Na Białorusi rozpoczęło się we wtorek przedterminowe głosowanie w wyborach lokalnych zaplanowanych na niedzielę. Niezależni obserwatorzy zwracają uwagę, że sytuacja w której głosujący może zagłosować nawet 6 dni przed datą wyborów, znacznie ułatwia potencjalne falsyfikacje wyników.
Władze Białorusi tradycyjnie tłumaczą przedterminowe głosowanie troską o ludzi – tak by wszyscy mogli oddać głos, niezależnie od tego jak są zajęci pracą
W ciągu pięciu dni przedterminowego głosowania można oddawać głosy codziennie w godzinach od dziesiątej do czternastej, a następnie – od szesnastej do dziewiętnastej. Po godzinie dziewiętnastej urny są plombowane, natomiast w przerwach obiadowych – nie. Zdaniem białoruskich niezależnych analityków właśnie wtedy, od czternastej do szesnastej – gdy przy urnach nie ma wyborców, a jedynie członkowie posłusznych wobec władz komisji wyborczych – może zostać wykorzystany do masowego dorzucania kart.
Mimo rejestracji sporej liczby opozycyjnych kandydatów, władze dopuściły do komisji wyborczych wszystkich szczebli jedynie ułamek procenta przedstawicieli organizacji i ruchów nie kojarzonych z reżimem Alaksandra Łukaszenki. Dlatego w przytłaczającej większości okręgów kontrola społeczna nad procesem liczenia głosów de facto nie istnieje. Dodatkowo przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Białorusi Lidia Jermoszyna postanowiła nie zapraszać na te wybory obserwatorów międzynarodowych.
W myśl ustawodawstwa białoruskiego, przewodniczący komisji lokalnej ma prawo dowolności w dopuszczaniu obserwatorów do procesu liczenia głosów. Od jego osobistej decyzji zależy, czy obserwatorzy będą mogli śledzić prawidłowość liczenia z bliska czy raczej z drugiego końca sali.
Białoruskie media odnotowują nadzwyczaj niską temperaturę kampanii wyborczej, wynikającą – zdaniem komentatorów – ze znikomego wpływu organów białoruskiego samorządu lokalnego na rzeczywistość w kraju . Średnia liczba kandydatów na radnych w tych wyborach na Białorusi to zaledwie 1,2 kandydata w okręgu. Oznacza to, że w zdecydowanej większości okręgów wybory będą bezalternatywne, a pewnym wygranym najczęściej jest przedstawiciel lokalnych organów władzy państwowej.
Na mocy wprowadzonych w tym roku zmian do kodeksu wyborczego, zniesiono pięćdziesiecioprocentowy próg frekwencji w okręgu konieczny, by uznać wybory za ważne. Obecnie wystarczy dowolna liczba oddanych głosów, nawet jeden. W wyborach lokalnych 2007 roku przed terminem – według statystyki oficjalnej – oddało głos średnio 25 procent wyborców.
Zdaniem eksperta do spraw ustawodawstwa wyborczego Siarhieja Alfiera, liczba ta mogła być mocno zawyżona po to by ukryć fałszerstwa wyborcze. W wywiadzie dla radia Swaboda prognozuje on, że w tych wyborach władza wykaże nie więcej niż 7-8 procent głosów oddanych przed terminem, ponieważ pięćdziesięcioprocentowy próg wyborczy został zniesiony i nie ma już potrzeby podwyższania wyniku frekwencji w poszczególnych okręgach.
W krajach europejskich tak masowe wcześniejsze głosowania poza Białorusią wprowadzono dotychczas jedynie w Rosji. Dotyczyło tam jednak jedynie trudnodostępnych rejonów kraju, w których warunki klimatyczne i infrastrukturalne uniemożliwiały normalny przebieg procesu wyborczego – w 32 z 83 podmiotów federacji. W dniu 7 kwietnia br. izba niższa rosyjskiego parlamentu na wniosek prezydenta Miedwiediewa uchwaliła ustawę o zniesieniu przedterminowego głosowania na terytorium Federacji Rosyjskiej.
W kilku krajach europejskich – miedzy innymi w Niemczech, Kanadzie, Irlandii, Norwegii i Portugalii stosuje się głosowanie korespondencyjne. List z wypełnionym biuletynem można wysłać nawet na miesiąc przed terminem wyborów. Są to jednak państwa o uznanej tradycji wolnych wyborów, gdzie każde nadużycie wyborcze stałoby się natychmiast tematem głośnego medialnego skandalu – inaczej niż na Białorusi, w której niemal cała prasa jest zmonopolizowana przez autorytarne państwo.
Szefowa dyplomacji Unii Europejskiej Catherine Ashton oświadczyła 30 marca br., że na Białorusi systematycznie ogranicza się wolność zgromadzeń oraz wypowiedzi. W specjalnym komunikacie poświęconym białoruskim wyborom lokalnym napisała, że Unia Europejska jest głęboko zaniepokojona prześladowaniem przedstawicieli niezależnych środków masowego przekazu oraz społeczności demokratycznej.
Odnotowała także, że organizacje pozarządowe oraz partie polityczne na Białorusi ciągle napotykają trudności przy rejestracji. “Tendencje te wywołują szczególne zaniepokojenie w przededniu wyborów lokalnych” – podsumowała Ashton.
Michał Janczuk/Biełsat




























