Szanse na odnalezienie żywych ofiar katastrofy w elektrowni wodnej na Jenisieju są znikome – poinformował dyrektor rosyjskiego obiektu. Wasilij Zubakin podkreślił jednak, że akcja poszukiwawcza jest kontynuowana.
W katastrofie zginęło 12 osób, a 64 uważa się za zaginione.
W akcji uczestniczy około 900-set osób. Specjalne ekipy starają się także powstrzymać rozprzestrzenianie się oleju, który wyciekł z uszkodzonej elektrowni. Plama mierzy już ponad 5 kilometrów długości.
Minister do spraw sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu zapowiedział wcześniej skierowanie w rejon katastrofy kolejnych kilkuset ratowników. Zapewnił, że gigantycznej tamie, spiętrzającej wodę na wysokość 240 metrów, nic nie grozi i że nie dojdzie do zalania okolicznych miejscowości.
Hydroelektrownia jest położona w rosyjskiej Republice Chakasja, w południowej części Syberii. Zaopatruje w prąd między innymi kilka miejscowych fabryk aluminium. Jest piątą co do wielkości na świecie. Pierwszy blok energetyczny został oddany do użytku w 1978 roku, a 10 lat później została ukończona budowa całego zakładu. Od 2011 roku ma się rozpocząć jego modernizacja.
IAR/Kresy.pl





























