piątku [21 sierpnia] obroku żadnego nie mają, a na koniec i trawy, taka nędza, że już dziś wszyscy chcieli się ruszyć przed głodem, ledwiem je do środy [26 sierpnia] zahamował.”[11]

Czy też 6 września:

„A też konie bardzo tymi plutami [deszczami] znędzone i rannych wiele […] Koła i wozy pogniły [od wilgoci, błotnych dróg] konie zeszły [padły], ludzie jedni pouciekali, drudzy pomarli. A na koniec się już wszyćkim sługom uprzykrzyło, powiadają iż dalej służyć niechcą”[12]

Do liczebności tej kawalerii jeszcze powrócę. Teraz dodam, iż król Zygmunt August od zaciągających się na tę wojnę kawalerzystów wymagał, by zamiast popularnych wówczas pancerzy (kolczug), nosili zbroje plachowe, czyli płytowe napierśniki i napleczniki[13]. Jest to bardzo istotna informacja, która dowodzi, że próby przezbrojenia husarii w zbroje płytowe podjęto już kilkanaście lat przed reformami króla Stefana Batorego. Co ciekawe, król Zygmunt August domagał się także:

„A miecze iżby mieli wszyscy, a nie szable. Bo u popisu inak [inaczej] nie będą przyjmować [do wojska].”[14]

Jak widać monarsze nie podobał się bardzo już wówczas zaawansowany proces wypierania mieczy przez szable.

Te wszystkie wymogi wobec zaciągającego się rycerstwa skutecznie zacierały różnice między kopijnikami a husarią. Na początku XVII wieku słowo kopijnik i husarz były już synonimami.

Wspomniani uprzednio towarzysze byli właścicielami pocztów, zwykle szlachcicami. Odpowiadali więc dworianom i dzieciom bojarskim w armii moskiewskiej. Różnica między nimi była taka, że szlachta rosyjska była zobligowana do walki z tytułu posiadania przez nią ziemi, a omawiani tu Polacy zaciągnęli się do wojska ochotniczo.

Do składu rot polskiej kawalerii zaliczano również czeladników pocztowych, czyli dobrze uzbrojonych konnych pachołków. Podkreślę tę, bardzo ważną informację. Jeśli liczebność roty określano na przykład na „100 koni”, to w liczbie tej mieścili się również czeladnicy pocztowi. Rumaki, broń i wyposażenie niezbędne do walki i do przetrwania poza polem bitwy, dostarczali im towarzysze. Dlatego, jak wcześniej odnotowałem, pocztowi odpowiadali jednej z kategorii bojowych chołopów w jeździe pomiestnej.

W każdym poczcie, a co za tym idzie także i w rocie, znajdowali się również luźni czeladnicy, czyli ci, którzy odpowiadali za bagaże towarzysza, jego konie, aprowizację i tym podobne. Odpowiadali więc „ludziom w koszu” w jeździe pomiestnej. Luźnych czeladników nie liczono w grono żołnierzy, także próżno ich szukać w spisach rot. A było ich naprawdę wielu. Dla XVII wieku można przyjąć, iż na każdego towarzysza i każdego czeladnika pocztowego, średnio przypadało 2 – 3 czeladników luźnych[15]. Tak dokładnych danych nie ma dla wieku XVI, ale różne wskazówki pozwalają sądzić, że także i w tym stuleciu ilość luźnych była bardzo wysoka. Na przykład w trakcie sejmu 1574 roku, jeden ze szlachciców miał przemawiać tymi słowy:

„[…] u nas, gdzie każdy ze szlachty, krom pocztu, wiedzie jeszcze po dziesięć lub dwadzieścia osób [luźnej] czeladzi, tyleż koni i mało co mniejszą liczbę powozów – ów niepotrzebny ciężar dla wojska. Dlaczegoż nie ma wystarczyć jeden wóz na żywność, albo przynajmniej tyle jucznych koni, ile bojowych? Można mieć dwóch ze służby na miejsce tych, którzy mogą zginąć, ale potrzeba koniecznie oddalić tłuszczę luźnej czeladzi, która ku wielkiemu uciskowi ojczystej roli, pożera jeno chleb i paszę.”[16]

