W nocy z 14 na 15 lipca 1946 roku UPA zaatakowała Wołkowyję w powiecie leskim, mordując polskich mieszkańców wsi.
Liczba ofiar pozostaje sporna. Baza IPN podaje 36 zamordowanych mieszkańców i dwóch zabitych żołnierzy, natomiast według innych ustaleń zginęło 15 cywilów oraz oficer WOP.
Zbrodnia była kolejnym ogniwem spirali odwetu. W maju żołnierze uczestniczący w akcji wysiedleńczej mieli zabić w Terce trzech Ukraińców; następnie UPA uprowadziła pięciu mieszkańców pod zarzutem współpracy z polskimi władzami i zamordowała czterech z nich. W odpowiedzi 8 lipca żołnierze Wojsk Ochrony Pogranicza dokonali w Terce masakry 31 ukraińskich cywilów. Ofiarami WOP byli mężczyźni, kobiety i dzieci. Część osób zapędzono do domu, ostrzelano, obrzucono granatami, a budynek podpalono.
Akty okrucieństwa miały miejsce po obu stronach. Nie zmienia to jednak zasadniczej asymetrii konfliktu: polskie akcje odwetowe pochłonęły w sumie kilkanaście tysięcy ukraińskich ofiar, ale nie były odpowiednikiem planowej eksterminacji Polaków prowadzonej przez OUN-B i UPA.
10–15 tysięcy Ukraińców – 100 tysięcy Polaków
Terka i Wołkowyja nie mogą być traktowane jako model całego konfliktu polsko-ukraińskiego, ponieważ ten nie był tak proporcjonalny. Najczęściej przywoływany bilans Grzegorza Motyki mówi, że w latach 1943–1947 w wyniku działań polskiego podziemia zginęło 10–15 tys. Ukraińców, natomiast polskie straty z rąk ukraińskich w samym okresie 1943–1945 wyniosły około 100 tys. zamordowanych.
Warto podkreślić, że Motyka odnosi liczbę około 100 tys. ofiar do planowej antypolskiej akcji OUN-B i UPA, prowadzonej od lutego 1943 do maja 1945 roku. Liczba ta nie obejmuje zatem Polaków zabitych przez ukraińskich nacjonalistów przed rozpoczęciem tej operacji oraz po jej zakończeniu. Tymczasem pierwsze większe dywersje i mordy organizowane przez OUN miały miejsce już we wrześniu 1939 roku, a w 1941 roku, po wkroczeniu wojsk niemieckich do Galicji Wschodniej, członkowie OUN zamordowali kilkuset Polaków. Także w latach 1945–1947 oddziały UPA prowadziły regularne działania zbrojne na terenie południowo-wschodniej Polski, szczególnie w Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim. Od wiosny 1945 do końca 1947 roku z rąk ukraińskiego podziemia w Polsce zginęło około 3 tys. osób.
Motyka, autor książki „Od rzezi wołyńskiej do akcji «Wisła»”, podkreśla też, że nie wolno stawiać znaku równości między planową eksterminacją Polaków przez OUN-B i UPA a lokalnymi polskimi akcjami odwetowymi. Po stronie OUN-B i UPA istniał program usunięcia ludności polskiej z ziem uznawanych przez ukraińskich nacjonalistów za ukraińskie.
W sensie historyczno-prawnym zbrodnia wołyńsko-galicyjska spełnia kryteria ludobójstwa. Konwencja ONZ z 1948 roku zdefiniowała ludobójstwo jako działania podjęte z zamiarem zniszczenia w całości lub części grupy narodowej, etnicznej, rasowej albo religijnej. Mordy dokonane przez OUN-B i UPA na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej mieszczą się w tej definicji: ofiary były wybierane ze względu na przynależność narodową, a celem akcji było usunięcie, poprzez masowy mord i terror, polskiej ludności z terenów uznawanych przez ukraińskich nacjonalistów za ukraińskie. Warto pamiętać, że traktowali oni jako własne również część ziem położonych na zachód od Bugu, m.in. Hrubieszowszczyznę i Przemyskie.
