Tramwaje Warszawskie unieważniły największy w historii przetarg tramwajowy w Polsce, wart nawet 6 mld zł, po odrzuceniu ofert Škody i Hyundaia. Sprawa otwiera drogę do nowego postępowania – i do walki o to, by miliardy z Warszawy trafiły do polskiego przemysłu, a nie za granicę.
Tramwaje Warszawskie zakończyły bez rozstrzygnięcia wielki przetarg na dostawę od 20 do nawet 160 nowych tramwajów – zarówno jednokierunkowych, jak i dwukierunkowych. Postępowanie, prowadzone przez blisko rok, zostało formalnie unieważnione w drugiej połowie grudnia po tym, jak obie złożone oferty – czeskiej Škody oraz południowokoreańskiego Hyundaia – zostały odrzucone.
Postępowanie miało charakter umowy ramowej. Warszawski przewoźnik planował zakup 20 tramwajów w zamówieniu podstawowym oraz nawet 140 kolejnych w ramach opcji. Oferty otwarto w lipcu 2025 roku, jednak do podpisania jakiejkolwiek umowy nigdy nie doszło.
Powody decyzji wyjaśnił rzecznik Tramwajów Warszawskich Witold Urbanowicz:
„Ze względów formalnych musieliśmy odrzucić obie oferty, a tym samym – z powodu braku ważnych ofert – unieważnić całe postępowanie. Škoda złożyła wadium w postaci gwarancji bankowej i aneksu do tej gwarancji w formie elektronicznej, co wymagało podpisania kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Plik nie został właściwie podpisany, co oznacza, że wadium nie zostało wniesione, a oferta niezabezpieczona wadium podlega odrzuceniu. Hyundai poinformował o orzeczonym w Korei czasowym zakazie ubiegania się o zamówienia publiczne. W ocenie TW zakaz ten odnosi się także do postępowań prowadzonych w Polsce, a okres jego obowiązywania zawierał się akurat w okresie, w którym były badane oferty, dlatego Hyundai został wykluczony z postępowania, a jego ofertę odrzucono”.
Rzecznik dodał, że zarówno Škoda, jak i Hyundai wniosły odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej.
Unieważnienie postępowania nie oznacza jednak rezygnacji z zakupów. Jak podkreślił Urbanowicz, Tramwaje Warszawskie przygotowują się do ogłoszenia nowego przetargu, choć na razie nie ujawniono, czy jego formuła i skala będą takie same jak w unieważnionym postępowaniu.
Czytaj: Pierwsze pociągi bydgoskiej Pesy już wożą pasażerów w Afryce
Skala sprawy jest jednak fundamentalna: chodziło o największy kontrakt tramwajowy w historii polskiego rynku, potencjalnie wart nawet około 6 mld zł. To pieniądze, które mogły – i nadal mogą – zasilić krajowy przemysł zamiast popłynąć do zagranicznych koncernów.
Właśnie w tym miejscu pojawia się coraz głośniejsza narracja gospodarcza i polityczna: skoro Warszawa wydaje miliardy na transport publiczny, to te środki powinny pracować na polską gospodarkę. Tym bardziej że krajowy producent PESA właśnie przejmuje niemiecką firmę HeiterBlick, wyspecjalizowaną w zaawansowanych wózkach skrętnych – dokładnie w tych rozwiązaniach, które wcześniej wyeliminowały polskie firmy z gry.
Nowy przetarg może więc stać się momentem zwrotnym: polska technologia, polskie fabryki i polskie miejsca pracy mogą po raz pierwszy realnie stanąć do walki o wielomiliardowe zamówienie stolicy. W tym ujęciu nie chodzi już tylko o tabor dla Warszawy, ale o to, czy 6 mld zł z publicznych pieniędzy zasili polski krwiobieg gospodarczy, czy znów wyląduje na kontach zagranicznych producentów.
Zobacz: PESA przejmuje niemieckiego producenta tramwajów HeiterBlick
transport-publiczny.pl / Kresy.pl






