Potwierdzeniem tej opinii są opisy wojska polskiego z epoki Stefana Batorego. I tak na przykład maszerującej na Wieliż sześciotysięcznej armii Jana Zamojskiego miało towarzyszyć aż 26 000 luźnych czeladników[17]. Z kolei maszerującą na Psków armię oceniano na 50 000 żołnierzy i 170 000 luźnych[18]. Więc choć historykom wciąż z wielkim trudem przychodzi uwierzenie w tak wielką liczbę luźnej czeladzi, wszystko wskazuje na to, że praktyka dobrze znana i dostatecznie dobrze udokumentowana dla wieku XVII, nie była nową. Kawalerii polskiej także i w XVI wieku towarzyszyły rzesze luźnej czeladzi.

Oprócz zaciężnej kawalerii polskiej, Stanisław Leśniowolski dysponował zaciężną piechotą polską. Była to rota Wojciecha Wierzchlejskiego[19], zwanego również Wierzchlańskim[20]. Etatowo było to 300 drabów[21].

Maciej Stryjkowski w kronice wydanej w 1582 roku, a więc 2 dekady po bitwie, całkowitą liczebność zaciężnego wojska koronnego, czyli i pieszych, i konnych, określił na 1000[22]. Biorąc pod uwagę wyżej przytoczone fakty, jest to szacunek bardzo prawdopodobny. Czyli rzeczywista liczebność wojska wynosiła blisko 60% etatowej.

„przy nich było dwie scie Zołnierzow Litewskich / y Dwor Dowoyny Woiedowy Połockiego / także Kozakow niemało / iż się wszystkich [razem z zaciężnym wojskiem koronnym] o pułtora tysiąca zebrało.”[23]

Nie znam innych źródeł, które wprost potwierdzałyby udział wspomnianych 200 żołnierzy litewskich, a także żołnierzy Dowojny i Kozaków w tej bitwie. Wydaje się jednak, że można w tej materii zaufać Stryjkowskiemu. Z listów Zebrzydowskiego wynika, że 8 sierpnia prosił księcia Stefana Zbaraskiego, wojewodzica witebskiego o „ludzi swych jezdnych i pieszych kozaków”[24]. Jeśli nawet ci nie dotarli na czas, to litewscy kozacy gorodowi byli w Jezierzyszczach i wielce prawdopodobne, że wysłano ich z Leśniowolskim, gdyż dobrze znali okolicę Newla[25]. Co do pomocy litewskiej, to jeszcze 8 sierpnia Zebrzydowski liczył na przybycie żołnierzy księcia Koreckiego, choć przynajmniej do 12 sierpnia nie doczekał się ich[26]. A jeśli chodzi o „Dwor Dowoyny”, to z listu hetmana pisanego 2 czerwca wynika, że już wtedy 150 kawalerzystów Stanisława Dowojny, wojewody połockiego, współpracowało z wojskiem polskim[27].

Miałby więc Leśniowolski do swojej dyspozycji 1500 żołnierzy pod Newlem, co nie znaczy, że jego armia liczyła sobie ledwie 1500 ludzi. Najpewniej było z nim kilkudziesięciu „borci”, czyli ludzi, którzy oczyszczali drogi, budowali mosty itd., jednym słowem, umożliwiali wozom i artylerii przemieszczanie się. O przysłaniu tych ludzi pisał Zebrzydowski do Radziwiłła w liście z 6 sierpnia[28].

