„Tragedią narodu białoruskiego” nazwał represje stalinowskie dyrektor Instytutu Historii Narodowej Białoruskiej Akademii Nauk Aleksander Kowalenia, nazywany przez niezależny portal „Biełorusskij Partizan” „głównym historykiem Łukaszenki”.
„Uczczenie pamięci ofiar stalinizmu to ogólnonarodowa sprawa, wymagająca szerokiego omówienia i podjęcia decyzji rangi ustawowej” – powiedział Kowalenia, odpowiadając na list członków Białoruskiego Społecznego Towarzystwa Ochrony Pomników Historii i Kultury do rządu Białorusi. Chcieli oni, by 29 października uznać Dniem Pamięci. Tego dnia w 1937 roku NKWD rozstrzelało około 100 przedstawicieli białoruskiej inteligencji.
Jeszcze do niedawna zbrodnie NKWD były na Białorusi tematem tabu. Zbrodnia w Kuropatach nie była uznawana przez administrację prezydenta Łukaszenki za zbrodnię przeciwko ludzkości. W czasach sowieckich oskarżano o nią hitlerowskie Niemcy. W obecnej Białorusi przemilczano ją, a głośno mówiła o Kuropatach tylko opozycja, starannie zagłuszana przez władze. Teraz pojawiła się nadzieja, że postawienie pomnika ku czci pomordowanych w Kuropatach pod Mińskiem stanie się możliwe.
Kuropaty to kompleks leśny na przedmieściach Mińska, miejsce rozstrzelania i pochówku ofiar stalinowskiego terroru na Białorusi. Najpierw oficjalnie mówiło się o 30 tys. zamordowanych i pochowanych w Kuropatach, jednak szacuje się, że mogą tam leżeć ciała nawet 250 tys. przedstawicieli polskiej i białoruskiej inteligencji oraz kapłanów katolickich, prawosławnych i żydowskich. Nieoficjalnie podaje się, że w co najmniej jednej z mogił odnaleziono zwłoki polskich oficerów. Twierdzenie to może być poparte odnalezieniem licznych przedmiotów świadczących o związkach ich właścicieli z Polską.
Odkrycie i ekshumacja zwłok w 1988 roku przez historyka i archeologa Zianona Paźniaka stały się jednym z poważniejszych impulsów powstania niezależnego ruchu niepodległościowego na Białorusi. Manifestacje pod hasłem ujawnienia prawdy o zbrodni w Kuropatach pod koniec lat 80. były dla białoruskiej opozycji jedną z pierwszych okazji do zbiorowego działania. W 2002 roku miejsce to było okupowane przez działaczy białoruskiej młodzieży demokratycznej protestujących przeciwko budowie autostrady przez środek terenu, na którym znajdują się ciała ofiar.
Opozycjoniści twierdzą, że to wizja poprawy stosunków z Unią Europejską zmieniła stanowisko białoruskich władz w tej sprawie. Teraz są one gotowe uznać zbrodnie stalinowskie i postawić pomnik w Kuropatach.
Stanisław Szuszkiewicz, opozycjonista, były szef Rady Najwyższej Białorusi, powiedział „Rzeczpospolitej”, że za wypowiedzią Kowaleni musi stać decyzja samego prezydenta Aleksandra Łukaszenki. „Niemożliwe, by w sprawie Kuropat i w ogóle zbrodni stalinowskich szef państwowego instytutu występował samodzielnie” – stwierdził. Zaznaczył jednak, że niezależnie od intencji Łukaszenki, należy wykorzystać stworzoną okazję dla uczczenia pamięci pomordowanych.
Rzeczpospolita/Kresy.pl




























