W Rosji każdy normalny człowiek wierzy w wojnę. Co więcej, każdy normalny człowiek nie może sobie zdać sprawy, dlaczego my czy Europa, czy ktokolwiek dotychczas na Rosję nie napadł. Ta kwestia wydaje się im tak dziwna, że tłumaczą to sobie tylko jakąś perwersyjną chytrością z naszej strony.
Przede wszystkim: u nas człowiek normalny nie wierzy w wojnę Polski z Rosją. Nie dlatego, że jest pacyfistą, tylko dlatego, że nie wierzy. Początkowo starałem się Rosjanom, z którymi rozmawiałem, wytłumaczyć i przedstawić, jak myśl o agresji stoi naprawdę od nas daleko. Powoływałem się między innymi na tak kapitalny i logiczny argument, że już sam charakter naszej polityki wobec Niemiec wyklucza jakąkolwiek możliwość przygotowywania przez nas wojny przeciw Rosji. Potem machnąłem na to ręką.
W Rosji każdy normalny człowiek wierzy w wojnę. Co więcej, każdy normalny człowiek nie może sobie zdać sprawy, dlaczego my czy Europa, czy ktokolwiek dotychczas na Rosję nie napadł. Ta kwestia wydaje się im tak dziwna, że tłumaczą to sobie tylko jakąś perwersyjną chytrością z naszej strony.
Bolszewik rozumuje w ten sposób: z roku na rok jesteśmy niebezpieczniejszym nieprzyjacielem. Kilka lat temu można było nas wziąć właściwie gołymi rękami. Czemu więc na nas nie napadają, kiedy czas tak wybitnie pracuje na nas?
Rzecz inna, że „niebezpieczeństwo agresji mocarstw kapitalistycznych” jest bolszewikom potrzebne, stanowi ono ogniwo w łańcuchu takich rzeczy, jak „wrieditielstwo”, „piatiletka”, „kołchoz”[1]. Wszystko to są podobne objawy, dążące do tego, aby tłum rosyjski trzymać stale w stanie nerwowo-rewolucyjnego napięcia i aby zmieniać nową Rosję w ten sposób, aby jej „rodzona matka nie poznała”, aby jej powrót do dawnego porządku stał się wprost technicznie niemożliwy. Jeżeli jednak można mówić o przesadzie w tłumaczeniu i propagowaniu niebezpieczeństwa wojny, to jednocześnie istnieje rzeczywista, a nie udana obawa przed wojną, coś w rodzaju uczucia przedsiębiorczego człowieka, który kończąc wyciąganie pieniędzy z ogniotrwałej kasy, boi się, że go przed czasem nadybie policja.
Muszę tu powiedzieć, że zupełnie się zgadzam, iż Rosja z każdym rokiem staje się groźniejszym nieprzyjacielem. Nie dlatego, że armia rosyjska robi ogromne postępy, głównie w technicznym przygotowaniu. Nie dlatego, że weszliśmy w „trzeci decydujący rok piatiletki”, co do której wyrobiłem sobie bardzo sceptyczne pojęcie.
Natomiast jeśli mówiłem, że istotną i główną cechą dzisiejszej Rosji jest stan rewolucyjnego naprężenia, w którym stale jest utrzymywana, to należy dodać, że drugim takim istotnym czynnikiem, kształtującym stosunki w Bolszewii, jest różnica wieku. Po prostu różnica wieku fizycznego. Niesłychana różnica pomiędzy tymi, co znali „stare życie”, a tymi, których dzieciństwo wypadło w okresie wojny, pierwsze lata młodości w latach walenia caratu na ziemię, młodość dalsza w wirach i odmętach „łozungów”, w chaosie rewolucyjnych podniet.
Ci pierwsi z reguły nienawidzą Sowietów, czekają wybawienia od kogokolwiek bądź, sami niezdolni do żadnej akcji, głucho warczą i złość bezsilną wylewają w tysiącach obelg, rzucanych na ustrój panujący.
Ci drudzy, młodzi, kochają namiętnie władzę sowiecką. Jest to dla nas niepojęte.
Rosja, wielka, żyzna, urodzajna Rosja głoduje, jak ostatni pies. Na ulicy Moskwy stoi człowiek i sprzedaje kromkę (nie bochenek, lecz kromkę) chleba, sprzedaje pół kury, sprzedaje odrobinę wędliny. W Niżnim Nowogrodzie, mieście patrzącym na wspaniale urodzajne niziny nadwołżańskie, kupiłem funt czarnego chleba za trzy ruble (około 1,5 dolara według oficjalnego kursu). Trzeba pamiętać, że nauczycielka w szkole I stopnia zarabia 80 rb. miesięcznie! Nic nie jest w stanie opisać nędzy ubraniowej w Rosji, tych kobiet chodzących po Moskwie, Petersburgu, Kijowie w nieprawdopodobnie kosmatych pończoszyskach lub w męskich skarpetkach, z gołymi łydkami. A to życie w ciągłych, czasami do kilometra dochodzących „oczerediach” (ogonkach) literalnie po wszystko! W Petersburgu widziałem nawet „oczeredi” do gazet. A miłe stosunki mieszkaniowe, w których każdy ma prawo do 6 metrów kwadratowych „żiłpłoszczadi”[2], a jak małżeństwa się rozwodzą, to często zostają w tym samym pokoju, gdyż nie ma innego sposobu. Nie mówi się tam zresztą „w naszym mieszkaniu”, tylko „w naszym pokoju”. Brak absolutnie wszystkiego, zaczynając od pieluszek dla dzieci, poprzez mleko i chleb, książki i medykamenty, aż do trumny. Magazyny komunalne w Moskwie wydają trumny tylko „na prokat” (na przejażdżkę) – nieboszczyka wiezie się na cmentarz (oczywiście bez popa, bo to jest wzbronione), wyładowuje się do grobu, trumnę odwozi się z powrotem.
