Już w przyszłym roku Ukraina może stracić około 700 milionów dolarów w związku z uruchomieniem gazociągu północnego. Temat ten jest szeroko opisywany w ukraińskiej prasie.
„Kommersant” pisze, że w zeszłym roku Ukraina przetransportowała na Zachód niemal 100 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu i zarobiła na tym 1,3 miliarda dolarów. Przedstawiciele Gazpromu nie ukrywają, że uruchomienie gazociągu północnego oznacza ograniczenie tranzytu właśnie przez Ukrainę, a nie przez Białoruś. Nie wiadomo dokładnie, o ile spadnie ilość przesyłanego gazu, ale nieoficjalnie ukraińskie Ministerstwo Energetyki mówi o przyszłorocznych stratach w wysokości nawet 700 milionów dolarów. Inni eksperci, cytowani przez „Komsomolską Prawdę” mówią o mniejszych stratach, które miałyby wynieść od 20 do 30 procent.
Niemniej jednak, „Kommersant” zwraca uwagę, że oznacza to także pogorszenie sytuacji ukraińskiego operatora sieci gazowych – Naftohazu. Już teraz za gaz, który ma być dostarczony przez Rosjan w listopadzie, Ukraińcy zapłacili pieniędzmi z kredytu Gazprombanku. W związku z uruchomieniem gazociągu północnego, Kijów traci także argument, jakim był tranzyt błękitnego paliwa, w rozmowach z Moskwą dotyczących obniżki ceny gazu dostarczanego Ukrainie.
Policjanci ze śródmiejskiej komendy zatrzymali przy ulicy Kruczej w Warszawie dwóch obywateli Gruzji podejrzanych o usiłowanie kradzieży z włamaniem. Próbowali włamać się do samochodu. Mężczyźni w wieku 41 i 22 lat zostali ujęci na gorącym uczynku.
Jak przekazała policja w piątkowym komunikacie, działania przeprowadzili funkcjonariusze z Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu Komendy Rejonowej Policji Warszawa I. Policjanci ustalili, że dwaj obywatele Gruzji planowali włamanie do samochodu na terenie Śródmieścia.
Po analizie sprawy i przygotowaniu działań funkcjonariusze zatrzymali podejrzanych przy ulicy Kruczej, gdy mężczyźni próbowali dostać się do zaparkowanego pojazdu. Według policji zatrzymani usiłowali uciekać, ale po kilku sekundach zostali obezwładnieni i zakuci w kajdanki.
Szef Agencji Wywiadu płk Paweł Szota potwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że polski wywiad utrzymuje bezpośrednie kanały kontaktu ze służbami białoruskimi. Zaznaczył, że bez postępu w sprawie ekstradycji Marokańczyka podejrzanego o zabójstwo polskiego żołnierza Mateusza Sitka trudno będzie o poprawę relacji z Mińskiem.
Szef Agencji Wywiadu pułkownik Paweł Szota w niedzielnej rozmowie z „Rzeczpospolitą” potwierdził, że polski wywiad utrzymuje bezpośrednie kanały kontaktu ze służbami Białorusi. Zaznaczył jednocześnie, że jednym z najważniejszych tematów pozostaje sprawa ekstradycji Marokańczyka - sprawcę zabójstwa polskiego żołnierza Mateusza Sitka.
„Na chwilę obecną mamy drożne kanały komunikacji ze służbami strony białoruskiej. Utrzymujemy je sami” — powiedział szef AW w pierwszym wywiadzie udzielonym mediom.
Rosja może przygotowywać prowokację wymierzoną w państwa bałtyckie lub Polskę, aby sprawdzić spójność NATO — podał w piątek „The Guardian”, powołując się na źródła z dwóch państw wschodniej flanki Sojuszu.
