11 lipca przypada rocznica „Krwawej Niedzieli” – kulminacyjnego momentu ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu.

Tego dnia oddziały UPA, kierowane przez OUN-B i wspierane przez powiązane formacje oraz zmobilizowanych miejscowych chłopów ukraińskich, przeprowadziły skoordynowane ataki na około 100 polskich miejscowości. Według szacunków badaczy mogło wówczas zginąć około 8 tys. Polaków – głównie kobiet, dzieci i osób starszych.

W Polsce rocznica „Krwawej Niedzieli” jest obchodzona jako Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.

Od początku 1943 roku OUN-B i jej zbrojne ramię UPA prowadziły planową eksterminację Polaków na Wołyniu. W maju i czerwcu tego roku w strukturach ukraińskiego podziemia dojrzewała koncepcja jednoczesnego uderzenia na wiele polskich miejscowości, co miało uniemożliwić skuteczną obronę i przyspieszyć „oczyszczenie” regionu z ludności polskiej.

W wydanej na początku lata 1943 roku tajnej dyrektywie członek Prowidu OUN i dowódca UPA na Wołyniu Dmytro Klaczkiwski ps. „Kłym Sawur” pisał do podległych sobie dowódców: „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. […] Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”.

Według szacunków historyków do końca czerwca 1943 roku na Wołyniu zginęło od 9 do 15 tys. Polaków. W lipcu akcja uległa nasileniu.

Na początku lipca rozprowadzano ulotki wzywające Polaków do wspólnego oporu przeciwko Niemcom i Sowietom, które miały uśpić ich czujność. Równocześnie w ukraińskich wsiach odbywały się spotkania agitatorów nawołujących do rozprawy z „polskimi okupantami”.

Niedziela zaczęła się w Gurowie

Na dzień głównego ataku wybrano niedzielę 11 lipca, licząc, że wielu Polaków będzie uczestniczyło w mszach świętych. Tego dnia oddziały UPA oraz wspierający je uzbrojeni członkowie SKW, czyli Samoobronnych Kuszczowych Widdiłów, zaatakowali polskie miejscowości w powiatach włodzimierskim i horochowskim oraz częściowo kowelskim.

Akcja rozpoczęła się około godziny 3:00 nad ranem atakiem na Gurów, gdzie zamordowano 202 Polaków. Następnie ukraińscy nacjonaliści napadli na Wygrankę, zabijając 150 osób. Rozszerzająca się fala mordów objęła tego dnia, według szczegółowych zestawień, 97 wsi i kolonii oraz 13 majątków.

Do największych zbrodni doszło w Orzeszynie, gdzie zginęło 306 osób, Porycku – 222, Dominopolu – 202, Sądowej – 160, Chrynowie – 150, Gucinie – 147, Zamliczach – 118, Stasinie – 105, Kisielinie – 90, Suchodołach – 80, Nowinach – około 80, Zabłoćcach – 76, a także Liniowie i Biskupiczach Górnych – 70.

W wielu przypadkach Polaków mordowano podczas nabożeństw lub na terenie kościołów, m.in. w Porycku, Chrynowie, Kisielinie, Krymnie i Zabłoćcach. Zabijano również duchownych, wśród nich księży Józefa Aleksandrowicza, Jana Kotwickiego i Bolesława Szawłowskiego.

Jak wspominał na naszych łamach Władysław Filar: „Rzeź zaczęła się około godziny trzeciej nad ranem od polskiej wsi Gurów, obejmując swym zasięgiem: Gurów Wielki, Gurów Mały, Wygrankę, Żdżary, Zabłoćce, Sadową, Nowiny, Zagaje, Poryck, Oleń, Orzeszyn, Romanówkę, Lachów i Gucin. We wsi Gurów z 480 mieszkańców ocalało tylko siedemdziesięciu. W Porycku wymordowano całą ludność polską czyli ponad 200 osób. W kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków. We wsi Sadowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem.”