I proszę mi wierzyć, że na tle całego tego koszmaru życia codziennego żyje ta młodzież entuzjastycznie przywiązana do ustroju sowieckiego, z dnia na dzień oczekująca cudów od piatiletki. Każda wojna, każdy ruch kontrrewolucyjny wewnątrz Rosji (w który na razie nie wierzę) spotka w tej młodzieży wroga zajadłego, który Sowietów bronić będzie pazurami i zębami.
Bolszewicy zdają sobie sprawę z tej solidarności, która zachodzi pomiędzy ich ustrojem a młodzieżą. W Moskwie widzi się tylko młodzież, młodzież, młodzież. W teatrze widzi się tylko młode twarze. Na czele największych przedsiębiorstw, na najodpowiedzialniejszych stanowiskach spotykamy młodzieńców lub młode dziewczęta. Można spotkać wojskowego o randze odpowiadającej naszemu generałowi broni, który nie wygląda na więcej niż na lat 25.
Oczywiście, każdy inteligentny czytelnik zrozumie, że jeśli mówię o różnicy wieku, jako o rysie istotnym i decydującym, to nie znaczy jeszcze, abym nie widział dzieci w cerkwiach (za co zresztą wydala się ze szkoły) albo nie spotykał starców będących entuzjastami nowego ustroju. Są to jednak po obu stronach wyjątki, nie osłabiające reguły, że młodzi są za Sowietami, starsi przeciw i że czas przenoszący siłę liczby z obozu starszych do obozu młodszych jest największym sojusznikiem wojennego potencjału Sowietów.
Natomiast człowiek starszy (od lat trzydziestu począwszy), chłop, „sowieckij służaszczyj”[3], nawet robotnik z reguły klną Sowiety, życzą im jak najprędszego zgonu. To, co się powinno nazywać zdradą stanu, spotyka się w Bolszewii na każdym kroku. Każdy dorożkarz, gdy się dowie, że jesteś Polakiem, z reguły pyta się:
– Kiedyż przyjdziecie nas wybawić?
Normalnie tak samo odzywa się chłop, którego się poczęstuje papierosem. Cały terror bolszewicki, świetnie działające GPU[4]nie potrafią ustroju sowieckiego obronić od tego, że się tego rodzaju pytania słyszy ciągle. Wszedłem do jednej cerkiewki, przerobionej na stołówkę. Było to na wsi. Cudzoziemca w Rosji poznaje się łatwo, bo tylko cudzoziemcy noszą kapelusze i krochmalone kołnierzyki. Siedziało tam przynajmniej 50 chłopów i niewiast. Jeden natomiast wygłosił do mnie mówkę, przedkładając, abym namówił „swoich”, aby przyszli z wojskiem i dali im nareszcie żyć po ludzku.
Należy więc przypuszczać, że po pierwszych klęskach wojennych rząd sowiecki sam się wewnętrznie załamie, nie będzie miał odwagi panować nad społeczeństwem, które tak go nienawidzi. Natomiast po pierwszych zwycięstwach, nie wiem, do czego może być zdolny rozszalały entuzjazm bolszewickiej młodzieży. Powtarzam: co do widoków wojennych czas jest największym sprzymierzeńcem Sowietów.
Stanisław Cat-Mackiewicz
Fragment pochodzi z książki Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów, Universitas, Kraków 2012.
[1]„Wrieditielstwo” – szkodnictwo. Kołchoz (ros. kollektiwnoje choziajstwo) – rolnicza spółdzielnia produkcyjna w ZSRR, masowemu ich zakładaniu w l. 1929–33 towarzyszyła przemoc i represje wobec chłopów.
[2]„Żiłpłoszczad” – przestrzeń mieszkaniowa.
[3]„Sowieckij służaszczyj” – urzędnik sowiecki.
[4]Właśc. OGPU (Objediniennoje Gosudarstwiennoje Politiczeskoje Uprawlenie) – Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny – sowiecka tajna policja polityczna, powstała w 1922 (do 1923 jako GPU) z przekształcenia WCzeKa (Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem). OGPU koncentrowało się na wywiadzie zagranicznym i zwalczaniu podziemia gospodarczego. W 1934 zostało włączone, jako Główny Zarząd Bezpieczeństwa Państwowego, w skład Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych (NKWD).








