Sprzeciw Niemiec wobec „Chat Control” wstrzymał prace nad projektem rozporządzenia w Radzie UE. Minister sprawiedliwości Stefanie Hubig zapowiedziała, że Berlin nie poprze rozwiązań przewidujących masowe filtrowanie prywatnych wiadomości, wprowadzanych pod przykrywką „zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci”.
W środę rząd w Berlinie ogłosił, że nie poprze na forum Unii Europejskiej projektu rozporządzenia określanego jako „Chat Control”, zakładającego możliwość masowego skanowania prywatnych wiadomości w popularnych komunikatorach. Decyzja zapadła w dniu, gdy plan omawiano na szczeblu ambasadorów państw członkowskich.
„Nieuzasadniona kontrola czatów musi być tematem tabu w państwie konstytucyjnym” — powiedziała Stefanie Hubig, minister sprawiedliwości. Dodała, że prywatna komunikacja nie powinna być stawiana pod powszechnym podejrzeniem, a państwo nie może zmuszać dostawców aplikacji do skanowania treści jeszcze przed ich wysłaniem. „Niemcy nie zgodzą się na takie propozycje na szczeblu UE” — dodała minister.
Projekt przedstawiony w 2022 r. przewidywał uprawnienia do skanowania wiadomości i obrazów w aplikacjach takich jak WhatsApp, Signal i inne, co w praktyce prowadziłoby do obejścia szyfrowania. Jako cel wskazywano zwalczanie treści pedofilskich. Rozwiązania spotkały się z szeroką krytyką organizacji zajmujących się ochroną danych oraz samych platform komunikacyjnych.
Odmowa poparcia przez Berlin ma istotne znaczenie dla przebiegu prac legislacyjnych, ponieważ stanowisko największych państw wpływa na układ sił w Radzie UE. Brak zgody Niemiec zachwiał równowagą głosów i wstrzymał dalsze procedowanie projektu, który w przypadku porozumienia mógł trafić pod głosowanie ministrów jeszcze w najbliższym tygodniu, a następnie do Parlamentu Europejskiego.
Krytyka projektu pojawiła się również w niemieckich ugrupowaniach politycznych. Irene Mihalic z Partii Zielonych oceniła, że propozycja narusza podstawowe prawa i wolności, a narzędzia oparte na sztucznej inteligencji nie zapewnią skutecznej ochrony przed przestępczością. „Nawet planowane systemy sztucznej inteligencji, jeśli się nad tym zastanowić, charakteryzują się wyjątkowo wysokim wskaźnikiem błędów i generują miliony fałszywych raportów, co oznaczałoby również ogromne obciążenie dla organów śledczych” — stwierdziła Irene Mihalic z niemieckiej Partii Zielonych. „A rzeczywiste przypadki prawdopodobnie zaginęłyby w stercie danych” — dodała posłanka.
Zastrzeżenia formułowali także politycy opozycyjni. Pomysł określono jako „cyfrowym otwieraniem listów” — ocenił Jens Spahn, lider parlamentarnego klubu CDU/CSU.
Wobec stanowczego sprzeciwu Niemiec kontynuowanie prac nad „Chat Control” stało się problematyczne. Próby forsowania rozwiązań trwały od trzech lat, lecz nie uzyskano większości w Radzie. Jednocześnie podkreślano, że spór o granice ochrony prywatności w przestrzeni cyfrowej będzie miał dalszy ciąg, a zwolennicy projektu mogą wracać do niego w zmienionych formułach.
Na unijne rozporządzenie CSAM, potocznie zwanym „Chat Control” zwracaliśmy już uwagę w zeszłym roku. Paweł Usiądek (Konfederacja) informował, że wprowadzenie nowych przepisów umożliwiłoby służbom odczytywanie wiadomości nie tylko po dotarciu jej do odbiorcy, ale również przed jej wysłaniem. „Oczywiście żaden pracownik bezpieki ich nie będzie w stanie przeczytać osobiście, dlatego spodziewać się można również prac nad specjalnym algorytmem sztucznej inteligencji, który będzie analizował każdego dnia nasze telefony w czasie rzeczywistym” – wskazał polityk.
Kresy.pl/yahoo.com






