Jak relacjonuje Grzegorz Motyka, podczas akcji „kierownictwo OUN nakazywało niszczenie wszelkich świadectw polskiej obecności na terenach objętych czystkami. W jednym z rozkazów polecano: «Likwidować ślady polskości: a) Zniszczyć wszystkie ściany kościołów i innych domów modlitewnych. b) Zniszczyć drzewa rosnące przy domach tak, żeby nie pozostały znaki, że kiedyś mógł tam ktoś żyć (nie niszczyć drzew owocowych przy drogach). […] zniszczyć wszelkie polskie domy, w których wcześniej żyli Polacy (jeśli w tych budynkach mieszkają Ukraińcy — należy je koniecznie rozebrać i zrobić z nich ziemianki); […] Zwrócić uwagę jeszcze raz na to, iż jeśli ostanie się cokolwiek polskiego, to Polacy będą zgłaszali pretensje do naszych ziem».”
Ponadto ukraińskie podziemie zbrojne mobilizowało miejscową ludność do udziału w tych mordach, a w części przypadków wymuszało uczestnictwo groźbami, w tym groźbą śmierci.
Motyka zastrzega jednak, że o „ludobójstwie” może być mowa tylko w odniesieniu do antypolskiej akcji UPA, „rozpoczętej w lutym 1943 roku wymordowaniem Polaków we wsi Parośla na Wołyniu i kontynuowanej do wiosny 1945 roku. To w tym okresie bowiem ukraińscy nacjonaliści realizowali plan zakładający wyniszczenie mniejszej lub większej części ludności na spornych z Polską terenach” — pisze Motyka.
„Konieczność zahamowania mordów na polskiej ludności”
Po stronie polskiej nie było analogicznego programu. Jak wyjaśnia IPN, „Polskie Państwo Podziemne nigdy w swoich działaniach nie podjęło decyzji o rozwiązaniu sporów narodowościowych poprzez działania ludobójcze, ukierunkowane na likwidację jakiejkolwiek społeczności narodowej w jakimkolwiek regionie. Natomiast zbrodnicze działania UPA postawiły Polaków przed koniecznością znalezienia sposobów zahamowania mordów polskiej ludności”.
Ponadto przemocy wobec Ukraińców dopuszczały się różne formacje i grupy: oddziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich, formacje samoobrony, grupy poakowskie, podziemie narodowe, żołnierze WOP, funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej, lokalne grupy zbrojne oraz bandy przestępcze.
Po stronie polskiej przemoc miała inną strukturę. Nie była jedną centralnie zaplanowaną akcją eksterminacyjną o skali ukraińskich zbrodni na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Obejmowała działania odwetowe, prewencyjne, pacyfikacyjne i represyjne, ale także przemoc związaną z wysiedleniami oraz napady o charakterze rabunkowym. Akcje podejmowano w odpowiedzi na mordy UPA, zagrożenie ze strony ukraińskiego podziemia, współpracę części Ukraińców z Niemcami albo powojenne działania OUN-UPA przeciw państwu polskiemu. Zdarzał się też powojenny bandytyzm.
Nie zmienia to faktu, że ofiarami polskich działań byli także cywile, w tym kobiety i dzieci, a autorzy akcji odwetowych stosowali zasadę odpowiedzialności zbiorowej.
Odwet za mordy OUN-UPA – ale nie tylko
Jedną z największych i najbardziej znanych polskich zbrodni na ukraińskiej ludności cywilnej była pacyfikacja Sahrynia. 10 marca 1944 roku oddziały AK i BCh uderzyły na ukraińską wieś w powiecie hrubieszowskim. Według IPN znajdowało się tam 60–80 uzbrojonych Ukraińców, ale podczas przeszukiwania zabudowań zabijano także cywilów bez względu na płeć i wiek. Większość ofiar stanowili cywile. Mariusz Zajączkowski ustalił 234 ofiary Sahrynia i Kolonii Sahryń, natomiast Igor Hałagida co najmniej 606 zabitych w Sahryniu i kilku okolicznych koloniach.
W marcu 1944 roku akcja AK i BCh objęła także inne ukraińskie wsie na Hrubieszowszczyźnie. Według ustaleń Igora Hałagidy od 9–10 marca do 2 kwietnia 1944 roku w powiecie hrubieszowskim z rąk „nie-Niemców” zginęło co najmniej 1969 osób narodowości ukraińskiej.
Mariusz Zajączkowski, analizując konflikt polsko-ukraiński w dystrykcie lubelskim, podaje, że w latach 1943–1944 zginęło tam około 2300–3000 Ukraińców i co najmniej 1250–1450 Polaków. Zdecydowana większość ofiar zginęła podczas kulminacji konfliktu od marca do czerwca 1944 roku. W południowo-wschodniej części dystryktu lubelskiego spalono w całości lub częściowo około 90 wsi i kolonii o mieszanym składzie narodowościowym, a około 80 tys. osób zostało zmuszonych do ucieczki – wśród uciekinierów więcej było jednak Polaków: około 60 tys., a Ukraińców do 20 tys.