Według brytyjskiego dziennika obawy zachodnich źródeł mają narastać w czasie, gdy Kreml znajduje się pod presją ukraińskiej kampanii uderzeń dalekiego zasięgu na cele położone w rejonie Moskwy i Petersburga. Rozmówcy gazety nie mówią o przygotowaniach do pełnoskalowej wojny, lecz o możliwym działaniu poniżej tego progu.„Widzimy oznaki, że Rosja przygotowuje prowokacje wojskowe przeciwko państwom bałtyckim lub Polsce” — przekazał w poniedziałek łotewski wywiad, cytowany przez „The Guardian”.
Podobne sygnały miały pochodzić z drugiego państwa NATO. Według wysokiego rangą źródła politycznego służby „przechwytują informacje wywiadowcze”, z których wynika, że Władimir Putin może planować działania przeciwko państwom bałtyckim. Rozmówca gazety oceniał, że rosyjski przywódca mógłby chcieć sprawdzić gotowość USA do obrony najmniejszych członków NATO: Estonii, Łotwy i Litwy.
W obwodzie irkuckim ogłoszono stan podwyższonej gotowości, który obejmuje ograniczenia w sprzedaży paliw osobom fizycznym. Region ten położony jest w odległej części Syberii, niedaleko granicy Mongolii.
„Ogłaszamy stan podwyższonej gotowości w regionie. Jest to niezbędny środek w celu zapobieżenia sytuacji nadzwyczajnej. Stacje benzynowe Rosnieftu ograniczają sprzedaż paliw osobom fizycznym do 50 litrów dziennie na pojazd na jedno tankowanie. Inne stacje benzynowe mogą ustalić niższy limit” – napisał na swoim oficjalnym kanale w komunikatorze Max gubernator obwodu irkuckiego Igor Kobziew.
Zwykli obywatele będą mogli tankować paliwo wyłącznie wprost do baku. Sprzedaż do kanistrów czy innych pojemników służących do przechowywania została zakazana.
Były premier i prezydent Rosji, a obecnie wiceprzewodniczący jej Rady Bezpieczeństwa odniósł się do polityki coraz większego dystansu Armenii wobec Moskwy.
"Państw Unii Europejskiej absolutnie nie interesują nieuniknione ciężkie konsekwencje dla prosty ludzi zerwania więzi formujących się przez kilkadziesiąt lat" - agencja informacyjna TASS zacytowała w niedzielę wypowiedź Miedwiediewa przekazaną przez służbę prasową prokremlowskiej partii "Jedna Rosja". Były prezydenta pełni funkcję jej formalnego przewodniczącego.
Rosyjski polityk ocenił, że Zachód postrzega Armenię jedynie jako narzędzie w walce z Rosją i jest zainteresowany oczyszczeniem pola politycznego ze wszystkich sił opowiadających się za dobrymi stosunkami między Moskwą a Erywaniem.
Władze Lwowa jednostronnie wypowiedziały kontrakt o wartości 40 mln z firmą Control Process bez wypłacenia wszystkich należności. Paweł Kowal przekazał, że sprawa jest znana rządowi od kilku lat, ale „to jednostkowy przypadek”, który będzie analizowany
W czwartek, w związku z konferencją URC26 w Gdańsku, Paweł Kowal, przewodniczący rady ds. współpracy z Ukrainą i szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, przekazał, że rząd wie o problemach polskiej firmy. Control Process S.A., której władze Lwowa wypowiedziały umowę na budowę kompleksu przetwarzania odpadów komunalnych. Spółka ma mieć wsparcie polskich władz.
Kontekst: Lwów wypowiedział umowę polskiej firmie
W marcu 2026 roku Lwów o zerwał kontrakt o wartości 40 mln euro i nie wypłaciło wszystkich należności Control Process S.A. Władzie miasta zarzuciły firmie niewywiązanie się z części zobowiązań. Spółka odrzucała te oskarżenia, wskazując na skutki wojny i twierdząc, że projekt był ukończony w ponad 95 proc. proc. W maju Międzynarodowa Izba Handlowa w Paryżu uznała, że wypowiedzenie umowy przez Lwów było niezgodne z kontraktem, m.in. z powodu jednostronnego rozwiązania umowy i odmowy wypłaty należności wykonawcy.




























