Jest takie stanowisko Ministerstwa Oświaty, że cokolwiek by robili w ramach “optymalizacji sieci szkół”, to robią to “dla dobra dziecka”. My natomiast uważamy, że to absolutnie nie jest dla dobra dziecka. Zamknięcie czy obniżenie statusu szkoły nie jest dla dobra dziecka. – oceniła w rozmowie z naszym portalem Krystyna Dzierżyńska, prezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”.
Kresy.pl: Ile szkół z polskim językiem nauczania działało na Litwie w zakończonym roku szkolnym? Ilu uczyło się w nich uczniów? Według danych z roku szkolnego 2021/2022 było ich 12 230.
Krystyna Dzierżyńska: Na Litwie w zakończonym roku szkolnym działały 64 szkoły z polskim językiem nauczania, w tę liczbę wschodzą filie. Gimnazjów, pełnych szkół kończących się maturą, mamy 35. Był pion polskich klas w gimnazjum w Rudziszkach, ale jest ono już całkowicie litewskie. Polskie gimnazja stanowią około 10 proc. wszystkich gimnazjów na Litwie.
To więcej niż proporcja Polaków na Litwie…
Tak. W szkołach polskich uczyło się w zakończonym roku szkolnym 11 280 uczniów. Od zawsze uczniowie szkół polskich stanowili około 4 proc. uczniów na Litwie. Choć obecnie oscyluje to wokół 3,4-3,5 proc. Należy zaznaczyć, że liczba dzieci w polskich szkołach zmniejszała się wraz z niżem demograficznym, ale od trzech lat mamy stopniowy wzrost proporcji. Widzimy to na przykładzie pierwszych klas. W zakończony roku szkolnym mieliśmy ponad tysiąc pierwszaków. W końcówce sierpnia będziemy wiedzieli ilu będzie w nowym roku szkolnym.
Społeczność polska na Wileńszczyźnie żyje od ponad dwóch lat sprawą dwóch polskich szkół w rejonie trockim, które są w procesie nieustannego dążenia władz rejonowych do ich zamknięcia. W 2020 r. zagrożenie takie wisiało nad Gimnazjum „Żejmiana” w rejonie święciańskim. Szkoła wisiała na włosku. W rejonie wileńskim część szkół zamieniono w filie. A w rejonie solecznickim samorząd sądzi się z rządem o utrzymanie mniejszych polskich szkół. Jakie są przyczyny takiej polityki litewskich władz różnych szczebli? Czy chodzi tu tylko o rozwiązania formalne, czy stoi za tym jakaś nieformalna wizja?
Jest takie stanowisko Ministerstwa Oświaty, że cokolwiek by robili w ramach „optymalizacji sieci szkół”, to robią to „dla dobra dziecka”. My natomiast uważamy, że to absolutnie nie jest dla dobra dziecka. Zamknięcie czy obniżenie statusu szkoły nie jest dla dobra dziecka. Rodzice stają przed dylematem: dokąd posłać dziecko? Czy nie zabrać z tej szkoły, która była gimnazjum a raptem staje się filią.
Uważamy, że to jest kwestia obecnej koalicji rządzącej, która, choć mówi o integracji, to niektóre działania są podobne bardziej do asymilacji. Na to wskazuje przykład dwóch szkół w rejonie trockim. Polskojęzyczne gimnazjum w Połukniu ma taką samą liczbę dzieci, jak miejscowe gimnazjum litewskie, ale to status polskiego jest obniżany do poziomu szkoły podstawowej. Podobnie jest ze Szkołą Podstawową im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach. Obok jest szkoła litewska, która otrzymała status progimnazjum, a polskiej szkole niczego do tego statusu nie brakowało, lecz ta druga stała się filią. W świadomości rodziców z tej miejscowości pojawiają się wątpliwości.