Drugim ważnym obszarem był powojenny pas od Lubaczowa przez Przemyśl po Sanok. Tam przemoc wobec Ukraińców łączyła się z przeciwdziałaniem UPA, wysiedleniami do ZSRR, represjami komunistycznego aparatu bezpieczeństwa i lokalnymi odwetami za wcześniejsze zbrodnie. Igor Hałagida, badając powiat przemyski w pierwszym półroczu 1945 roku, wskazał, że ucierpiało tam co najmniej 867 osób narodowości ukraińskiej: 834 zostały zabite lub śmiertelnie ranne, a 33 ranne. Wśród ofiar śmiertelnych było co najmniej 245 kobiet i 119 dzieci.
Nie wszystkie ofiary były pokłosiem odwetu za zbrodnie UPA — Hałagida wskazuje również na działalność formacji komunistycznych, przymus związany z wysiedlaniem do ZSRR, dążenie do usunięcia Ukraińców z regionu oraz zwykły bandytyzm.
Do najbardziej znanych zbrodni na Ukraińcach z tego okresu należą Pawłokoma, Piskorowice i Wierzchowiny. W Pawłokomie w marcu 1945 roku, według śledztwa IPN, zabito co najmniej 109 Ukraińców, w tym kobiety, mężczyzn i dzieci.
W Piskorowicach 18 kwietnia 1945 roku oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej dowodzone przez Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka” zamordowały około 100 osób narodowości ukraińskiej.
W Wierzchowinach 6 czerwca 1945 roku żołnierze zgrupowania NSZ dowodzonego przez Mieczysława Pazderskiego „Szarego” zabili ponad 190 ukraińskich mieszkańców wsi.
W tych przypadkach dużą rolę odgrywał motyw odwetu za Wołyń, Galicję Wschodnią i lokalne mordy UPA. IPN w opisie jednej ze swoich publikacji zwraca uwagę, że w pacyfikacji Pawłokomy uczestniczyli uciekinierzy z Wołynia.
Także Grzegorz Motyka, mówiąc o Wierzchowinach, wskazywał, że duża część oddziału „Szarego” składała się z żołnierzy, których rodziny padły ofiarami masakr na Wołyniu. Nie jest to usprawiedliwienie zbrodni na cywilach, ale wyjaśnia psychologiczny i społeczny mechanizm eskalacji.
Wierzchowiny nabrały zresztą znaczenia propagandowego. „Władze komunistyczne uznały je za «prezent» od podziemia. Zbrodnia […] posłużyła do przedstawienia całego podziemia antykomunistycznego jako morderców kobiet i dzieci. Wydarzenie to służyło przez cały PRL do piętnowania NSZ i całego podziemia po 1945 roku […] poza dyskusją jest, że zbrodni tej dopuściła się niewielka grupa żołnierzy NSZ” — mówił PAP Grzegorz Motyka.
Zestawienie bilansów pokazuje jednak wyraźną asymetrię. Polskie akcje odwetowe były faktem i pochłonęły tysiące ukraińskich istnień. Ofiary tych napaści nie mogą być pomijane w rzetelnym opisie historii. Jednocześnie należy pamiętać, że skala i charakter tych działań były inne niż antypolska i ludobójcza operacja OUN-UPA, a liczba ukraińskich ofiar z rąk polskich była kilkakrotnie mniejsza od liczby Polaków zamordowanych przez Ukraińców.
Właśnie ten kontekst podkreśla IPN: „Rozpoczęta w 1943 roku na Wołyniu antypolska akcja UPA postawiła Polaków przed zupełnie nowymi okolicznościami – bez precedensu w relacjach polsko-ukraińskich i ukraińsko-polskich w XX wieku. Stąd już w 1943 roku działania UPA spowodowały konieczność podjęcia aktywnej obrony pozostałej ludności – tak jak to miało miejsce na Zamojszczyźnie w odpowiedzi na próbę niemieckiej kolonizacji” — wyjaśnia IPN.
Pełny bilans konfliktu wymaga obu prawd naraz: uznania skali ukraińskiego ludobójstwa na Polakach oraz uznania realnych polskich zbrodni odwetowych na Ukraińcach. Ukraińców zabitych w takich akcjach było jednak około siedmiu–dziesięciu razy mniej.
Czytaj też:
Walki polsko-ukraińskie na Lubelszczyźnie w latach 1943-1944











