22 września 1939 roku Sowieci zamordowali generała Józefa Olszynę-Wilczyńskiego, 49-letniego szefa Dowództwa Okręgu Korpusu nr III w Grodnie i dowódcę Grupy Operacyjnej „Grodno”.

Po agresji Związku Sowieckiego (17 września) i chaosie rozkazów ewakuacyjnych generał, faktycznie „bez armii”, próbował przedostać się ku granicy litewskiej. Nie było go w Grodnie podczas walk 20–22 września, ponieważ kilka dni wcześniej – na rozkaz Naczelnego Wodza – jego  Grupa Operacyjna „Grodno” uległa rozwiązaniu. Część oddziałów pomaszerowała do Lwowa, natomiast sam gen. Olszyna-Wilczyński, zgodnie z rozkazem, opuścił miasto i udał się w kierunku Pińska/Wilna, a następnie ku granicy litewskiej, koordynując ewakuację i próbując ratować resztki podległych mu sił. Jeszcze 17 września zdążył jednak wydać rozkaz w sprawie utworzenia siatki konspiracji zbrojnej na ziemi grodzieńskiej i białostockiej.

Rankiem 22 września, w rejonie Sopoćkiń i Teolina, jego samochód zatrzymał patrol pancerny Armii Czerwonej. Po krótkim przesłuchaniu Olszyna-Wilczyński i towarzyszący mu kapitan Mieczysław Strzemeski zostali rozstrzelani — dokładnie tą samą metodą, którą NKWD zastosowało kilka miesięcy później wobec tysięcy polskich oficerów w Katyniu, Charkowie i Twerze. W tym wypadku użyto jednak z karabinu maszynowego. Generał, raniony w nogę, został dobity z bliskiej odległości strzałem w tył głowy. „Mąż leżał twarzą do ziemi, lewa noga pod kolanem była przestrzelona w poprzek z karabinu maszynowego. Tuż obok leżał kapitan z czaszką rozłupaną na dwoje” — wspominała żona zamordowanego oficera.

Olszyna-Wilczyński  był jedynym czynnym generałem Wojska Polskiego we wrześniu 1939 roku, który nie zginął w walce, lecz został zamordowany po wzięciu do niewoli. W meldunkach sowieckich fałszywie sugerowano potyczkę.

Na tle tej śmierci widać wymierzony w elity charakter działań wschodniego agresora. Już pierwszego dnia inwazji dowódcy frontów Armii Czerwonej wzywali żołnierzy i ludność do „bicia oficerów i generałów”, co sprzyjało samosądom i egzekucjom. Olszyna-Wilczyński — świadomy zagrożenia i równocześnie załamany rozpadem systemu dowodzenia (a napotykane po drodze niedobitki polskich wojsk informowały go także o utracie Grodna) — nie zapewnił sobie eskorty, co ułatwiło Sowietom działanie. Relacje świadków i opis obrażeń nie pozostawiają wątpliwości: była to egzekucja jeńca, a nie śmierć w walce.

We wrześniu 1939 roku poległo pięciu generałów Wojska Polskiego w służbie czynnej: Mikołaj Bołtuć, Stanisław Grzmot-Skotnicki, Józef Kustroń, Franciszek Wład oraz Józef Olszyna-Wilczyński. Czterej pierwsi zginęli w walce nad Bzurą i na froncie południowym, natomiast Olszyna-Wilczyński został zabity strzałem w potylicę — jak ofiary zbrodni katyńskiej. Jego los zapowiadał to, co wiosną 1940 roku spotkało tysiące oficerów II Rzeczypospolitej: eksterminację przeprowadzoną przez NKWD w trybie administracyjno-policyjnym, tylko dlatego, że byli przedstawicielami polskich elit państwowych i wojskowych.

Kresy.pl / Dzieje

Tagi: , ,
forma płatności