W perspektywie historycznej rejon trocki miał dziewięć polskojęzycznych szkół i z nich zostały dwa pełne gimnazja, gimnazjum w Połukniu pod znakiem zapytania, bo toczy się w jej sprawie proces sądowy, i Szkołę Podstawową, w sprawie której też jest proces. Jeśli weźmiemy postanowienie samorządu rejonowego, ogłoszone przy okazji rocznicy polsko-litewskiego traktatu o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, to jest likwidacja. Czujemy się pokrzywdzeni taką decyzją. Jako Stowarzyszenie popieramy protesty w tej sprawie organizowane przez rodziców, Akcję Wyborczą Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin, Związek Polaków na Litwie. Mówi się, że rodzice mają decydować, ale te reformy nie są na życzenie rodziców. To odgórne decyzje.
Uważamy, że szkoły dla mniejszości narodowych powinny być traktowane w sposób szczególny, zamiast trzymać się sztywno wymogów, że w klasie początkowej być musi ośmioro dzieci (w wyjątkowym przypadku z łączeniem klas), a od XI klasy ma być nie mniej niż 12 dzieci. Początkowo mowa była o 31, 21 ale po licznych pismach, licznych spotkaniach zmienili warunek. A jeśli jest 11? Likwidować wszystko? To absurd. Uważamy, że jeśli samorząd zgadza się na finansowanie, to takie restrykcje nie mogą być stosowane.
Od kiedy trwa taka polityka?
„Optymalizacja” ruszyła, jak zmieniła się koalicja rządząca, po wyborach w 2020 r. Teraz rządzi Związek Ojczyzny, Partia Wolności, Ruch Liberałów. Jak tylko zmniejszyła się w Sejmie liczba posłów Polaków z ramienia AWPL-ZChR nastąpiły nieprzyjazne kroki wobec tych szkół.
Próbujemy to zmieniać poprzez spotkania z władzami różnych szczebli. Jesteśmy obywatelami Litwy, płacimy podatki, mamy więc prawo akcentować to, co jest dla nas ważne. Spotykamy się także w przedstawicielami władz Polski, ostatnio z marszałkiem Sejmu Szymonem Hołownią. Strona litewska tłumaczy, że mają się nad tym pochylić, ale bardzo różny bywa kąt tego pochylenia.
Ubiegły rok szkolny był naprawdę bardzo trudny. Mieliśmy jeszcze ekscesy ze strony władz Wilna. Raptem były już wicemer Arūnas Šileris doszedł do wniosku, że w pełnowymiarowych szkołach polskich należałoby otworzyć z dniem 1 września klasy z litewskim językiem nauczania. Pytanie: po co? Szkoły były na nie. Šileris motywował, że to poprawi jakość nauczania języka litewskiego w tych szkołach. Nie dał się przekonać, że poziom jego nauczania poprawi nie dodatkowa klasa, ale przygotowanie odpowiednich podręczników, o które zabiegamy od ćwierćwiecza, dodatkowe przygotowanie nauczycieli, odpowiedniego programu nauczania.
W obecnej sytuacji geopolitycznej głos Šilerisa, by wycofać język rosyjski ze szkół mniejszości narodowych uważam za co najmniej nieodpowiedzialny. Co prawda zamiast tego proponował język hiszpański jednak nie wskazując skąd mają być nauczyciele. Cieszymy się, że ten pan zakończył już swoją karierę.
Głośno jest teraz o programie rządowym „Szkoły tysiąclecia”. W jaki sposób oddziałuje on na szkoły z polskim językiem nauczania, szczególnie te małe?
Chodzi w nim o zamykanie małych szkół, lub robienie z nich filii, dowożenie do wielkich szkół, która będzie super wyposażona i w której dzieci będą miały większy wybór przedmiotów… Wiem jednak, że nasze polskie szkoły są dobrze wyposażone, wyremontowane, dlatego, że pomoc z Polski była ogromna i mamy nadzieję, że nadal będzie. W naszych szkołach nie jest skromniej.
