Departament Obrony USA planuje wysłać na Ukrainę nowoczesne przeciw-artyleryjskie systemy radarowe dalekiego zasięgu, a także objąć szkoleniami regularnych żołnierzy ukraińskich. Niewykluczone też, że w najbliższym czasie sytuacja w Donbasie może się zmienić, a wówczas potrzebny będzie inny sprzęt.
Według „Wall Street Journal”, Pentagon planuje wysłać Ukrainie. Systemy radarowe AN/TPQ-37 oraz 36 Firefinder. Ich zasięg wynosi od 15 do 31 mil. Jak na razie Biały Dom nie zaakceptował tej decyzji. Wspomniane radary zapewne trafią na Ukrainę dopiero w przyszłym roku. Systemy te z pewnością wzmocnią jednak zdolności obronne Ukraińców.
Ukraina otrzymała wcześniej 20 taktycznych radarów przeciw-artyleryjskich, przeznaczonych głównie do lokalizowania ostrzału z moździerzy w promieniu około 6 mil. Dziesięć kolejnych radarów ma dotrzeć na Ukrainę jeszcze w tym roku. Zwracano jednak uwagę, że systemy te są nieodpowiednie do warunków, w jakich toczą się walki w Donbasie. Nie są w stanie pokryć całej linii frontu, a ich krótki zasięg uniemożliw wykrycie ostrzału z większego dystansu. Co więcej, cześć radarów została zniszczona bądź utracona w trakcie walk.
Departament Stanu USA ogłosił jednak, że jeszcze w tym roku rozpoczną się szkolenia żołnierzy regularnej armii ukraińskiej. Do tej pory ćwiczenia odbywały się tylko z udziałem żołnierzy Gwardii Narodowej. Przedstawiciele USA podkreślają, że jest to wkład w długoterminową reformę i profesjonalizację ukraińskiej armii. Działania te są źle odbierane przez Rosję, która określa je jako prowokacyjne.
Jak czytamy w Newsweeku, obecne walki na wschodzie Ukrainy to głównie starcia artyleryjsko-snajperskie, wykorzystywanie systemów okopów i umocnień i wymiany ognia przez „ziemię niczyją”. Linie obu stron zwykle znajdują się w odległości kilku kilometrów od siebie i obecnie rzadko są przedmiotem ostrzału z większych dystansów, na których przydatne okazałyby się nowe radary. Systemy takie jak Grad, Smiercz czy Uragan są obecnie znacznie rzadziej używane. Ponadto, Ukraińcy lokalizując stanowiska wroga i koordynując ogień opierają się głównie na dronach obserwacyjnych oraz zwiadowcach.
W artykule zwrócono jednak uwagę, że sytuacja może ulec zmianie, jeśli warunki porozumień mińskich zostaną wdrożone. Dotyczy to przede wszystkim stworzenia 30-kilometrowej strefy buforowej, przez co systemy radarowe AN/TPQ-37 i 36 staną się bardzo przydatne.
W ubiegłym tygodniu kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Francois Hollande wezwali Ukrainę, by nadała terytoriom opanowanym przez separatystów większą autonomię. Była to kluczowa kwestia forsowana przez Rosję i samych separatystów podczas ostatnich negocjacji. Przeciwnicy utworzenia strefy buforowej uważają to za oznakę słabości i kapitulację. Zwolennicy argumentują, że obecna sytuacja wojskowa w Donbasie jest nie do utrzymania, a tylko uzgodnienia dyplomatyczne mogą zapobiec dalszej eskalacji konfliktu.
Biały Dom jak dotąd nie zatwierdził wysyłania broni na Ukrainę, obawiając się eskalacji konfliktu. Z kolei żołnierze ukraińscy i władze w Kijowie twierdzą, że broń jest im potrzebna. Zwracają jednak uwagę na duże znaczenie takich elementów jak: szkolenie, radary przeciw-artyleryjskie, systemy nawigacyjne GPS (wiele oddziałów nadal stosuje mapy papierowe), drony czy noktowizory. Ukraińscy żołnierze wskazują również na konieczność posiadania szyfrowanych systemów komunikacyjnych. Obecnie stosowane są łatwo podsłuchiwane przez separatystów, jak również wspierających ich Rosjan.
Newsweek.com/ Kresy.pl





























