W dużych amerykańskich miastach na ulice wyszli przeciwnicy prezydenta-elekta Donalda Trumpa – zwolennicy Hillary Clinton oraz przedstawiciele środowisk lewicowo-liberalnych.

Na ogół policja nie starała się blokować marszów protestacyjnych. W Nowym Jorku demonstranci nie byli dopuszczani tylko w pobliże należącego do prezydenta-elekta wieżowca Trump Tower. Popularne były szczególnie banery i transparenty „[To] nie mój prezydent”, a także „Love Trumps Hate [„Miłość przebija / pokonuje nienawiść” – red.]. W protestach uczestniczyli przede wszystkim młodzi Latynosi i czarni Amerykanie.

Demonstranci wypominali Trumpowi m.in. deklaracje nt. budowy muru wzdłuż granicy z Meksykiem czy kontrowersyjne sformułowania pod adresem nielegalnych imigrantów z tego kraju. Blokowali również ruch uliczny w niektórych miastach.

Duże natężenie demonstracji miało miejsce w zdominowanej przez Demokratów Kalifornii, gdzie znaczny odsetek ludności to Latynosi. W Los Angeles spalono wielką kukłę Trumpa, a także bito tzw. pinatę z jego podobizną. Z kolei budynek gazety Los Angeles Times i należące do niej pojazdy zaspreyowano wulgarnymi napisami odnoszącymi się do prezydenta-elekta. Tylko w tym mieście aresztowano co najmniej 13 osób. Z kolei w Oakland policja musiała użyć gazu łzawiącego, by rozpędzić protest uznany za nielegalne zgromadzenie. Zdaniem lokalnych mediów, brało w nim udział parę tysięcy osób. Na nowojorskim Manhattanie zebrało się tymczasem ok. tysiąca osób. Aresztowano co najmniej 60 najbardziej agresywnych demonstrantów. Demonstracje, z różnym natężeniem, odbywały się również w Waszyngtonie, a także w Chicago, Filadelfii, Bostonie, Minneapolis czy Kansas City.

Mimo, że uznanie wyniku wyborów zaapelowali zarówno przegrana kandydatka Demokratów Hillary Clinton, jak i urzędujący prezydent Barack Obama, część lewicowo-liberalnych zwolenników Partii Demokratycznej nie może pogodzić się z porażką. Argumentują, że ich kandydatka zdobyła nieco więcej głosów bezpośrednich. Po raz ostatni podobna sytuacja, gdy głosy elektorskie przeważyły nad bezpośrednimi, miała miejsce w 2000 roku, gdy George W. Bush pokonał Demokratę Ala Gore’a. W całej historii USA taka sytuacja miała miejsce trzykrotnie.

Również liberalni amerykańscy dziennikarze i komentatorzy nie kryją wielkiego zawodu i rozczarowania z powodu wyboru Trumpa. Z kolei ich konserwatywni koledzy wskazują, że to oni są największymi przegranymi tych wyborów.

Przeczytaj również: Nowojorczycy na stacji metra wylewają żale po zwycięstwie Trumpa [+FOTO]

tvp.info / foxnews.com / Kresy.pl

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz