Pierwszy program białoruskiej telewizji zarzucił kierownikowi wydziału konsularnego Rzeczpospolitej w Mińsku mieszanie się w sprawy białoruskiej organizacji społecznej. Chodziło o wczorajszą obecność konsula Marka Martinka w Iwieńcu w czasie, gdy milicja siłą przejmowała Dom Polski.

Z zarzutami wobec polskiego dyplomaty nie zgodził się pierwszy sekretarz polskiej ambasady w Mińsku Paweł Marczuk. Według Marczuka, polski konsul wypełniał swoje obowiązki wobec mniejszości narodowej, do czego zobowiązują go konwencje międzynarodowe i umowy dwustronne.

Wczoraj funkcjonariusze milicji siłą usunęli z Domu Polskiego w Iwieńcu członków kierowanego przez Andżelikę Borys Związku Polaków na Białorusi, nieuznawanego przez białoruskie władze. Obecny na miejscu konsul Marek Martinek rozmawiał na ten temat z przedstawicielami białoruskiego sądu, którzy oplombowali drzwi Domu Polskiego. Polskiemu dyplomacie udało się dowiedzieć, że wniosek o zajęcie budynku zgłosił reżimowy Związek Polaków, który uzurpuje sobie prawo do dysponowania polonijnym majątkiem. Spór rozstrzygnie 15 lutego białoruski sąd.

IAR/Kresy.pl

Zobacz też: Polacy protestują w Iwieńcu

forma płatności