Przez wieki winą za napad na klasztor jasnogórski i zniszczenie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej obarczano czeskich husytów. Jak się jednak okazuje, za świętokradztwem z 16 kwietnia 1430 roku stali także polscy rycerze.
Napad miał miejsce w Wielkanoc 1430 roku i był bardzo zuchwały. O bogactwie sanktuarium krążyły legendy, co pewnie skusiło rabusiów.
Napad w cieniu ofensywy husyckiej
Początkowo opinię publiczną udało się zmylić, a Władysław Jagiełło planował nawet najechać Czechy, ale w końcu stało się jasne, kto stał za napadem. Sprawcami byli dwaj polscy szlachcice: Jakub Nadobny z Rogowa i Jan Kuropatwa z Łańcuchowa. Pomagał im Fryderyk Ostrogski, książę ruski, zadeklarowany husyta, oraz Rogala zwany Wyszel (Wiseł) z Kozolina. Wynajęli oni także rabusiów z Czech, Moraw i Śląska. Powody tego czynu miały być prozaiczne – szlachcice, zwłaszcza dwaj pierwsi, rzeczywiście mieli długi.
„Trójka Polaków — Jakub Nadobny, Jan Kuropatwa i Rogala zwany Wyszel — była rówieśnikami; mogli mieć oni po dwadzieścia kilka lat. Z pewnością dobrze się znali” – pisze prof. Jerzy Sperka, który zbadał tę sprawę.
Rogala i Kuropatwa mogli uczestniczyć w kontaktach z husytami i orientować się w przebiegu działań wojennych na Śląsku. Jak wskazuje prof. Jerzy Sperka: „Pomysł napadu na klasztor jasnogórski powstał […] najpewniej pod wpływem chwili, już w trakcie ofensywy husyckiej na Górnym Śląsku na przełomie marca i kwietnia 1430 roku […]. Zapewne więc gdzieś w okolicach Bytomia (czy Będzina) Jan Kuropatwa, Jakub Nadobny i Rogala z Kozolina spotkali się z Fryderykiem Ostrogskim i jego oddziałem. Aby dotrzeć z Bytomia do Częstochowy, oddział konny potrzebował jednego dnia. […] W ogólnym tumulcie działań wojennych — po zdobyciu Bytomia (13 kwietnia) i w trakcie oblężenia Gliwic, które padły 17 kwietnia, napastnicy mogli więc bez przeszkód dotrzeć do Częstochowy, 16 kwietnia dokonać napadu, a następnie spokojnie wrócić w strefę działań wojennych, nie będąc przez nikogo niepokojonymi”.
Czytaj też: Od meldunku pilota do modlitwy narodu: Apel Jasnogórski
Gdy stało się jasne, że za napadem nie stali husyci, lecz wskazywani polscy możni, zapowiadano surowe konsekwencje. Jak jednak wynika z badań prof. Sperki, sprawa nie zakończyła się zdecydowanym rozliczeniem sprawców.
Wobec napięć dynastycznych w otoczeniu Władysława II Jagiełły sprawa szybko straciła na znaczeniu. Za uczestników napadu poręczyli ich krewni i powinowaci, co umożliwiło im uniknięcie poważniejszych kar. Część z nich powróciła do łask królewskich – Jan Kuropatwa zrobił później znaczącą karierę, zostając m.in. marszałkiem nadwornym i doradcą Kazimierz IV Jagiellończyk.
Zniszczony obraz jasnogórski został przewieziony do Krakowa i poddany renowacji z polecenia króla. Prace, prowadzone przez malarzy ruskich, mogły trwać nawet dwa lata. Zachowano oryginalne deski oraz widoczne ślady cięć, natomiast część elementów została przemalowana. Według części badaczy w tym okresie mogły pojawić się m.in. lilie andegaweńskie na szacie Maryi, a także inne zmiany ikonograficzne.
Mimo ustaleń historyków przekonanie, że za napadem stali husyci, pozostaje do dziś szeroko rozpowszechnione.
Kresy.pl
Czytaj też: Nie tylko Potop. Także Kazimierz Pułaski bronił Jasnej Góry
Przeczytaj artykuł prof. Jerzego Sperki o politycznych i sądowych okolicznościach sprawy:












