Władimir Putin ma rozważać nową falę mobilizacji, ponieważ spada liczba ochotników gotowych walczyć na Ukrainie – podał w czwartek The Telegraph. Według ich źródeł decyzja mogłaby zapaść po wrześniowych wyborach do Dumy Państwowej.
Władimir Putin ma rozważać ogłoszenie nowej fali mobilizacji, ponieważ Rosji coraz trudniej uzupełniać straty na froncie na Ukrainie podaje The Telegraph powołując się rosyjskie media “Wiorstka” i “Ważnyje Istorie”. Według ich źródeł taki krok mógłby zostać podjęty po wrześniowych wyborach do Dumy Państwowej. O sprawie miało mówić osiem źródeł związanych z administracją prezydenta Rosji oraz strukturami mobilizacyjnymi. Według nich temat powszechniejszego poboru po raz pierwszy od 2022 roku ponownie znalazł się na stole. Nowi deputowani mieliby następnie przekonywać społeczeństwo do konieczności takiej decyzji.
Według przywołanych danych liczba nowych ochotników zgłaszających się do walki na Ukrainie spadła tej wiosny o ponad jedną trzecią w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Jednocześnie miesięczne straty mają przekraczać 30 tys. żołnierzy.
Poprzednia mobilizacja, ogłoszona we wrześniu 2022 roku, wywołała masowy wyjazd Rosjan z kraju. Według szacunków Rosję opuściło wówczas około 700 tys. osób, głównie młodych, lepiej wykształconych i zamożniejszych.
Dotychczas Kreml starał się unikać powrotu do mobilizacji, korzystając z wysokich wynagrodzeń, premii za podpisanie kontraktu oraz rekrutacji wśród więźniów, migrantów zarobkowych i dłużników. Część źródeł przekonuje jednak, że z powodu ryzyka politycznego władze mogą zamiast pełnej mobilizacji sięgnąć po inne rozwiązania, na przykład powoływanie rezerwistów.
Wobec spadku liczby chętnych rosną także premie wypłacane za rekrutację. Według materiału regionalne wynagrodzenia dla pośredników wzrosły w tym roku ponad dwukrotnie. Kandydatom obiecywane są również stanowiska na tyłach, m.in. jako kierowcy, ochroniarze, robotnicy budowlani lub „siły pokojowe”, choć później część z nich trafia na linię kontaktu.
„Sprawy nie rozwijają się całkowicie zgodnie z planem i osoby zaangażowane w ten proces zaczęły improwizować” – powiedziało Wiorstce źródło rzekomo blisko Kremla. Dodało, że nie jest jasne, co mobilizacja mogłaby zasadniczo zmienić, poza „mobilizacją protestu i wywołaniem gospodarczego załamania”.
Żołnierze rozmawiający z rosyjskimi mediami twierdzą, że jakość nowych rekrutów wyraźnie spadła. Jeden ze zmobilizowanych powiedział, że wielu z nich jest „niezdolnych do walki”.
„Jednych wyciągają z więzienia, innych z ulicy. Przestępcy, często w takim wieku i z takim zdrowiem, że ledwo stoją. Ludzie, którzy dosłownie niedawno leżeli na ulicach. Są jednorazowi” – powiedział.
Inny żołnierz z kierunku charkowskiego relacjonował, że jego oddział od stycznia walczy o około 300 metrów kwadratowych terenu, przy stałym ostrzale artyleryjskim i dużej liczbie zabitych oraz rannych. „Brakuje nam wszystkiego: ludzi, pocisków, dronów. Jemy paszę dla zwierząt” – stwierdził.
Zobacz też: Rosyjski polityk zaprzecza potrzebie mobilizacji
Przeczytaj: Rosyjska armia zwiększy liczebność do 1,32 mln. Putin podpisał dekret
Kresy.pl/The Telegraph






























