Berlin zamierza przeznaczyć 2,5 mld euro na kolejną partię amerykańskich myśliwców F-35 zdolnych do przenoszenia broni jądrowej. Równolegle rozważane są duże zakupy pocisków manewrujących i samolotów patrolowych, przy jednoczesnych problemach europejskiego programu nowej generacji myśliwców.
Jak informuje The Hill, Niemcy planują wydać około 2,5 mld euro na zakup dodatkowych 15 myśliwców uderzeniowych F-35A produkowanych przez koncern Lockheed Martin. Samoloty te są przystosowane do przenoszenia amerykańskich bomb jądrowych B61 Mod 12, co ma bezpośrednio zwiększyć niemiecki udział w natowskim systemie tzw. podwójnej zdolności odstraszania jądrowego.
Zobacz też: Hegseth ogłasza koniec „utopijnego idealizmu” w polityce bezpieczeństwa USA, wspomina o Polsce
Zakup nowych maszyn może mieć również szerszy wymiar strategiczny. Planowany europejski następca myśliwców Eurofighter, czyli program Future Combat Air System, realizowany wspólnie przez Niemcy, Francję i Hiszpanię, napotyka bowiem poważne trudności. Między Berlinem a Paryżem utrzymują się spory dotyczące kierunku rozwoju projektu, a Madryt dokonuje przeglądu swojego zaangażowania. W rezultacie nie jest wykluczone, że cały program zostanie w przyszłości anulowany. W takim scenariuszu niemieckie siły powietrzne mogłyby zostać zmuszone do jeszcze większego oparcia swoich zdolności na amerykańskich samolotach F-35, niż pierwotnie zakładano.
Równolegle Bundeswehra planuje zakup uzbrojenia dalekiego zasięgu. W planach jest nabycie 400 pocisków manewrujących Tomahawk Block Vb od koncernu RTX wraz z trzema zestawami wyrzutni Typhon produkowanymi przez Lockheed Martin. Wartość tego kontraktu ma wynieść około 1,8 mld euro. Dodatkowo rozważany jest zakup czterech kolejnych samolotów patrolowych i rozpoznawczych Boeing P-8A Poseidon.
Choć w debacie publicznej pojawiają się tezy o zmniejszaniu uzależnienia Niemcy od uzbrojenia ze Stany Zjednoczone, aktualne decyzje wskazują na utrzymywanie silnej zależności w kluczowych obszarach. Dotyczy to przede wszystkim zdolności nuklearnych, uderzeń dalekiego zasięgu, systemów rozpoznania oraz obrony przeciwrakietowej. Charakter wojny na Ukrainie unaocznił znaczenie niemal wszystkich tych komponentów.
W tle tych decyzji pozostaje także polityczne napięcie w relacjach transatlantyckich. Administracja prezydenta Donalda Trumpa oczekuje większej samodzielności europejskich państw w sferze obronności, jednocześnie zachęcając je do inwestowania w amerykański sprzęt wojskowy.
Kresy.pl/The Hill
