Mówiono, że dzieci będą dowożone z odległości nie większej niż 30 km. Nikt jednak nie bierze pod uwagę, że dzieci nie dowozi się po linii prostej. Dzieci dowożone muszą wsiadać do busika zaraz po lekcjach i nie mają zajęć pozalekcyjnych.
Kilka szkół polskich z rejonu wileńskiego i solecznickiego bierze udział w tym programie, bo są obiecywane dodatkowe środki finansowe. Jednak mogą z niego korzystać tylko placówki ze wspomnianymi kompletami uczniów. W sejmowym Komitecie Oświaty negatywnie na temat programu wypowiadali się także przedstawiciele szkół litewskojęzycznych. Uważam, że nic nowego nie wniesie to do procesu nauczania.
Niemal w każdej miejscowości działa już obok szkoły polskiej szkoła litewska. A część z nich to szkoły ministerialne, które mają inne możliwości finansowe, mają więcej środków i mogą sobie pozwolić na więcej niż szkoły samorządowe. Te szkoły to ewenement zamieszkanych przez Polaków rejonów wileńskiego i solecznickiego. Po odrodzeniu niepodległości Litwy władza doszła do wniosku, że wszędzie, gdzie jest zwarta społeczność polska, będzie uczyć języka litewskiego bardziej niż ojczystego języka mniejszości. A szkoła polska to nie tylko nauka. To także kultura. To także religia. W szkołach litewskich – głównie etyka. Nie wiem czy ta droga byłaby najlepsza dla naszej społeczności.
Czy w tych sztywnych ramach polityki edukacyjnej jest miejsce na szczególne traktowanie szkół służących mniejszościom pod względem finansowym?
Jest. Finansowanie jest wyższe o 15-20 proc. Jednak to finansowanie musiałoby być wyższe o 50 proc. Jest w nich język polski jako dodatkowy przedmiot. Podręczniki polskojęzyczne są drogie. Podręcznik wydany w języku litewskim kosztuje około 18 euro. Podręcznik przetłumaczony na język polski już prawie 28 euro. W ubiegłym roku weszły nowe programy nauczania, a nie było podręczników. Potem gorączkowo pisano podręczniki w języku litewskim. Dla nas musiały być tłumaczone na język polski. A każde wydawnictwo chroni swoje prawa autorskie i nie zgadza się na tłumaczenie i wydanie w Polsce.
Zabiegamy o to, by było jakieś dofinansowanie, bo od tego roku szkolnego będziemy musieli mieć nowe podręczniki dla każdej klasy parzystej . W ubiegłym roku było dofinansowanie z koszyczka, niewielkie dofinansowanie z Unii Europejskiej, ale nie wystarczyło. Dzięki zabiegom ze strony Polski, Ministerstwa Edukacji i Nauki, Instytutu im. św. Maksymiliana Marii Kolbego, dzięki ich finansowaniu udało się przetłumaczyć część podręczników przedmiotowych i przekazać do szkół.
Co będzie w przyszłym roku szkolnym?
Nie może być tak, że uczeń polskiej szkoły idzie do domu z litewskim podręcznikiem. Będą wątpliwości rodziców: skoro przynosi litewski podręcznik, to po co posyłać dziecko do polskiej szkoły.
W 2019 r. minister oświaty Litwy podpisał ustawę, że można sprowadzać podręczniki wydawane w państwach UE do nauki języka ojczystego. I sprowadzamy. Poprosiliśmy nauczycieli, by wybrali te, które są najbliżej naszego programu nauczania i okazało się, że to podręczniki Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego. Tak wyszło z ich praktyki. Nauczyciele dodają do tego nasz kontekst regionalny.
