Wobec niepewności co do realnych gwarancji bezpieczeństwa Ukraina przygotowuje się na scenariusz, w którym sama będzie musiała powstrzymać ewentualną kolejną agresję Rosji. W Kijowie rośnie przekonanie, że trwały pokój bez NATO oznacza konieczność budowy silnej, kosztownej i stałej armii.
W obliczu możliwych rozmów pokojowych Ukraina obawia się, że nie będzie mogła w pełni polegać na gwarancjach bezpieczeństwa oferowanych przez państwa sojusznicze. W ocenie władz w Kijowie oznacza to konieczność samodzielnego przygotowania się na sytuację, w której Rosja mogłaby ponownie podjąć działania zbrojne po ewentualnym zawieszeniu broni.
Jak zauważa Politico, już w ubiegłym roku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wezwała Ukrainę do przekształcenia się w „stalowego jeża”, odpornego na obecnych i przyszłych agresorów. W praktyce oznaczałoby to utrzymanie licznej armii, intensywne inwestycje w nowoczesne technologie wojskowe oraz rozwój krajowego przemysłu zbrojeniowego.
Realizacja takiego modelu wymaga jednak gruntownej przebudowy sektora obronnego. Wśród kluczowych wyzwań wymienia się reformę systemu zamówień wojskowych, modernizację zasad rekrutacji, dalszy rozwój technologii bezzałogowych oraz produkcji pocisków dalekiego zasięgu. Konieczne jest również doposażenie wojsk w nowoczesne czołgi, artylerię i samoloty bojowe. Wszystko to wiąże się z potrzebą pozyskania wielomiliardowego wsparcia finansowego.
Znaczenie gwarancji bezpieczeństwa wzrosło po deklaracjach prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który wykluczył możliwość zaproszenia Ukrainy do NATO. Członkostwo w Sojuszu zapewniałoby ochronę wynikającą z artykułu 5, dotyczącego wspólnej obrony. Bez tej perspektywy Ukraina musiałaby opierać się na dwustronnych porozumieniach, które – w ocenie Kijowa – nie dają porównywalnych gwarancji.
Dodatkowym problemem jest stanowisko Rosji, która już sygnalizuje sprzeciw wobec jakichkolwiek zewnętrznych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Obawy budzi także nieprzewidywalność polityki Waszyngtonu. Analitycy wskazują na gwałtowne zmiany kursu amerykańskiej administracji, w tym sceptycyzm wobec NATO oraz gotowość do dialogu z Władimirem Putinem.
„Czy Trump rozpocznie wojnę z Rosją w obronie Ukrainy? Absolutnie nie. Czy nałoży sankcje na Rosję za złamanie zawieszenia broni? Skrajnie mało prawdopodobne” – napisał Timothy Ash, analityk zajmujący się relacjami rosyjsko-ukraińskimi.
Jednym z kluczowych elementów strategii odstraszania ma być utrzymanie licznej armii. Podczas rozmów pokojowych Ukraina domagała się zachowania sił zbrojnych na poziomie około 800 tysięcy żołnierzy. Jednocześnie w przypadku rozejmu wielu obecnych żołnierzy będzie oczekiwać demobilizacji.
Kresy.pl/POLITICO





























