Kilka tysięcy zwolenników białoruskiej opozycji demonstrowało w centrum Mińska. Demonstranci domagali się ustąpienia prezydenta Aleksandra Łukaszenki i rozpisania przedterminowych wyborów.

Opozycyjną manifestację obserwowali przedstawiciele ambasad państw Unii Europejskiej i Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
Na plac przed Akademią Nauk, w centrum Mińska przyszło ponad 2 tysiące ludzi.

Liderzy opozycji wzywali obecne władze do ustąpienia i domagali się zaprzestania łamania praw człowieka. Kilkuset demonstrantów próbowało przemaszerować aleja Niepodległości na Plac Październikowy, ale drogę przegrodziły im oddziały milicji. Funkcjonariusze siłą zepchnęli demonstrantów z ulicy. Podczas manifestacji śpiewano patriotyczne pieśni, skandowano hasła „Białoruś żyje” i niszczono portrety Aleksandra Łukaszenki.

Według informacji białoruskiego MSW demonstranci wychodząc na jezdnię i paląc wizerunek głowy państwa złamali prawo. Białoruska prokuratura wciągu najbliższych dni ma przedstawić pełną ocenę wydarzeń do jakich doszło podczas demonstracji. Niezależne, białoruskie media poinformowały, że milicja uniemożliwiła części opozycjonistów dotarcie na demonstrację. Cześć działaczy opozycyjnych młodzieżówek aresztowano, innych wezwano na przesłuchania lub do stawiennictwa przed komisją wojskową.

Szef Białoruskiego Frontu Narodowego Lawon Borszczewski powiedział Polskiemu Radiu, że podstawowym postulatem opozycji jest ustąpienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki i zmiana władzy. Lider Zjednoczonych Sił Demokratycznych Wincuk Wiaczorka twierdzi, że na Białorusi wciąż łamane są praw człowieka i stosowane represje wobec przeciwników politycznych.

Podczas podobnej demonstracji zorganizowanej w ubiegłym roku milicja pobiła kilkadziesiąt osób. Około 100 opozycjonistów zostało aresztowanych.

jz/IAR

forma płatności