Można odnieść wrażenie, że szkoły odpowiadające na szczególne potrzeby mniejszości nie są traktowane przez władze w szczególny sposób. Być może należałoby ustanowić na Litwie formalny status szkoły mniejszościowej, nie tylko z językiem nauczania mniejszości narodowej? Tak funkcjonuje edukacja w Rumunii, gdzie umożliwia to dodatkowo realizowanie takich przedmiotów jak historia społeczności czy macierzy narodowej, dodatkowe zajęcia z kultury.
Na Litwie wciąż nie mamy Ustawy o mniejszościach narodowych. Nie ma takiego prawnego statusu na Litwie, choć ciągle się to zapisuje w uchwałach i postanowieniach. Nie ma definicji prawnej mniejszości narodowej. Nam coraz częściej jest wmawiane, że jesteśmy „społecznością” – po litewsku „bendrija”, a nie mniejszością narodową. Myślę, że drugie wyrażenie nie jest używane, bo znajduje się ono w prawie międzynarodowym i uprawnienia mniejszości są w nim określone.
Taki status by się przydał. Na lekcjach historii w naszych szkołach mówi się o ogólnej historii, ale nie mówi się o historii Polski, mniejszości. Niektóre szkoły robią to na zajęciach fakultatywnych, te które mają taką możliwość. Natomiast jeśli idzie się według podręcznika, to dziecko niewiele się dowie. W dodatku w klasie V i VI historia ma być już nauczana po litewsku, bo jest „litewski kontekst”. Takie są zalecenia ministerstwa, które mają ponoć pomóc w lepszym opanowaniu języka litewskiego.
Szkoła to przede wszystkim uczniowie, szkoła to także podręczniki, ale to również nauczyciele. Na Wileńszczyźnie rozlegają się głosy, że również z nauczycielami może być problem, bo obecna kadra jest już w zaawansowanym wieku . Czy litewski system uczelni wyższych zaspokaja potrzeby szkół z polskim językiem nauczania?
W 2016 r. przeprowadzono badania mające wykazać perspektywy kadrowe polskich szkół na Litwie. Wówczas już wyszło nam, że do 2026 r. będzie nam bardzo brakowało nauczycieli-przedmiotowców, szczególnie nauk ścisłych, ale także nauczycieli języka polskiego i klas początkowych. Sygnalizowaliśmy to Ministerstwu Oświaty. Przyszła pandemia koronawirusa. Nauczyciele powyżej 50, a szczególnie 60 lat zaczęli masowo odchodzić ze szkół. Nie każdy nauczyciel był w stanie przejść na zdalne nauczanie. Ten problem stał się bardzo widoczny na całej Litwie, także w szkołach polskich. Dyrektorzy mówią, że mieć komplet nauczycieli to największy ból głowy przed 1 września. W polskich szkołach nauczyciele nie mają najczęściej pełnego wymiaru godzin, więc zatrudniają się w dwóch, albo i trzech. Te luki są w miarę wypełnione.
Reforma szkolnictwa wyższego rozwaliła system przygotowywania kadr. Mieliśmy Wileński Instytut Pedagogiczny, działający od czasów radzieckich. Został on przekształcony w Uniwersytet Pedagogiczny, aż wreszcie został włączony do Akademii Oświaty kowieńskiego Uniwersytetu Witolda Wielkiego, działając w Wilnie. Akademia kształci nauczycieli polonistów. Zabiegaliśmy o to, żeby byli kształceni nauczyciele od razu dwóch specjalności w rodzaju polonista-historyk. Tak było kiedyś i to się sprawdzało. Ministerstwo częściowo wyszło nam naprzeciw, pozwoliło łączyć polonistykę z anglistyką. Polonistyka jest także na Uniwersytecie Wileńskim, ale dopiero od dwóch lat wprowadzono tam profil pedagogiczny. I teraz też zabiegają by kształcić nauczycieli
Jednak przez te wszystkie zmiany jakie następowały prestiż zawodu nauczyciela coraz bardziej upadał. Także pod względem finansowym. Były strajki. Dopóki nie wróci prestiż nauczyciela, młodzież nie kwapi się na studia pedagogiczne. W końcu Ministerstwo uznało je za kierunki priorytetowe i każda osoba, która je wybierze będzie miała dodatek finansowy w wysokości ponad 300 euro. Okazało się jednak, że wśród tych priorytetowych kierunków nie ma polonistyki. Wspiera więc Ambasada RP. Niestety, ostatnio studentów polonistyki nie ma zbyt wiele: sześć-osiem osób.