Akcję kontynuowano 12 lipca, kiedy UPA uderzyła na kolejne 67 miejscowości. Szacuje się, że od niedzieli do poniedziałku mogło zginąć łącznie nawet 11 tys. Polaków – w większości kobiet, dzieci i osób starszych.

Młotki, siekiery, widły, topienie w studniach

Zbrodni dokonywano z wielkim okrucieństwem. Uwaga, dalsze opisy są drastyczne.

Ofiary ginęły od strzałów, ale także od ciosów siekier, wideł, pił, młotków i innych narzędzi. Polaków gwałcono, torturowano, rozpruwano im brzuchy i palono żywcem. Mordowano również dzieci. Piotr Zychowicz w „Wołyniu zdradzonym” przytacza relację jednego z ocalałych: „Ukrainiec strzelił do dziecka – wspominał jeden z ocalałych. – Lat może trzy-cztery. Pocisk zerwał mu czaszkę i to dziecko wstało, a następnie, płacząc, biegało to w jedną, to w drugą stronę z otwartym, pulsującym mózgiem”.

Ciała wrzucano do studni i dołów z obornikiem lub palono razem z zabudowaniami. Po masakrach dochodziło do grabieży. Rabowano dobytek, żywność, zwierzęta, narzędzia rolnicze oraz przedmioty codziennego użytku. Mienie, którego nie można było zabrać, niszczono lub palono.

W raporcie Komendy Lwów AK zapisano: „Akcję mordowania Polaków przeprowadzili Ukraińcy z potwornym okrucieństwem. Kobiety, nawet ciężarne, przybijali bagnetami do ziemi. Dzieci rozrywali za nogi, inne nadziewali na widły i rzucali przez parkany. Inteligentów wiązali drutami i wrzucali do studni. Odrąbywali siekierami ręce, nogi, głowy, wycinali języki. Odcinali uszy i nosy, wydłubywali oczy. Wyrzynali przyrodzenie, rozpruwali brzuchy i wywlekali wnętrzności. Młotami rozbijali głowy, żywe dzieci wrzucali do płonących domów. Szał barbarii doszedł do tego stopnia, że żywych ludzi przerzynali piłami lub uśmiercali kijami. Za uciekającymi przez pola urządzali naganki, wyłapując lub zabijając na miejscu, kogo dopadli. Do kryjówek podziemnych w zabudowaniach wrzucali granaty czy też pęki podpalonej słomy.”

Maria Berny, była senator RP, po latach wyznała: „Myśmy się wtedy nie bali śmierci. Baliśmy się mordu, sposobu, w jaki umrzemy. Rodzice się przygotowali. Mama miała małą siekierę; pamiętam, z żółtym trzonkiem. Ojciec – pistolet z dwiema kulami. Zaplanowali, że gdy przyjdą mordercy, tata nas zastrzeli. Mama i ja dostaniemy prawo do godnej śmierci. Nie wiem, jak ojciec sobie wyobrażał własną. Nie wszyscy mieli broń i taką możliwość jak my.”

Dzień przed „Krwawą Niedzielą” zamordowano polskich emisariuszy wysłanych na rozmowy z przedstawicielami ukraińskiego podziemia. Zygmunt Rumel, Krzysztof Markiewicz i woźnica Witold Dobrowolski zostali zabici w miejscowości Kustycze. Według relacji rozerwano ich końmi.

Po 11 lipca zbrodnie trwały nadal, a w kolejnych miesiącach rozszerzyły się także na teren Małopolski Wschodniej.

W samym lipcu 1943 roku UPA zaatakowała około 520 polskich miejscowości. Celem było nie tylko wymordowanie ludności, lecz także całkowite usunięcie śladów polskiej obecności na Wołyniu. Łącznie w latach 1943–1945 w ludobójstwie dokonanym przez OUN-B, UPA i powiązane z nimi formacje zginęło około 100–120 tys. Polaków.

Przeczytaj reportaż Marka Koprowskiego o Krwawej Niedzieli.

Obejrzyj dokument IPN o zbrodni wołyńskiej 

Kresy.pl / IPN / CiekawostkiHistoryczne

 

Tagi: , , , , ,
forma płatności