W telewizyjnym wystąpieniu transmitowanym w sobotę prezydent Boliwii Rodrigo Paz ogłosił wprowadzanie stanu wyjątkowego na całym terytorium państwa.
Od ponad sześciu tygodnia w południowoamerykańskim państwie trwają masowe protesty przeciwko liberalnej polityce wybranego w zeszłym roku prezydenta. Przeradzały się już one w zamieszki, ale główną ich formą stały się blokady dróg, skutkujący już problemami w zaopatrzeniu w podstawowe produkty w dużych miastach, zwłaszcza głównym administracyjnym ośrodku – La Paz. Protesty doprowadziły już do do 365 aresztowań. 37 osób zostało rannych.
Prezydent zdecydował się na ogłoszenie stanu wyjątkowego na 90 dni, co pozwala mu na użycie wojska przeciwko protestującym. “The Guardian” donosi, iż do rozbicia blokad drogowych policja i wojsko chcą użyć buldożerów.
Paz wdrożył politykę cięcia wydatków budżetowych poprzez likwidacji subsydiowania paliwa. Odbiło się to natychmiast na cenach. W państwie o wysokim poziomie ubóstwa tłumaczenia prezydenta o konieczności zrównoważenia budżetu nie okazały się przekonującego dla dużych grup społecznych. Do protestów zerwało się szereg związków zawodowych oraz organizacje ludności indiańskiej. Boliwia jest najprawdopodobniej tym państwem Ameryk posiadającym najwyższą proporcję rdzennej ludności.
Ruch protestacyjny rozpoczął się od postulatu ogólnokrajowego związku zawodowego domagającego się podwyżek płac. Następnie dołączyli do niego rolnicy, wściekli z powodu niskiej jakości paliwa.
Prezydent zasygnalizował jednak także gotowość do negocjacji i na początku tego tygodnia zgodził się na porozumienie z jednym z największych związków zawodowych w kraju, aby zakończyć kryzys. W zamian za obietnicę nieprywatyzowania przedsiębiorstw państwowych i kontynuowania rozmów, Centralny Związek Robotniczy Boliwii zgodził się zakończyć protesty, twierdzi “The Guardian”.
Jednak niektóre ugrupowania ludności indiańskiej postanowiły kontynuować protesty domagając się ustąpienia Paza ze stanowiska. Sam prezydent oskarża o inspirowanie protestów byłego wieloletniego przywódcę kraju indiańskiego pochodzenia. Obecnie przebywa on w swoim bastionie – regionie Chapare, gdzie ochraniany jest przez setki Indian, którzy nie dopuszczają do jego aresztowania przez policję.
theguardian.com/kresy.pl





