W roku akademickim 2023-2024 wileńska filia Uniwersytetu w Białymstoku otworzyła studia magisterskie na kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna. Zgłosiło się tam ponad 20 osób. Jest nadzieja, że będzie narybek. To nam pomoże.
Czy tej luki nie uzupełniają studia młodzieży z Wileńszczyzny w Polsce?
Gdy Litwa nie była w Unii Europejskiej studia w Polsce były bardzo popularne. To była możliwość wyjazdu, atrakcyjnych studiów i otrzymania dobrego stypendium. Po wstąpieniu do UE otworzył się rynek, młodzież wybiera studia w różnych państwach europejskich i studia w Polsce nie cieszą się już taką popularnością. Kiedyś, gdy egzaminy na studia w Polsce przeprowadzał konsulat, mieliśmy 200-250 kandydatów. Na ostatniej takiej rekrutacji 7 lat temu było około 30 osób.
Jest i tak, gdy ktoś wyjeżdża na studia do Polski zdarza się, że wychodzi za mąż, ktoś się ożeni i zostaje. Choć są nauczyciele, którzy wykształcili się w Polsce i pracują w rejonowych mniejszych szkołach. Są nauczyciele obywatele Polski, panie które przybyły za głosem serca i dobrze sobie radzą. Bardzo się z nich cieszymy.
W zakończonym właśnie roku szkolnym po raz pierwszy od 26 lat w szkołach na Litwie odbył egzamin maturalny z języka polskiego. Dlaczego jest on taki ważny?
Przez te lata organizowano egzaminy w ramach szkoły, przez postanowienie rady szkoły, samych rodziców. Ministerstwo godziło się, by ocena z niego była na świadectwie maturalnym. Jednak to nie dawało uczniom formalnie nic. Ani na Litwie, ani w Polsce. Mieliśmy taki przypadek, że jednej z absolwentek brakowało punktów w czasie rekrutacji, a jej koleżanka miała punkty za egzamin państwowy z języka rosyjskiego i otrzymała wobec polskiej uczelni wyższą punktację. Kuriozum.
To była ciągła walka. Zebraliśmy 25 tys. podpisów, by przywrócić maturalny status języka polskiego. Stawiano na różnych szczeblach wszelkie przeszkody. Państwo finansuje naukę języka polskiego przez 12 lat, a nie było zainteresowane wynikiem. W roku 2019 r. była podpisana międzypaństwowa deklaracja dotycząca oświaty polskiej na Litwie i litewskiej w Polsce. W 2020 r. został podpisany harmonogram wykonanie ustaleń. Powstała na Litwie komisja do spraw oświaty mniejszości narodowych przy Ministerstwie Oświaty i spotykaliśmy się, w tym pięć osób z naszego kręgu.
Nastąpiła zmiana programów nauczania. Powiedzieliśmy, że skoro ona nastąpiła, to przywróćmy egzamin maturalny z języka polskiego. W harmonogramie było to zapisane na 2022 r. Tłumaczono nam jednak, że Rosjanie nie chcą, że nie będzie równości. A my odpowiadaliśmy, że my chcemy. Sytuacja geopolityczna sprawiła, że już nie jest ważne, że Rosjanie nie chcą i w 2023 r. odbył się egzamin pośredni, przed maturą, dla uczniów klas XI. Całkiem dobrze wypadł. Około 30 proc. otrzymało wysoką ocenę. Ten egzamin składał się na 40 proc. oceny końcowej, a egzamin maturalny na 60 proc. 12 lipca będziemy wiedzieli jak wypadł.
