Marszałek Sejmu, Szymon Hołownia, poinformował, że piątkowe problemy z dostępem do strony internetowej Sejmu były wynikiem ataku typu DDoS. Kłopoty zgłaszali zarówno internauci, jak i posłowie w trakcie serii głosowań na sali plenarnej.

Podczas piątkowych obrad Sejmu użytkownicy internetu doświadczyli trudności z korzystaniem z witryny, co uniemożliwiło im sprawdzanie wyników głosowań. Zakłócenia te odczuli również posłowie, którzy zgłaszali, że problemy ze stroną utrudniają im głosowanie i dostęp do rozpatrywanych poprawek.

Szymon Hołownia, marszałek Sejmu, poinformował o problemie Kancelarię Sejmu. Podkreślił jednak, że posłowie mają dostęp do poprawek dzięki udziałowi przedstawicieli klubów w pracach komisji sejmowych, co pozwalało na kontynuowanie obrad.

W piątkowe popołudnie Hołownia potwierdził, że zakłócenia były skutkiem ataku hakerskiego typu DDoS (Distributed Denial of Service).

“Teraz już wiemy, że to był atak hakerski, tak zwany atak DDoS, który miał doprowadzić do tego, żeby nie było łączności z systemem Sejmu przez urządzenia korzystające z karty SIM. Pracujemy w tej chwili nad tym” – przekazał marszałek dziennikarzom podczas przerwy po zakończonym bloku obrad.

Hołownia zaprzeczył również, jakoby przyczyną awarii był nadmierny ruch na stronie Sejmu, podkreślając, że czas zdarzenia nie był przypadkowy.

Marszałek zaznaczył, że atak miał miejsce w momencie, gdy w Sejmie toczyły się ważne debaty, co sugeruje celowe działanie mające na celu zakłócenie procesów demokratycznych.

“Dzieją się ważne rzeczy w Sejmie. Są różne siły, które, jak widać, chcą zamieszać nam w naszej demokracji, ale nie będziemy im na to pozwalać i nie będziemy pozwalać nikomu decydować o tym, czy Sejm może podejmować decyzje i głosować, czy nie. Te decyzje zawsze będą podejmowane tu, na Wiejskiej, a nie w innych geograficznych lokalizacjach” – zaznaczył Hołownia.

Ataki DDoS polegają na zablokowaniu dostępu do serwera lub usługi poprzez zalewanie go dużą liczbą fałszywych żądań, generowanych przez zainfekowane komputery. Takie ataki stają się coraz bardziej popularną bronią w rękach hakerów, a ich celem często są kluczowe instytucje i firmy.

Przykładem takiego ataku była sytuacja z czerwca, gdy TVP doświadczyła problemów z transmisją meczu Polska-Holandia w internecie, co uniemożliwiło kibicom obejrzenie początku spotkania.

Jak informowaliśmy, pod koniec maja Polska Agencja Prasowa (PAP) opublikowała fałszywą depeszę informującą o rzekomej częściowej mobilizacji w Polsce. Tekst po kilku minutach został wycofany z serwisu.

Na incydent szybko zareagowały polskie władze. Jan Grabiec, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zapewnił, że “rzekomy komunikat PAP na temat mobilizacji jest nieprawdziwy. Służby wyjaśniają incydent”.

Podobne stanowisko zajął wicepremier oraz minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, który poinformował, że wszczęto pilne działania wyjaśniające, a “wszystko wskazuje na cyberatak i zaplanowaną dezinformację”. Gawkowski zapowiedział również bieżące informowanie o postępach w dochodzeniu. Występując na antenie Polsat News podkreślił on, że “wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z cyberatakiem, który został skierowany ze strony rosyjskiej”.

Kresy.pl / interia.pl

Tagi: , ,
forma płatności