Rzecznik Białego Domu oświadczył, że według posiadanych informacji, Demokraci mieli kontakty z Ukraińcami przed wyborami prezydenckim w 2016 r.
Kontakty z wysłannikami Kijowa miały umożliwić atak na szefa kampanii wyborczej Trumpa, Paula Manaforta. Sean Spier rzecznik Białego Domu w swoim przemówieniu odwołał się do pojawiających się w konserwatywnych i popierających Trumpa mediach. Potwierdził oskarżenia kierowane w stronę Partii Demokratycznej. Na pytania dziennikarzy, czy Trump poruszał ten temat w spotkaniu z prezydentem Ukrainy Poroszenką, odpowiedział, że nie wie nic na ten temat. Dodać należy, że szef kampanii Trumpa ostatecznie opuścił stanowisko. Nie wiadomo jednak czy było to spowodowane wiadomościami przekazanymi z Kijowa.
Według wielu komentatorów i przedstawicieli Partii Demokratycznej oskarżenia Białego Domu to odpowiedź, na wciąż pojawiające się zarzuty o współpracę sztabu prezydenta z Rosjanami. W ten sposób otoczenie prezydenta próbuje zmniejszyć presję medialną na Donalda Trumpa Jr., który niedawno przyznał się do spotkania z rosyjską prawniczką. Miała ona posiadać materiału pogrążające Hillary Clinton. Uważa się również, że działa na zlecenie Kremla. Syn prezydenta ujawnił również maile dotyczące tego spotkania. Oświadczył jednak, że nie otrzymał od kobiety żadnych wartościowych informacji.
Sprawa domniemanej pomocy udzielonej przez Kijów Demokratom wypłynęła pierwszy raz w styczniu br., kiedy to zajściu poinformował portal Politico. Według zdobytych przez dziennikarzy tego medium, osoby związane z ukraińskim rządem miały działać na rzecz zdyskredytowania nie tylko szefa kampanii prezydenta, ale również jego samego i najbliższego otoczenia. Możliwe, że sprawą zainteresuje się FBI.
RP.pl/Kresy.pl






