Według tego co mówiło Ministerstwo waga tego egzaminu będzie taka sama, jak egzaminu państwowego z każdego innego przedmiotu. Na Litwie uczeń musi zdać egzaminy państwowe z języka litewskiego i matematyki oraz przedmiotu do wyboru. W tym roku szkolnym egzamin z języka polskiego wybrali wszyscy uczniowie polskich szkół – 778 abiturientów.
Wyniki z języka polskiego będą wliczone przy rekrutacji na uczelnie?
Ministerstwo twierdzi, że tak. Jednak w naszym Ministerstwie różne rzeczy się zdarzają, będziemy mogli potwierdzić, że tak się stało jak już będą wyniki. Myślę jednak, że będzie to honorowane przez uczelnie w Polsce.
Chcemy jednak aby ten egzamin był dwupoziomowy: na poziomie rozszerzonym i na poziomie podstawowym. Tak jest na egzaminie z języka litewskiego. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak było z językiem polskim. Ktoś, kto będzie potrzebował wyższej punktacji, wybierze egzamin rozszerzony. Maksymalnie uczniowie mogą złożyć siedem egzaminów.
Chodzi o możliwość wyboru. Litwini mają, dlaczego my nie możemy mieć? Mamy nadzieję, że prestiż języka polskiego jako przedmiotu wzrośnie. Dla wszystkich przywrócenie egzaminu maturalnego to było wielkie święto.
Od jakiegoś czasu w debacie o kwestiach oświatowych na Litwie pojawia się koncepcja, aby język polski stał się przedmiotem – językiem obcym w szkołach litewskojęzycznych. Część komentatorów obawia się, że podważy to pozycję szkół z polskim językiem nauczania w oczach rodziców Polaków.
Myślę, że w takiej szkole dziecko nie nauczy się języka polskiego w takiej objętości i na takim poziomie, bo będzie uczony jako język obcy. Także i teraz część dzieci z rodzin polskich, lub mieszanych trafia do litewskich szkół. Proponowaliśmy jednak taką próbę by język polski jako obcy zaczął być wprowadzany w odległych stronach Litwy, od Żmudzi począwszy. Tam język polski jest nieznany, a jest to przecież język sąsiada, partnera strategicznego. Spróbujmy wprowadzić pilotażowo do tamtych szkół. A na Wileńszczyźnie można na samym końcu, jeśli będzie taka potrzeba. Jednak, jak mówiłam, propozycje samorządu Wilna były inne: zacznijmy od hiszpańskiego, a nie od polskiego. Czy to dojdzie do skutku? Nie widzę wielkiego zainteresowania tamtej strony.
Trzeba jeszcze pomyśleć, co będzie z nauczycielami, czy to nie odciągnie nam polonistów ze szkół polskich.
W starszych klasach gimnazjalnych i z matury wycofano język rosyjski. Wiem, że dla uczniów z Wileńszczyzny jako język występujący w otoczeniu społecznym, był to przedmiot ułatwiający im pięcie się po kolejnych szczeblach edukacji. Czy taka decyzja pomaga dzieciom?
Sądzę, że dzieciom to nie pomaga. Moje zdanie jest takie, iż znajomość kilku języków jest rzeczą niezwykle ważną. To pomaga na rynku pracy, daje szersze możliwości. Mamy takie sygnały od uczniów. Także uczniowie i nauczyciele szkół litewskich nie wypowiadali się w tej sprawie jednoznacznie.
