Administracja Donalda Trumpa zapowiedziała stopniowe wygaszanie części programów wsparcia militarnego dla krajów Europy Wschodniej, w tym państw bałtyckich. Decyzja ma związek z polityką „America First” i oczekiwaniem większego zaangażowania Europy w finansowanie własnej obrony.
Stany Zjednoczone planują stopniowo wycofać część programów pomocy w zakresie bezpieczeństwa dla państw położonych w pobliżu granicy z Rosją – podały w czwartek dwa źródła zaznajomione ze sprawą. Informację tę jako pierwsza przekazała gazeta Financial Times.
Decyzja wpisuje się w realizowaną przez prezydenta Donalda Trumpa politykę „America First”, w ramach której jego administracja ogranicza skalę zagranicznej pomocy i oczekuje od sojuszników, że wezmą na siebie większą część kosztów własnej obrony. Zmiany dotkną m.in. Estonii, Łotwy i Litwy, czyli krajów szczególnie narażonych na zagrożenia ze strony Rosji.
Zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami, Kongres USA zatwierdził finansowanie programu prowadzonego przez Departament Obrony, jednak tylko do końca września 2026 roku. Jak wynika z doniesień Financial Times, potwierdzonych przez jedno ze źródeł, administracja Trumpa nie wystąpiła z wnioskiem o przedłużenie inicjatywy.
Poproszony o komentarz przedstawiciel Białego Domu odwołał się do rozporządzenia podpisanego przez Trumpa w styczniu, tuż po rozpoczęciu drugiej kadencji. – „Pierwszego dnia swojej drugiej kadencji prezydent Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze w sprawie ponownej oceny i dostosowania amerykańskiej pomocy zagranicznej” – poinformował urzędnik.
– „Działanie to zostało skoordynowane z państwami europejskimi, zgodnie z rozporządzeniem wykonawczym i długoletnim naciskiem prezydenta na to, by Europa wzięła większą odpowiedzialność za własną obronę” – dodał przedstawiciel Białego Domu.
Krytycznie do tej decyzji odniosła się część amerykańskich polityków. Senator Jeanne Shaheen, najwyższa rangą przedstawicielka Demokratów w Komisji Spraw Zagranicznych Senatu, oceniła, że jest to decyzja błędna. – „To kompletnie pozbawione sensu, aby podważać gotowość obronną naszych sojuszników w tym samym czasie, gdy oczekujemy od nich zwiększenia własnych zdolności. To stwarza również zagrożenie dla amerykańskich żołnierzy, gdy ograniczamy szkolenie sojuszniczych wojsk, u boku których mieliby walczyć” – podkreśliła w oświadczeniu.
Przypomnijmy, że we wtorek prezydent Karol Nawrocki, podsumowując rozmowę z amerykańskim przywódcą, zapowiedział rozpoczęcie rozmów o dużym projekcie, który – jak zaznaczył – ma szansę zakończyć się sukcesem i wzmocnić bezpieczeństwo Polski.
Przedstawiciele USA i Polski będą rozmawiać o „dużym projekcie, który jest przed nami, który mam nadzieję skończy się sukcesem” – powiedział Nawrocki po spotkaniu w Waszyngtonie.
W trakcie konferencji padło pytanie od dziennikarza Polsat News, Grzegorza Urbanka, o ewentualną zmianę charakteru obecności amerykańskich wojsk w Polsce. „Chciałem zapytać o deklarację bezpieczeństwa. Czy wśród tych deklaracji w grę wchodzi nie tylko zwiększenie obecności amerykańskich żołnierzy, ale na przykład ich stała obecność, nie tylko rotacyjna? Czy taki temat się pojawił?” – zapytał reporter.
Prezydent potwierdził, że temat zwiększenia liczby wojsk USA w Polsce jest częścią szerszych rozmów. Po stronie amerykańskiej negocjacje będzie prowadził sekretarz obrony Pete Hegseth, a stronę polską reprezentować ma szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomir Cenckiewicz.
Jak zaznaczył Nawrocki, „te rozmowy poszły w kierunku i stałej obecności (żołnierzy – red.), i gwarancji bezpieczeństwa, i też projektów, które w najbliższym czasie będą nowe dla polskiej infrastruktury bezpieczeństwa, ale będą realizacją pewnych założeń, które są bardzo potrzebne”.
W jego ocenie, spotkanie z prezydentem USA było bardzo owocne. „Trump dał Polsce gwarancję bezpieczeństwa i podkreślił naszą sojuszniczą współpracę w dziedzinie wojskowej. To duży sukces tego spotkania” – podkreślił.
Kresy.pl/Financial Times






























