Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku w końcu trafił do kin. Naturalistycznie ukazane okrucieństwo Ukraińców stało się dla twórcy narzędziem do stworzenia działa uniwersalnego.
Film z którego powstaniem było wiele kłopotów, którego twórcy musieli zbierać pieniądze aby go dokończyć. Film, który był niewygodny dla wielu ludzi, który budził gigantyczne emocje od samego początku procesu produkcyjnego wreszcie trafił do kin. I nie zawiódł. Przede wszystkim dlatego, że nie da się w nim wyczuć grama fałszu, ani jednej fałszywej nuty. W każdej swojej warstwie – mikrohistorii konkretnych mieszkańców wołyńskiej wsi, historii rzezi wołyńskiej, samego ludobójstwa, a także tej uniwersalnej, opowiadającej o źle.
Nie chcę się rozpisywać o mikrohistorii, gdyż ona pozwala na wprowadzenie bohaterów, konkretnych, z krwi i kości, pozwalających się zapamiętać, śledzić i napędzać fabułę. Aktorzy grający swoje rolę wypełnili swoje zadanie bezbłędnie, przez co widz może odczuwać ich emocje i rozumieć co dzieje się dalej.
W warstwie historycznej Smarzowski podjął się karkołomnego zadania, ukazania jak największego spektrum czynników które doprowadziły do rzezi wołyńskiej. Wiedział, że musi być dokładny i drobiazgowy, gdyż to właśnie w tym miejscu kryły się największe pułapki, mogące służyć później za oskarżenie o zajęcie stanowiska ideologicznego oraz dezawuowaniu dzieła. I wywiązał się z zadania perfekcyjnie. Początkowe sceny związane z weselem polskiej panny i ukraińskiego kawalera sygnalizują, że chociaż w samej wsi stosunki pomiędzy narodowościami (Polakami, Ukraińcami i Żydami) układają się w miarę poprawnie, to w świadomości poszczególnych Ukraińców pojawia się rysa związana czy to z kolonizacją osadników wojskowych, czy to z przejawami dyskryminacji przez polskie władze. Jednak nie ma tu mowy o wrodzonej wrogości, przychodzi i jest rozpalana z zewnątrz mikroświata wsi przez agitatora. Ukazane konflikty są osobiste i nie związane szczególnie z ideologią.
Kolejnym ważnym elementem jest wojna, która zrywa większość z dotychczas uznawanych zasad. Kampania wrześniowa, a potem pojawienie się Sowietów i związana z tym zmiana ustroju niszczy ład wołyńskiej wsi. Okrucieństwo zaczyna powszednieć, a jego przejawy zaczynają ujawniać się wśród mieszkańców. Pojawienie się Niemców i planowa eksterminacja jednej nacji uświadamia Ukraińcom, że w imię ideologii można dokonać każdego aktu przemocy, jeżeli jest się silnym i ma się wystarczająco determinacji, aby tego się dopuścić. Warto w tym miejscu podkreślić, że naturalizm i pokazywanie przemocy w filmie jest stopniowane i przyzwyczaja widza do tego, co zobaczy kiedy sąsiedzi ruszają na sąsiadów.
Wreszcie samo ludobójstwo na Wołyniu również jest stopniowane. Najpierw zaczynają pojawiać się niepokojące pogłoski, które są lekceważone przez część Polaków. Dopiero kiedy jest za późno, orientują się, że sąsiedzi, “nasi Ukraińcy” mogą zabijać, mogą wpaść w morderczy szał. Bardzo ważna jest scena, w której ocalała z pacyfikacja dokonuje rozróżnienia: “Wprzód szli bandery, a za nimi Ukraińcy, sąsiady”. Sceny rzezi porażają i nie pozostawiają obojętnym. Naturalistyczne pokazują do czego ideologia, w tym przypadku ukraińskiego nacjonalizmu, doprowadziła wśród sąsiadów. Warto podkreślić, że film przygotowuje powoli widza do całej sekwencji morderstw dokonywanych przez Ukraińców – okrucieństwo pojawia się stopniowo, nie uderza od początku. Wydaje się to być celowym zabiegiem reżysera, który w ten sposób chciał pokazać jak w ludziach rodzi się akceptacja dla bestialstwa.
Ważne są również sceny w nocnych spotkaniach ukraińskich band. Osoby wrażliwe, nie mogące podnieść ręki na sąsiada, same zostały zgładzone, przez innych, ślepo zapatrzonych w ideologię nacjonalizmu. Smarzowski dokonał jeszcze jednego celowego zabiegu – pokazał, że Ukraińcy, spotykający się na nocnych ideologicznych zebraniach, są okrutni także dlatego, że tego wymaga presja grupy. W momencie, w którym jeden z nich ma możliwość wyboru, gdyż stoi sam, oko w oko z “sąsiadem” i nie widzi tego nikt inny, nie potrafi się przełamać i zabić.
Smarzowski zachował również proporcje ilościowe pomiędzy ludobójstwem dokonywanym przez Ukraińców, a polskim odwetem. Umieszczenie go w specyficznym momencie filmu, ma pokazać jego bezsens, ma pokazać je jako jeszcze jeden przykład takiego samego zła.
Wszystkie te środki służą Smarzowskiemu w jednym celu – przekazaniu jego wizji uniwersalnego zła, które doprowadza do totalnego zezwierzęcania ludzi mu uległych. Ukraińscy nacjonaliści są tutaj przykładem tego zła, przykładem mniej znanym, o którym nie uczą w szkołach, jak o niemieckich komorach gazowych, czy sowieckich gułagach. Mniejsza świadomość faktu ludobójstwa na Wołyniu pozwoliła twórcy wywołać w widzu żywe uczucia, o które trudniej wobec zła które zna się z lekcji historii, dziesiątek filmów czy innych dzieł kultury. Dzięki temu Smarzowskiemu udało się zrealizować cel, który zdaje się mu przyświecać – pokazać i pozwolić odczuć widzowi, że oddanie się złu prowadzi do utraty człowieczeństwa.
Film nie pozostawia obojętnym. Odczytywany na różnych poziomach, odsłania zło, jakie niesie ze sobą uleganie ideologiom. Nie pozwala zapomnieć, że ukraiński nacjonalizm doprowadził już raz do potwornej rzezi. Zdecydowanie jest to dzieło najwyższej próby.
Piotr Łapiński / kresy.pl




























