Szanowni a zacni demaskatorzy „agentury ruskiej”, zdajcie sobie proszę sprawę z faktu, iż określenie „ruski” odnosi się do Rusi, a nie do Rosji.

Ostatnimi czasy oskarżenia o ruską agenturę są nadzwyczaj częste w przestrzeni publicznej: mediach, portalach społecznościowych, forach dyskusyjnych portali internetowych… Pomijając już fakt, że w atmosferze szpiegomanii najlepiej czują się sami szpiedzy, a ci którzy najgłośniej krzyczą „łapać złodzieja!”, niejednokrotnie sami się nimi okazują, przejdę do rzeczy, którą mnie, jako historyka szczególnie razi. A jest to rzecz tylko z pozoru błaha.

Szanowni a zacni demaskatorzy „agentury ruskiej”, zdajcie sobie proszę sprawę z faktu, iż określenie „ruski” odnosi się do Rusi, a nie do Rosji. Ruś zaś przez setki lat była częścią Królestwa Polskiego. Stolicą Rusi, czy powstałego na jej terenach województwa ruskiego, był Lwów. Ten Lwów, który dziś należy do Ukrainy. Co z tego wynika? Ano to, że nazywając kogoś „ruskim agentem” posądzacie go Państwo o agenturalne działanie na rzecz Ukrainy. Czy o to Wam właśnie chodzi? Chyba nie…

Co więcej, mało kto jest świadomy faktu, że i nasza dzisiejsza Rzeczpospolita Polska obejmuje część terenów dawnej Rusi / województwa ruskiego. Widać to na załączonej mapie. Zaskoczeni?

Na mapie oznaczono granice: Rzeczypospolitej Polskiej w roku 2014 (czarna linia), Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego wraz lennami w roku 1620 (niebieska linia). Pokazano również terytorium Ukrainy w roku 1620 (żółty kolor) oraz województwa ruskiego w tym samym, 1620 roku (kolor czerwony). Rys. Radosław Sikora.

W skład województwa ruskiego wchodziły ziemie: halicka, lwowska, przemyska, sanocka i chełmska. O ile Lwów i Halicz należą dziś do Ukrainy, o tyle Przemyśl, Sanok i Chełm są wciąż częścią Polski (co nota bene nie podoba się ukraińskim szowinistom, którzy nawet dziś, w sytuacji gdy Ukraina toczy wojnę na wschodzie, próbują infiltrować przygraniczne polskie tereny[1]). Więc dla kogo tak naprawdę działają „ruscy agenci”? Ukrainy, czy może jednak Polski? No bo na pewno nie dla Rosji. Dla niej mogą działać „agenci rosyjscy”, ewentualnie „moskiewscy”.

Bodaj czy nie najsławniejszy wojewoda RUSKI (był nim w okresie od 3 marca 1657 roku, do 22 lipca 1664 roku), uwieczniony w polskim hymnie, Stefan Czarniecki. Fragment portretu namalowanego przez Brodero Matthisena w 1659 roku (źródło zdjęcia: wikipedia).

Jeśli myśląc o agentach moskiewskich wciąż nazywać ich będziecie „ruskimi”, to stajecie się tym, co Lenin nazywał „pożytecznymi idiotami”. Dlaczego? Otóż oficjalna narracja imperializmu rosyjskiego od setek już lat stara się przekonać wszystkich wokół, że Rosja ma prawo do Rusi, że między tymi terminami nie ma różnicy, że „zbieranie ziem ruskich” było niczym innym, jak naturalnym prawem, a nawet świętym obowiązkiem Moskwy. Stawiając znak równości między Rusią a Rosją stajecie więc nie po stronie Polski, a Rosji właśnie. Dajecie Moskwie argument do odzyskania należących dziś do Polski ziem ruskich. Czy o to Wam właśnie chodzi?

Dr Radosław Sikora

Czytaj również:

Ukraińska okupacja Krymu? Polska okupacja Ukrainy?

Nie dajmy się propagandzie!

____________________________________________

Przypisy:

1Ta sensacyjna informacja obiegła kilka dni temu Polskę. Podała ją „Rzeczpospolita” (http://www.rp.pl/artykul/1151640.html), a za nią inne media. Na przykład jeszcze nie posądzana o „ruską agenturę” Wirtualna Polska ( http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Ukrainscy-nacjonalisci-coraz-czesciej-w-Polsce,wid,16982034,wiadomosc.html).

forma płatności