Lider SLD i były premier Leszek Miller uważa, że ze strony prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki “zarówno Bronisława Komorowskiego jak i Andrzeja Dudę spotkał afront”. Z kolei za nieobecność Polski w miejscach podejmowania istotnych decyzji obwinia Komorowskiego i Tuska.
Zdaniem Leszka Millera, pierwszym „afrontem” ze strony Ukrainy była postawa względem byłego prezydenta, Bronisława Komorowskiego, „kiedy prezydent Komorowski wygłosił przemówienie w parlamencie ukraińskim. Zaraz potem ten parlament przyjął pakiet ustaw gloryfikujących Ukraińską Powstańczą Armię (…) odpowiedzialną za przerażającą rzeź Polaków na Wołyniu. To był policzek dla prezydenta Komorowskiego”– ocenił szef SLD.
Miller uważa również, że kolejnym „afrontem” względem prezydenta Polski było odrzucenie jego pomysłu zmiany formatu rozmów dotyczących Donbasu.
Szef SLD uważa, że Warszawa powinna koniecznie zweryfikować swoje stanowisko względem Kijowa. „Polska nie powinna być heroldem władz ukraińskich za wszelką cenę. Co najmniej powinno się zażądać od władz ukraińskich jasnego stanowiska. Czy oni popierają mit założycielski oparty na zbrodniach UPA i działalności antypolskiej, czy nie”– powiedział Miller.
Miller docenił to, że prezydent Duda chcem by Polska była reprezentowana w tych miejscach, gdzie podejmowane są kluczowe decyzje. Jednak za to, że Polski tam nie ma, obwinia Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska. „To się stało za czasów prezydentury Komorowskiego i premierostwa pana Donalda Tuska. To wtedy Polska została wyproszona z miejsc, w których się podejmuje decyzje”– tłumaczył szef SLD.
Tvn24.pl / Kresy.pl





























