Sportowcy odwołują mecze, artyści wychodzą na wiec pod parlament, studenci i pracownicy akademiccy pikietują rząd – wszyscy w proteście przeciwko polityce fiskalnej nowego rządu. Teraz do protestów dołączają związki zawodowe i grożą: „Albo rozmawiamy, albo będzie strajk generalny”…
O strajku związkowcy na razie nie chcą mówić w szczegółach. W poniedziałek przedstawili swój plan działań, który w zależności od stanowiska rządu, może ewentualnie skończyć się strajkiem generalnym.
– Jeszcze w tym tygodniu przedstawimy rządowi nasze postulaty. Jeśli rząd nie pójdzie z nami na rozmowy, to dopiero wtedy będziemy rozważali strajk – powiedział w niedzielę Artūras Černiauskas, przewodniczący Konfederacji Związków Zawodowych.
W rozmowie z „Kurierem” Černiauskas wyjaśnił, że związki zawodowe są oburzone arogancją rządu Andriusa Kubiliusa, który przygotował założenia tzw. planu antykryzysowego bez wcześniejszego przedyskutowania ich z partnerami socjalnymi z Trójstronnej Komisji.
– Oni działają metodą spycharki. Mając większość 83 mandatów z nikim się nie liczą i przyjmują ustawy, które odpowiadają wyłącznie ich interesom – oburzał się przewodniczący KZZ. Černiauskas zaznaczył przy tym, że niektóre z podejmowanych decyzji rzeczywiście w ogóle nie odpowiadają czyimkolwiek interesom.
Taką decyzją, zdaniem związkowców, jest obniżenie stawki podstawowej, od której są naliczane wypłaty dla urzędników. Zgodnie z ostatnią nowelizacją stawkę podstawową obniżono z 490 litów do 475 litów. Rząd zapewnia, że przy obniżeniu również stawki podatkowej z 24 proc. do 21 proc. oraz zwiększeniu minimum nieopodatkowanego osoby zarabiające średnią krajową, albo poniżej, netto otrzymają tyle samo co poprzednio, albo nawet nieznacznie więcej. Zdaniem rządowych ekspertów, zmiany te przede wszystkim odczują ci, którzy zarabiają znacznie ponad średnią krajową.
Związkowcy mówią, że to jest dopiero jedna strona medalu, i to ta jasna. Tymczasem po ciemnej stronie kryją się odliczenia, które dotkną przede wszystkim rzesze nisko uposażonych urzędników.
– Owszem, pracownicy zarabiający około średniej netto otrzymają tyle samo lub nawet nieco więcej. Ale chodzi o to, że termin netto, niestety, nie stosuje się w późniejszych obliczaniach, dotyczących, między innymi, przyszłych emerytur, chorobowych, macierzyńskich oraz innych zapomóg socjalnych lub z tytułu utraty zdrowia. Naliczane są one od wynagrodzenia brutto, które rząd właśnie obniżył, a to oznacza też mniejsze emerytury i inne wypłaty – wyjaśniają związkowcy.
Za ich racją przemawia kolejny argument, który przewodniczący organizacji branżowych przedstawili wczoraj dziennikarzom.
– Rząd mówi, że zmniejszając stawkę mało lub średnio zarabiający nie stracą, zaś pomoże to zaoszczędzić około 15 mln litów. Tymczasem na wcześniej zwiększone gaże poselskie potrzeba około 12 mln litów. Czyli oszczędności są tu minimalne. Toteż, nie o nie chodzi, lecz właśnie o środki, które w perspektywie rząd zaoszczędzi na emeryturach i innych wypłatach socjalnych – wyjaśnił Artūras Černiauskas.
Irena Petraitienė, przewodnicząca Związku Zawodowego Urzędników powiedziała, że pracownicy urzędów nie pogodzą się z decyzją rządu.
– Apelujemy do prezydenta, aby nie podpisywałby krzywdzącej ustawy budżetowej, ponieważ reprezentuje on interesy wszystkich obywateli – powiedziała Irena Petraitienė. Dodała też, że związki mają też plan, co zrobią, jeśli jednak prezydent podpisze budżet.
– Zarzucimy sądy pozwami – powiedziała Petraitienė i przypomniała, że wcześniej urzędnicy skutecznie już skorzystali z tej drogi prawnej w walce o „odmrożenie” podstawowej stawki wynagrodzenia.
Związkowcy przekonują jednak, że nie chcą podejmować radykalnych kroków, gdyż w ramach Komisji Trójstronnej dążą do dialogu.
– Dziś z nami nikt nie rozmawia. Co gorsze, podobnymi decyzjami rządu sugerują się pracodawcy, którzy nawet wbrew umowom zespołowym obniżają stawki albo nawet zwalniają pracowników, żeby na ich miejsce zaraz zatrudnić nowych, ale za mniejsze już wynagrodzenie – powiedział Artūras Černiauskas.
Przewodniczący Konfederacji Pracy, Vidas Puskepalis, zauważył z kolei, że ostatnie decyzje rządu dotyczące zwiększenia podatku VAT, obniżenia podatku od dochodów oraz zmniejszenie stawek w sektorze publicznym mija się z zamierzonym celem rządu. Puskepalis powiedział, że na podstawie obliczeń ustalono, że tzw. koszyczek podstawowych towarów i usług w wyniku działań rządu zdrożeje średnio o 110 litów, co, w przekonaniu związkowca, odczują przede wszystkim osoby mniej zarabiające oraz wspierane socjalnie.
Kurier Wileński/mb





