Z całą pewnością, ze względu na to, iż armia Leśniowolskiego maszerowała z wozami, należy doliczyć luźną czeladź. Ile? Jeśli Iwan Groźny miał rację szacując te wojska na 4000, to luźnych byłoby blisko 2500. Jest to wielce prawdopodobna liczba, gdyż jak wspomniałem, luźnych w kawalerii polskiej było bardzo wielu. Liczbę tę uwiarygodnia sam hetman Zebrzydowski w liście do hetmana Radziwiłła pisanym 28 czerwca 1562 roku. Notuje on:

„Ci co od nas uciekają i szpiegowie [moskiewscy] powiadają iż nas Polaków osiem tysięcy i są bardzo ostrożni obawiając się wojsk naszych.”[29]

W tym czasie wojsko koronne liczyło sobie etatowo 2108 koni (w tym 257 towarzyszy) oraz 250 piechoty[30]. Uciekających z wojska polskiego nie można posądzać o ignorancję, bo dobrze wiedzieli, jak niewielka była to armia. Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem podawania przez nich liczby 8000, jest więc to, iż w skład wojska koronnego wliczyli luźną czeladź.

W bitwie pod Newlem poważną rolę odegrała polska artyleria. Hetman polski w liście z 21 sierpnia stwierdził iż posłał z Leśniowolskim kilka działek[31]. W pisanych znacznie później kronikach polskich liczba ta urosła do kilkunastu[32].

Dysproporcja sił

Skoro wiemy, iż w bitwie pod Newlem armia rosyjska liczyła sobie około 15 000 żołnierzy (choć jej całkowita liczebność wynosiła około 45 000 ludzi)[33], a armia polsko-litewska liczyła sobie 1500 żołnierzy (około 4000 ludzi), to na pierwszy rzut oka sprawa określenia dysproporcji sił jest banalnie prosta. Wojsko rosyjskie przeważało nad polsko-litewskim mniej więcej dziesięciokrotnie. Jest to prawda, ale…

Spostrzegawczy czytelnik z pewnością zauważył, że w wojsku koronnym do grona żołnierzy Polacy wliczali grupę, którą w wojsku rosyjskim do żołnierzy nie liczono. Chodzi o czeladników pocztowych i ich rosyjski odpowiednik, czyli najlepiej uzbrojonych bojowych chołopów. Dodam, iż Litwini liczyli swoje wojska tak, jak to robili Polacy.

Gdybyśmy chcieli przyjąć jeden standard obliczania ilości żołnierzy walczących pod Newlem, to należałoby albo bojowych chołopów (bez koszowych!) doliczyć do piętnastotysięcznej armii Kurbskiego, albo też czeladników pocztowych odjąć od półtoratysięcznej armii Leśniowolskiego. Tak, czy siak znacząco by wówczas wzrosła dysproporcja sił na korzyść wojsk moskiewskich. Nie wiadomo jednak ilu tak naprawdę pod Newlem było i bojowych chołopów, i czeladników pocztowych, więc żadnych konkretnych obliczeń nie można przeprowadzić. Musimy pozostać przy stwierdzeniu, iż w bitwie pod Newlem walczyły armie, które według własnych szacunków liczyły sobie 1500 i 15 000.

Dr Radosław Sikora

Przypisy:


[1] O wojskach Wielkiego Księstwa Moskiewskiego: Radosław Sikora, Armia rosyjska w bitwie pod Newlem 1562 roku. Artykuł dostępny pod linkiem: http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/armia-rosyjska-w-bitwie-pod-newlem-1562-roku

[2] Kopijników od husarzy różniło przede wszystkim lepsze / pełniejsze uzbrojenie ochronne, choć właśnie w trakcie tej wojny różnice między obu rodzajami kawalerii zaczęły się zacierać. W każdym razie „udział jeźdźców w zbrojach kopijniczych [zaciągających się na wojnę z Moskwą] sięgał w 1561 r. 31%” (Marek Plewczyński, Wojny i wojskowość polska w XVI wieku. Tom II. Lata 1548 – 1575. Zabrze – Tarnowskie Góry 2012. s. 39).

[3] Tamże, s. 40.

[4] Spis rot biorących udział w bitwie podaję za: Materiały do działalności wojskowej Floriana Zebrzydowskiego, opracował Józef Jasnowski („Przegląd Historyczno – Wojskowy” t. IX, z. 2. Warszawa 1937, s. 269). Liczebność poszczególnych rot: Tamże, s. 297.

[5] Kronika Polska Marcina Bielskiego. Nowo Przez Ioach. Bielskiego syna iego wydana. Kraków 1597. s. 616.

[6] Na przykład te same nazwiska za Bielskim podaje Łukasz Górnicki w spisanych na przełomie XVI i XVII wieku „Dziejach w Koronie Polskiej” (Łukasz Górnicki, Dzieje w Koronie Polskiej. Opr. Henryk Barycz. Wrocław 2003. s. 158. O inspiracji kroniką Bielskiego – tamże, s. XLIV). Liczni historycy również opierali się na Bielskim, nie konfrontując jego danych z materiałami opublikowanymi przez Józefa Jasnowskiego.

[7] Materiały do działalności, s. 282.

[8] Tamże, s. 283, 284.

[9] Tamże, s. 290.

[10] Tamże, s. 291.

[11] Tamże, s. 292.

[12] Tamże, s. 293.

[13] Artykuły, które mają być opowiadane przy rozdawaniu pieniędzy rotmistrzom jezdnym i dawane na cedułach. W: Materiały do działalności, s. 272.

[14] Tamże.

[15] Radosław Sikora, Zapomniana armia. Artykuł dostępny na stronie: http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/zapomniana-armia

[16] Andrzej Maksymilian Fredro, Dzieje narodu polskiego pod Henrykiem Walezyuszem królem polskim a potem francuskim (Gestorum populi Poloni sub Henrico Valesio).Z łaciny tłumaczył Władysław Syrokomla. Petersburg – Mohylew 1855. s. 67.

[17] Henryk Kotarski, Wojsko polsko-litewskie podczas wojny inflanckiej 1576 – 1582. Sprawy organizacyjne. Część III. „Studia i Materiał do Historii Wojskowości” tom 17, cz. 2. Warszawa 1971. s. 110.

[18] Henryk Kotarski, Wojsko polsko-litewskie podczas wojny inflanckiej 1576 – 1582. Sprawy organizacyjne. Część IV. „Studia i Materiał do Historii Wojskowości” tom 18, cz. 1. Warszawa 1972. s. 40.

[19] Kronika Polska, s. 616.

[20] Bartosz Paprocki, Herby rycerstwa polskiego. Kraków 1584. s. 95.

[21] Materiały do działalności, s. 298.

[22] Maciej Stryjkowski, Ktora przedtym nigdy światła nie widziała. Kronika Polska Litewska, Żmodzka, y wszystkiey Rusi Kijowskiey, Moskiewskiey, Siwierskiey, Wołyńskiey, Podolskiey, Podgorskiey, Podlaskiey, etc. Y rozmaite przypadki woienne y domowe, Pruskich, Mazowieckich, Pomorskich y innych Królestwu Polskiemu y Wielkiemu Księstwu Litewskiemu przyległych, Według istotnego y gruntownego zniesienia pewnych dowodow z rozmaitych historykow y Autorow postronnych , y domowych, y Kijowskich, Moskiewskich, Sławańskich, Liflantskich, Pruskich starych, Dotęd ciemnochmurną nocą zakrytych Kronik, y Latopisczow Ruskich, Litewskich, y Dlugosza Oyca dzieiow Polskich z inszymi, z wielką pilnoscią y węzłowatą pracą (Osobliwie około Dzieiow Litewskich y Ruskich od żadnego przedtym niekuszonych) przez Macieia Osostewiciusa Striykowskiego dostatecznie napisana, złożona, y na pierwsze swiatło…Królewiec 1582. s. 770.

[23] Tamże.

[24] Materiały do działalności, s. 290.

[25] Jedną z ich akcji, wymierzonych w mieszczan newelskich, opisał Zebrzydowski w liście z 23 lipca (Tamże, s. 285).

[26] Tamże, s. 290.

[27] Tamże, s. 281.

[28] Tamże, s. 289.

[29] Tamże, s. 282.

[30] Tamże, s. 297 – 298.

[31] Tamże, s. 291.

[32] Bielski, Kronika, s. 615; Stryjkowski, Ktora, s. 770.

[33] Sikora, Armia rosyjska.

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz