Żółte kamizelki rozlewają się na Europę

Protesty francuskich „żółtych kamizelek” elektryzują opinię publiczną w całej Europie, a także przybierają coraz gwałtowniejszy charakter. Na razie trudno mówić o ich sukcesie, ponieważ francuskie władze nie wycofują się całkowicie z podwyżek akcyzy na paliwo, ale oddolny ruch zaczyna zdobywać popularność również w innych państwach Europy Zachodniej.

Demonstracje przeciwko podwyżkom cen paliw trwają już od ponad dwóch tygodni i nie zapowiada się, aby miały one szybko wygasnąć. Drugą sobotę z rzędu na ulicach Paryża doszło do poważnych zamieszek, przy czym francuska policja mimo szeroko zakrojonych działań znajdowała się w poważnej defensywie. Nie zmieniła się z kolei percepcja protestów w największych mediach, wyraźnie sprzyjających prezydentowi Emmanuelowi Macronowi, które wciąż przedstawiają manifestacje jako wyraz buntu skrajnej lewicy i radykalnej prawicy.



Osłona medialna powoduje zresztą, że władze są zupełnie głuche na postulaty protestujących, o czym mówiła chociażby szefowa Zjednoczenia Narodowego, Marine Le Pen, wzywająca do rozwiązania parlamentu. Macron zapowiedział więc, że nie wycofa się z zapowiadanych podwyżek akcyzy, jednocześnie nakazując premierowi Édouardowi Philippe odbycie spotkania z liderami protestów. Problem polega jednak na tym, że szef rządu próbował już rozmawiać z „żółtymi kamizelkami” przed sobotnimi manifestacjami, jednak do jego siedziby przyszły tylko dwie z ośmiu zaproszonych osób, które bardzo szybko opuściły Pałac Matigon. Obecnie rządzący proponują zawieszenie podwyżek na pół roku, ale to nie satysfakcjonuje francuskiego społeczeństwa.

Coraz częściej mówi się wręcz o wprowadzeniu stanu wyjątkowego, ponieważ protesty rozlały się już na cały kraj, a w niektórych miejscowościach widać pierwsze oznaki solidarności policji z demonstrantami. Zażegnanie kryzysu politycznego nad Sekwaną przy użyciu środków specjalnych jest nie tylko pomysłem rządzących, lecz również części nieformalnych liderów „żółtych kamizelek”. Część z nich uważa bowiem, że władzę powinien przejąć generał Pierre de Villiers, były szef francuskiego Sztabu Generalnego, który w ubiegłym roku podał się do dymisji w proteście przeciwko ograniczeniu wydatków na armię.

Gwałtownie w Belgii

W Belgii do podobnych pomysłów jeszcze daleka droga, ale sąsiad Francji również dorobił się swojego ruchu „żółtych kamizelek”. Mieszkańcy walońskiej części kraju przez kilka dni skrzykiwali się na spontaniczny protest w Brukseli, który ostatecznie odbył się w miniony piątek. Jeśli chodzi o frekwencję nie przypominał on demonstracji odbywających się po drugiej stronie belgijsko-francuskiej granicy, lecz pod względem przebiegu nie różnił się od obrazków z okolic paryskich Pól Elizejskich. Belgijskie „żółte kamizelki” stoczyły więc kilkugodzinną bitwę z policją, zakończoną zniszczeniem kilku radiowozów oraz licznymi aresztowaniami.

W tym przypadku odpowiednikiem Macrona jest belgijski premier Charles Michel, utrzymujący zresztą bliskie relacje z francuskim prezydentem, który niedawno był hucznie witany w Brukseli. Obaj politycy reprezentują neoliberalne ruchy polityczne, charakteryzujące się szerokim poparciem wśród mediów głównego nurtu i zmuszające zwykłych obywateli do zaciskania pasa.

Właśnie przeciwko takiej polityce demonstrowały belgijskie „żółte kamizelki”, niezadowolone z dalszych podwyżek podatków oraz rosnących cen podstawowych produktów. Należy przy tym podkreślić, że szef belgijskiego rządu krytykował wszczynanie co prawda wszczynanie zamieszek, ale w porównaniu do francuskiego prezydenta stara się podjąć rzeczywisty dialog z protestującymi. Michel stwierdził więc, że reformy są potrzebne, bo „pieniądze nie biorą się z nieba”, jednocześnie chcąc „przekształcić gniew społeczny w pozytywne rozwiązanie problemów”.

Spokojniej w Holandii

„Żółte kamizelki” protestują z kolei w sposób pokojowy w Holandii, co ma zapewne związek z na razie niewielką liczbą uczestników demonstracji. Na ulicach Hagi, Nijmegen i Maastricht pojawiło się zaledwie kilkaset osób, natomiast w najbliższych dniach kolejna manifestacja ma odbyć się w Amsterdamie. Holendrzy w porównaniu do Francuzów i Belgów mają jednak dużo szerszą listę postulatów.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Zobacz także: Żółte kamizelki rewolucjonizują Francję

Demonstrują nie tylko przeciwko rosnącym cenom, będących pochodną rosnących wydatków na redukcję emisji dwutlenku węgla, ale również niskim płacom utrudniającym klasie robotniczej opłacanie bieżących rachunków, pogarszającej się sytuacji holenderskiej służby zdrowia i rosnącemu deficytowi demokracji. Ponadto tamtejsze „żółte kamizelki” kwestionują pakt migracyjny Organizacji Narodów Zjednoczonych, który chce w Marrakeszu podpisać liberalny premier Mark Rutte.

Ten ostatni postulat powoduje, że demonstracje cieszą się zwłaszcza poparciem elektoratu antyimigracyjnej prawicy, czyli Partii Wolności Geerta Wildersa i bardziej konserwatywnego Forum na rzecz Demokracji, lecz także miejscowej Partii Socjalistycznej. Ogółem holenderskie „żółte kamizelki” mogą liczyć jak na razie na zdecydowane poparcie ponad jednej trzeciej społeczeństwa, przy czym należy pamiętać, że ruch dopiero rozpoczyna swoją działalność.

Niemcy następni?

Symbol francuskich protestów staje się również popularny w Niemczech, gdzie żółte kamizelki odblaskowe przywdziali głównie przedstawiciele ruchów sprzeciwiających się islamskiej masowej imigracji. Po dłuższej przerwie można było więc usłyszeć ponownie o ruchu Pegida, który w sobotę przyciągnął pod berlińską Bramę Brandenburską blisko tysiąc przeciwników wspomnianego porozumienia migracyjnego z Marrakeszu.

Co ciekawe francuskie „żółte kamizelki” cieszą się największym poparciem wśród niemieckiej lewicy. Szefowa postkomunistycznego Die Linke, Sahra Wagenknecht, nazwała demonstrujących Francuzów wzorem do naśladowania, gdyż jej zdaniem protesty ludzi przeciwko pogarszaniu się ich stopy życiowej zawsze są słuszne.

Marcin Ursyński

Reklama




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz