Syreny alarmowe uruchomiły się o świcie w dziewięciu gminach powiatu lubartowskiego mimo braku potwierdzonego zagrożenia. Według starostwa decyzję oparto na niezweryfikowanym komunikacie, co doprowadziło do złamania procedur i wszczęcia postępowania wyjaśniającego.
W sobotę rano mieszkańcy dziewięciu gmin powiatu lubartowskiego (woj. lubelskie) usłyszeli syreny alarmowe ostrzegające przed rzekomym nagłym zagrożeniem z powietrza. Jak wyjaśniono później, sygnał uruchomiono w oparciu o polecenie, które – jak oceniło Starostwo Powiatowe w Lubartowie – było efektem „czynnika ludzkiego”.
Syreny aktywowano m.in. w Lubartowie, Ostrowie Lubelskim, Uścimowie, Firleju, Michowie, Kamionce, Abramowie, Jeziorzanach i Niedźwiadzie. Burmistrz Lubartowa Krzysztof Paśnik wskazał w mediach społecznościowych, że alarm miał związek z rosyjskim atakiem na Ukrainę.
Według ustaleń Polsat News impulsem do uruchomienia syren był sygnał z Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego (PCZK) w Lubartowie. Jak jednak potwierdzono, Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego nie wydało polecenia aktywacji alarmów — jedynie informowało o sytuacji i zaleciło pozostawanie w gotowości.
Rzecznik wojewody lubelskiego, Marcin Bubicz, poinformował, że wstępne ustalenia wskazują na „nieporozumienie” i złamanie procedur. Wszczęto postępowanie mające wyjaśnić, kto i dlaczego zgłosił konieczność uruchomienia syren, mimo że „żadna instytucja rządowa takiego polecenia nie przekazywała”.
W opublikowanym oświadczeniu Starostwo Powiatowe podało, że PCZK otrzymało o 5:30 komunikat ze źródła streamingowego o bezpośrednim zagrożeniu atakiem z powietrza. Pracownicy wdrożyli procedurę SPO-13 i przekazali gminom instrukcję uruchomienia syren. Gdy zespół dotarł do siedziby starostwa, skontaktował się telefonicznie z WCZK, które nie potwierdziło informacji o zagrożeniu. Natychmiast nakazano odwołanie alarmu.
Starostwo zaznaczyło, że uruchomienie procedury nastąpiło na podstawie „niezweryfikowanych informacji odebranych drogą nasłuchu streamingowego”, a sytuacja jest jednoznacznie określona jako „błąd spowodowany czynnikiem ludzkim”.
Nieoficjalnie Polsat News ustalił, że pracownik PCZK mógł zasugerować się informacją z innego powiatowego centrum, gdzie mówiono o „pilnym, poważnym zagrożeniu”. Starosta Jan Sławecki ocenił, że reakcja była „zbyt pochopna” i mogła wynikać z emocji oraz bliskości granicy.
Wojewoda lubelski rozważa zwołanie dodatkowego szkolenia dla pracowników powiatowych centrów, by przypomnieć zasady działania w sytuacjach kryzysowych.
Alarm na Ukrainie obowiązywał w całym kraju, jednak Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych RP potwierdziło, że polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona.
Czytaj również: Zmasowany rosyjski atak na obwód kijowski. Polska poderwała myśliwce
polsatnews.pl / Kresy.pl
































