Chiny rozpoczęły budowę największego na świecie kompleksu hydroelektrycznego na rzece Jarlung Cangpo w Tybecie.
Według zapowiedzi władz w Pekinie inwestycja ma wytwarzać około 300 mld kWh energii elektrycznej rocznie, czyli więcej niż wynosi roczna produkcja energii wodnej w całych Stanach Zjednoczonych.
Projekt powstaje w dolnym biegu rzeki Jarlung Cangpo, która po opuszczeniu Tybetu płynie przez Indie jako Brahmaputra, a następnie przez Bangladesz jako Dźamuna. Budowa została oficjalnie rozpoczęta w lipcu 2025 roku podczas uroczystości z udziałem premiera Chin Li Qianga.
Chińska agencja Xinhua podała, że inwestycja będzie składać się z pięciu kaskadowych elektrowni wodnych. Jej koszt oszacowano na około 1,2 bln juanów, czyli około 167 mld dolarów. Według chińskich władz projekt ma przede wszystkim dostarczać energię do innych regionów kraju, a jednocześnie zaspokajać lokalne potrzeby Tybetu.
Skala inwestycji ma przewyższyć Zaporę Trzech Przełomów na Jangcy, dotychczas największy obiekt hydroenergetyczny świata. Planowana produkcja nowego kompleksu w Tybecie jest szacowana na około 300 mld kWh rocznie. Dla porównania, amerykańska Energy Information Administration prognozowała, że wszystkie elektrownie wodne w USA w 2026 roku wyprodukują około 259 mld kWh energii.
Chińskie władze przedstawiają budowę jako element strategii ograniczania emisji i zwiększania udziału stabilnych źródeł odnawialnych w krajowym miksie energetycznym. Pekin twierdzi, że projekt nie powinien mieć poważnego wpływu na środowisko ani na zaopatrzenie w wodę państw położonych niżej w biegu rzeki.
Inwestycja budzi jednak poważne zastrzeżenia Indii i Bangladeszu. Oba państwa obawiają się, że tak duży obiekt na górnym biegu rzeki może w przyszłości oddziaływać na przepływy wody, osady rzeczne, rolnictwo i bezpieczeństwo wodne milionów ludzi żyjących poniżej Tybetu. Krytycy wskazują również, że projekt wzmacnia pozycję Chin wobec państw położonych w dorzeczu Brahmaputry.
Osobnym problemem jest położenie inwestycji. Kompleks powstaje na wschodnim skraju Wyżyny Tybetańskiej, w regionie aktywnym sejsmicznie, narażonym na trzęsienia ziemi, osuwiska i gwałtowne zjawiska pogodowe. Rzeka na krótkim odcinku traci tam około 2000 metrów wysokości, co daje bardzo duży potencjał energetyczny, ale jednocześnie zwiększa ryzyko techniczne i środowiskowe.
Portal Live Science zwraca uwagę, że chińska inwestycja jest próbą ujarzmienia jednego z najbardziej dynamicznych systemów rzecznych świata. Eksperci cytowani przez zachodnie media ostrzegają, że budowa tak dużej infrastruktury w głębokim himalajskim kanionie może prowadzić do nieodwracalnych zmian w lokalnym ekosystemie, a w razie katastrofy skutki mogłyby być odczuwalne daleko poza granicami Chin.
Według Reutersa uruchomienie kompleksu spodziewane jest w latach 30. Do tego czasu projekt pozostanie jednym z najważniejszych punktów sporu o wodę, bezpieczeństwo energetyczne i wpływy strategiczne w Azji Południowej.
Czytaj też: Trzy afrykańskie państwa negocjują w sprawie tamy, która uszczupli nurt Nilu
Kresy.pl / LiveScience






























