Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, obecnie, pracując dla fundacji finansowanej przez George’a Sorosa, wzywa do stworzenia mechanizmów dyscyplinowania rządów państw narodowych za „naruszenia wartości” wyznawanych przez eurokratów.

Pełczyńska-Nałęcz napisała artykuł „Normatywne imperium w kryzysie – czas na politykę wartości” w którym sufluje jaką politykę, według niej, powinni obrać eurokraci, by bardziej podporządkować sobie państwa narodowe. Artykuł powstał w ramach programu „Otwarta Europa” prowadzonego przez Fundację Batorego, czyli faktyczną część liberalnej międzynarodówki sponsorowanej przez miliardera George’a Sorosa, znanego z podważania suwerenności państw.

W swoim artykule Pełczyńska-Nałęcz ocenia umocnienie się na scenach politycznych państw sił politycznych kontestujących Unią Europejską w kategoriach „ideologicznej wojny domowej” na kontynencie. Przyznaje, że „wśród europejskich elit”, w obliczu siły eurosceptyków w czasie wyborów parlamentarnych Holandii i prezydenckich we Francji, czuć było „strach przed katastrofą”. Jak wnioskuje: „kryzys, jaki zagraża wspólnocie trzeba potraktować bardzo poważnie i jak najszybciej podjąć aktywne działania naprawcze”. Kryzys ten opisuje przede wszystkim w kategoriach „erozji tychże samych [unijnych] wartości w krajach członkowskich”. Była dyplomatka zasugerowała nawet, że wzrost popularności „radykalnych opcji nacjonalistycznych i populistycznych”, jak to ujęła, wynika też ze wsparcia sąsiednich „reżimów autorytarnych”. Wymianie w tym kontekście Rosję. „Fakt, że w wyborach we Francji i Holandii zwyciężyły siły uznające prymat unijnych wartości, zażegnał na pewien czas ostry kryzys normatywny we Wspólnocie Europejskiej. Można powiedzieć, że Unia otrzymała kolejną szansę, aby „ugasić pożar”, póki ma on jeszcze ograniczony zasięg” – pisze była wiceminister w rządzie Donalda Tuska – „Jeśli szansa ta nie zostanie wykorzystana, to bardzo prawdopodobne, że ogień będzie się rozprzestrzeniał”.

Pełczyńska-Nałęcz podkreśla, że dotychczas ideologia liberalna zapisana w traktach fundujących Unię Europejską, miała zagwarantowaną taką hegemonię, że eurokraci stawiali sobie ambitne zadanie – „aktywnie eksportować własne normy od innych krajów” i „w konsekwencji główny impet polityki wartości został skierowany na zewnątrz Unii”. Autorka Fundacji Batorego ocenia, że „paradoksalnie, aktywna, oparta na twardej warunkowości polityka promocji unijnych wartości w zasadzie kończyła się w momencie wstąpienia kraju do Wspólnoty”. Pełczyńska-Nałęcz martwi się, że Unia Europejska wyposażyła się w celu narzucania ram ustrojowo-ideologicznych jedynie  w „bombę atomową”, jak określa procedurę zawieszenia państwa w prawach członkowskich na podstawie artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Była wiceszefowa polskiej dyplomacji daje do zrozumienia, że jest to procedura zbyt długa i skomplikowana. „Instrumenty stricte „demokratyzacyjne”, także te przeznaczone dla organizacji obywatelskich, nakierowane są wyłącznie na kraje trzecie” – krytykuje obecny stan rzeczy Pełczyńska-Nałęcz, sugerując, że potrzebne jest „punktowe poprawianie demokracji w sferach szczególnie wrażliwych (ksenofobia, prawa kobiet)” także w państwach należących do Unii. Nie kryje też jakie państwa ma na myśli przytaczając raport liberalnej, amerykańskiej organizacji Freedom House, która odnotowała, że Polska i Węgry „odnotowały w ostatnim roku największy spadek poziomu wolności” wśród krajów UE.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

„Spadek poziomu wolności” jaki miał nastąpić w Polsce, Pełczyńska-Nałęcz opisuje jako „systemowe działania rządzących na rzecz demontażu filarów państwa prawa, niezawisłości sądów, próby ograniczenia wolności mediów i pluralizmu społeczeństwa obywatelskiego”. Co proponuje Pełczyńska-Nałęcz? „Po pierwsze odejście od realpolitik” czyli „przymykania oczu na łamanie norm praworządności” – jak to ujmuje. Jako przykład takiego łamania wskazuje Węgry, „zmiany poszły tam tak daleko, iż panującego tam systemu nie można już nazwać demokracją liberalną”.  Pełczyńska-Nałęcz bulwersuje się, że do tej pory nie podjęto wobec tego kraju „decyzji, które wiązałyby się z jakimikolwiek wymiernymi restrykcjami ekonomicznymi lub politycznymi”. Jak twierdzi brak represji wobec Węgrów doprowadził do „analogicznych procesów w kolejnym państwie członkowskim – Polsce”.

Jak zaznacza była wiceminister polskiego rządu „oprócz woli politycznej do ścigania naruszeń potrzebne są efektywne instrumenty nacisku na rządy, które naruszają zasady praworządności. Artykuł 7 jest tutaj daleko niewystarczający”. Dlaczego? Ponieważ wymaga konsensusu i jest uruchamiany jest po fakcie naruszenia. Tymczasem według Pełczyńskiej-Nałęcz „jak najbardziej zasadne byłoby wprowadzenie prawnie wiążącego, regularnego mechanizmu weryfikacji stanu praworządności we wszystkich krajach członkowskich”. Chce aby Bruksela mogła szantażować władze państw narodowych manipulując wydatkowaniem funduszy uzyskiwanych z ich składek – „Propozycja powiązania otrzymywanych z UE funduszy (np. w ramach polityki spójności) ze stanem praworządności wydaje się zasadna”.

Pisząca na zlecenie założonej przez Sorosa fundacji autorka wzywa wreszcie do stworzenia w ramach struktur Unii Europejskiej mechanizmu od dawna stosowanego przez tego rekina finansjery do destabilizacji suwerennych państw.  „Unia Europejska musi jak najszybciej stworzyć mechanizm finansowy wspierający inicjatywy oddolne, nakierowany na promocję i umacnianie wartości europejskich w państwach członkowskich” jak proponuje była dyplomatka, proponująca dla takiej procedury dywersji społecznej nazwę „Europejski Instrument Wartości”. Bruksela miałaby więc hojnie szafować pieniędzmi podatników na organizacje kontestujące i propagujące opór wobec władz państw narodowych, o ile ich działania i wartości nie wpisywałyby się w „poprawność polityczną” określoną przez liberalnych eurokratów. „Europejski Instrument Wartości nie tylko pozwoliłby skutecznie działać obywatelom w obronie pryncypiów zawartych w artykule 2, ale też byłby pozytywnym sygnałem solidaryzowania się Wspólnoty ze społeczeństwami tych krajów członkowskich, których rządy podważają wspólne wartości” – ujmuje to w eufemistycznych sformułowaniach Pełczyńska-Nałęcz.

batory.org.pl/kresy.pl

 

 

 




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz