Straż Graniczna odebrała dwa nowe Turbolet L-410 i dysponuje już czterema maszynami, lecz – jak podkreślają funkcjonariusze – realne wykorzystanie sprzętu ogranicza brak odpowiednio wyszkolonych załóg.
W połowie listopada Straż Graniczna poinformowała o przyjęciu do służby dwóch kolejnych samolotów patrolowo-rozpoznawczych Turbolet L-410. Maszyny, zakupione za 120 mln złotych, trafiły do hangaru w gdańskiej bazie lotniczej SG. O pozyskaniu nowych jednostek poinformowały w mediach społecznościowych zarówno formacja, jak i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
W komunikatach podkreślano, że samoloty mają wzmocnić nadzór nad granicą lądową i morską, a także zwiększyć możliwości udziału w działaniach związanych z ochroną zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Służby informowały, że ich obecność „skróci czas reakcji na zagrożenia” oraz „usprawni koordynację z innymi formacjami”.
Jak wskazują funkcjonariusze Biura Lotnictwa Straży Granicznej, nowy sprzęt to istotne wzmocnienie potencjału technicznego, jednak praktyczne wykorzystanie samolotów jest ograniczone z powodu braków kadrowych. Jeszcze w marcu część załogi alarmowała, że formacja nie dysponuje dostateczną liczbą pilotów posiadających uprawnienia do obsługi Turboletów.
Według relacji przytoczonych przez funkcjonariuszy, wiosną SG miała trzech pilotów zdolnych do wykonywania lotów na L-410: dwóch dowódców i jednego drugiego pilota. Obecnie, po kilku miesiącach, sytuacja poprawiła się jedynie częściowo. Formacja dysponuje pięcioma pilotami z odpowiednimi kwalifikacjami, lecz wciąż tylko dwóch z nich posiada uprawnienia dowódców załogi.
Jeden z nich to były zastępca dyrektora Biura Lotnictwa SG, który na co dzień pełni obowiązki administracyjne. Drugi zbliża się do wieku emerytalnego i, jak zauważają informatorzy, może w każdej chwili zakończyć służbę. W praktyce oznacza to, że mimo posiadania czterech maszyn – dwóch zakupionych w 2020 roku i dwóch obecnie – SG może realnie wykorzystywać jedynie część floty.
Każda załoga składa się z dowódcy, drugiego pilota, operatorów systemów oraz dodatkowego członka załogi, co dodatkowo zwiększa zapotrzebowanie kadrowe. Funkcjonariusze oceniają, że bez zwiększenia liczby pilotów nie będzie możliwe pełne wykorzystanie możliwości zakupionych statków powietrznych, mimo deklaracji o ich całodobowej gotowości operacyjnej.
Kresy.pl/Radio Zet






























