Władze Ukrainy chcą zaangażować do uregulowania kryzysu w państwie przebywającą w więzieniu Julię Tymoszenko.
Tak wynika z informacji dziennika „Kommiersant Ukraina”. Gazeta pisze, że szef administracji prezydenckiej Andrij Klujew rozmawiał z Tymoszenko na ten temat w ubiegłym tygodniu. Strona prezydencka zaproponowała szefowej Batkiwszczyny „połączenie wysiłków” z rządzącą Partią Regionów, aby wspólnie wyprowadzić kraj z zakrętu, na jakim się obecnie znalazł. „Kommiersant” przypomina, że Partia Regionów i Batkiwszczyna prowadziły już rozmowy o powołaniu szerokiej koalicji w 2009 r., jednak zakończyły się one fiaskiem. Dwa lata później Tymoszenko została aresztowana, a następnie skazana na siedem lat więzienia za nadużycia przy podpisywaniu umów gazowych z Rosją.
Zdaniem komentatorów gazety, powołanie tak szerokiej koalicji mogłoby pomóc w wyjściu z kryzysu, jednak istnieje wiele czynników, które to hamują. Przede wszystkim nie wiadomo, jak zareagowała na taką propozycję sama Tymoszenko, oraz jaka będzie postawa innych ważnych liderów Majdanu, np. Witalija Kliczki czy Jurija Łucenki. To właśnie ten ostatni mówił o możliwej roli Tymoszenko w rozwiązaniu kryzysu na Ukrainie. Były szef MSZ uważa, że „Żelazna Julia” jest obecnie jedyną osobą, która może udzielić Janukowyczowi gwarancji bezpieczeństwa po upływie jego kadencji. – Kiedy prezydentowi pozostanie kilka dni urzędowania (na stanowisku prezydenta) i będzie myślał o jakichś legalnych bądź nielegalnych ustaleniach (dotyczących jego bezpieczeństwa), to jedynym człowiekiem, z którym będzie mógł to omawiać, będzie właśnie ona – oświadczył Łucenko. – Jestem przekonany, że Tymoszenko mu takich gwarancji udzieli – podkreślił opozycyjny polityk.
UE uchyla drzwi
Umowa stowarzyszeniowa nie jest ostatecznym celem relacji pomiędzy UE a Ukrainą – uznali ministrowie spraw zagranicznych państw unijnych podczas poniedziałkowego spotkania w Brukseli. Według szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego, takie sformułowanie to otwarcie furtki i danie narodowi ukraińskiemu nadziei, że jeśli wstąpi na ścieżkę reform, to ma szansę skorzystać z dobrodziejstw integracji europejskiej.
Także zdaniem litewskiego szefa dyplomacji Linasa Linkevicziusa, sformułowanie, które znalazło się we wnioskach ze spotkania ministrów, można zinterpretować jako szersze uchylenie drzwi UE dla Ukrainy. – Każdy może interpretować ten zapis, jak chce, ale dla mnie jest on jasny i oznacza europejską drogę dla Ukrainy – powiedział Linkeviczius. Ocenił, że jest to postęp w stanowisku UE, choć sam życzyłby sobie jaśniejszego zapisu o tzw. europejskiej perspektywie dla Ukrainy; europejska perspektywa zazwyczaj rozumiana jest jako obietnica członkostwa w Unii. Wiele krajów UE nie zgadza się na to, aby taką obietnicę dać Ukrainie i pozostałym krajom Partnerstwa Wschodniego. Dlatego losy zapisu o ostatecznym celu relacji UE – Ukraina ważyły się do ostatniej chwili, bo niektórzy obawiali się otwarcia pola do zbyt dalekich interpretacji takiej deklaracji UE.
Jednocześnie w przyjętym dokumencie UE wyraziła głębokie zaniepokojenie przeciągającym się kryzysem politycznym w tym kraju i w zawoalowany sposób zagroziła sankcjami w przypadku eskalacji przemocy. Ministrowie zaapelowali też do stron konfliktu o pokojowe działania oraz wezwali władze do przeprowadzenia uczciwego śledztwa w sprawie dotychczasowych aktów przemocy przeciwko organizatorom protestów i dziennikarzom.
Łukasz Sianożęcki || Nasz Dziennik





























