Białoruski ekspert Denis Mieljancou uważa, że wprowadzenie przez Unię Europejską sankcji wizowych wobec kolejnych białoruskich urzędników oznacza, iż Bruksela ma “mniej więcej zrozumiałą strategię” wobec oficjalnego Mińska. Unijni ministrowie spraw zagranicznych na dzisiejszym posiedzeniu w Brukseli uzgodnili dodanie nazwisk 21 osób ze struktur sądowniczych i milicyjnych do listy ponad 200 białoruskich urzędników, wcześniej objętych zakazem wjazdu do Wspólnoty.

Politolog Mieljancou uważa, że Unia Europejska zdecydowała się na wprowadzenie stopniowych sankcji wizowych. Jego zdaniem, jeśli sytuacja na Białoruśi nie polepszy się, wtedy do listy zakazującej wjazdu do Wspólnoty zostanie dodanych kolejnych 20 osób, potem następnych 20 i tak dalej. Jednak część białoruskich ekspertów uważa, że sankcje wizowe nie są dostateczne do wywarcia nacisku na oficjalny Mińsk w celu poprawy sytuacji z przestrzeganiem praw człowieka. W tym kontekście Leszek Szerepka – ambasador Polski na Białorusi zauważa, że sankcje wizowe mają raczej symboliczny charakter. “To jest kwestia symbolicznej manifestacji stosunku do sytuacji na Białorusi” – mówi dyplomata.
Tymczasem media zwracają uwagę, że w marcu ma być omówiona tak zwana szeroka list białoruskich biznesmenów, których mogą dotknąć unijne sankcje. Na dzisiejszym posiedzeniu z powodu sprzeciwu Słowenii nie udało się objąć sankcjami Jurija Czyża, uchodzącego za miejscowego oligarchę z otoczenia prezydenta Białorusi.

IAR/KRESY.PL
forma płatności