Rosyjski charge d’affaires w Warszawie oświadczył, że Polska nie przedstawiła dowodów na rosyjskie pochodzenie dronów, które miały naruszyć polską przestrzeń powietrzną. Ogłosił to po wezwaniu do MSZ, gdzie ma otrzymać notę protestacyjną.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że rosyjski charge d’affaires w Polsce zostanie wezwany w związku z ostatnimi naruszeniami przestrzeni powietrznej przez drony. Informację tę przekazał w rozmowie z Polsat News rzecznik resortu Paweł Wroński. Jak podkreślił, dyplomacie zostanie wręczona nota protestacyjna, choć nie ujawniono terminu spotkania.
Strona rosyjska odniosła się do tej zapowiedzi w rozmowie z agencją RIA Nowosti. Andriej Ordasz, pełniący obowiązki ambasadora Rosji w Warszawie, stwierdził, że Polska nie przedstawiła żadnych dowodów potwierdzających, iż zestrzelone obiekty były rosyjskiego pochodzenia.
„Uważamy te oskarżenia za bezpodstawne. Nie zostały przedstawione żadne dowody, że te drony są pochodzenia rosyjskiego” – powiedział Ordasz. Zaznaczył również, że Rosja „absolutnie nie jest zainteresowana eskalacją konfliktu z Polską”. Jednocześnie ocenił, że „niestety, nie możemy liczyć na to, że władze polskie będą nas słuchać w swoim antyrosyjskim amoku”.
Do sytuacji odniósł się także premier Donald Tusk, który zaznaczył, że naruszenie przestrzeni powietrznej Polski nie może być traktowane jako przypadek. „Rosyjskie drony nie wleciały do Polski wskutek błędu czy małych rosyjskich prowokacji na minimalną skalę” – powiedział w wystąpieniu.
W nocy z wtorku na środę doszło do serii naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej. Jak informuje dziennik „Rzeczpospolita”, chodziło o co najmniej 20 obiektów, prawdopodobnie 23, które przedostały się nad terytorium Polski. Według nieoficjalnych ustaleń część z nich została zestrzelona, aby wyeliminować ryzyko, że spadając wyrządzą szkody.
Do akcji użyto myśliwców, w tym holenderskich F-35, które stacjonują w Polsce od 1 września i mają pozostać do końca bieżącego roku. Informacje te wskazują, że naruszenia miały charakter bezprecedensowy i wymagały natychmiastowej reakcji sił sojuszniczych.
Szczegóły dotyczące wydarzeń przedstawił w środę w Sejmie premier Donald Tusk. Jak poinformował, do przewidywanego rejonu działań skierowano dwa myśliwce F-35, dwa F-16, a także śmigłowce MI-24, MI-17 i Black Hawk.
„Pierwsze naruszenie przestrzeni powietrznej odnotowano około 23:30, ostatnie o 6:30, co pokazuje skalę operacji trwającej całą noc. Zarejestrowano 19 naruszeń, a dane będą aktualizowane i potwierdzane przez Szefa Sztabu Generalnego” – powiedział szef rządu.
Wystąpienie Tuska potwierdziło więc, że do zdarzeń doszło w długim przedziale czasowym i że działania sił zbrojnych były prowadzone przez wiele godzin. Premier zaznaczył również, że szczegółowe informacje zostaną przedstawione po pełnej analizie danych operacyjnych.
Kresy.pl/Polsat News/Ria Nowosti





