Czy zmniejszy to liczbę używanych rusycyzmów? Być może, trudno powiedzieć. Nie były też zgodne z prawdą uwagi tego rodzaju, że w polskich szkołach wybiera się tylko język rosyjski, w miejsce angielskiego. Twierdzono, że Polak z rejonu to rosyjskojęzyczny, nie polskojęzyczny – to było krzywdzące. Mamy przykłady maturzystów ze szkół rejonowych, mówiących piękną polszczyzną. Owszem, młodzież wtrąca słowa rosyjskie w codziennych kontaktach, jednak jadąc autobusem słyszę i Litwinów bardzo rubasznie używających tego języka.
Mija już 12 lat od reformy ministra Steponavičiusa, oprotestowanej masowo przez tutejszych Polaków. Pamiętam jak w 2012 r. robiłem reportaż z kilkutysięcznego protestu ulicznego przeciwko tej nowelizacji. Jej głównym elementem było ujednolicenie egzaminów maturalnych z języka litewskiego w szkołach służących mniejszościom narodowym. Jaki, z dłuższej perspektywy, jest bilans tej reformy?
Zebraliśmy wówczas ponad 60 tys. podpisów przeciwko niej. Przekazaliśmy je Sejmowi, rządowi, pani prezydent. Bilans jest raczej negatywny niż pozytywny. Pierwsze dwa lata były dla naszych maturzystów strasznie trudne. W przypadku tych maturzystów liczba godzin nauki języka litewskiego różniła się o 800 w porównaniu do szkół litewskojęzycznych. Po drugie maturzyści musieli w ciągu klas XI-XII przerobić materiał, jaki Litwini mieli już przerobiony. Wyniki się posypały, kiedy jeszcze przed reformą były podobne do wyników egzaminów w szkołach litewskich. W ciągu pięciu lat wyniki były gorsze.
Ta reforma zmusiła rodziców do opłacania korepetycji, a uczniów do kierowania całego wysiłku wyłącznie na język litewski, bo on decydował o przyjęciu na studia. Te wyniki dopiero teraz się wyrównują. One jednak nigdy nie będą takie same jak u Litwinów, bo to nie jest dla naszych uczniów język ojczysty.
Ciągle zabiegamy o odpowiednie podręczniki, o odpowiednie przygotowanie nauczycieli i odpowiedni program nauczania. Tak aby te dzieci uczyły się tego języka w sposób dla siebie normalny.
Jak rozumiem dziecko przychodzące obecnie do pierwszej klasy wprost z polskojęzycznej rodziny ma się uczyć od początku litewskiego, jak dzieci, dla których jest to pierwszy język?
Dokładnie, ma uczyć się z tego samego podręcznika, ćwiczeniówki, a nauczyciel ma nauczać według tego samego programu. Poradnia pedagogiczno-psychologiczna z rejonu wileńskiego przeprowadziła badania i okazało się, że ponad 80 proc. dzieci przeżywa stres i stres przeżywają rodzice, ponieważ rodzice nie zawsze są w stanie pomóc ze skomplikowanymi zadaniami z języka litewskiego. Dziecko nabiera negatywnego stosunku. Nie dlatego, że to jest język litewski, a po prostu dlatego, że sobie nie radzi. A mogłoby sobie radzić, gdyby wszystko zostało przygotowane. Od 12 lat na każdym spotkaniu z urzędnikami mówimy, prosimy. Sytuacja zmienia się tylko trochę. Już wyrasta to pokolenie, które od początku uczyło się według tego ujednoliconego programu.
Czy nie jest tak, że presja powodowana przez to ujednolicenie prowadziła do marginalizacji wysiłku na rzecz nauczania języka polskiego?
Tak i właśnie dlatego nalegaliśmy na powrót języka polskiego na maturę. Co do litewskiego, to nawet nauczyciele lituaniści wskazywali na konferencjach, że potrzebują narzędzi. To był problem i ten problem nie został rozwiązany.
Czy we władzach jest refleksja w sprawie podręczników, programu nauczania?
Teraz twierdzą, że właściwie można nic nie zmieniać, bo zmieniło się otoczenie społeczne, jest bardziej litewskojęzyczne. Uważamy, że brakuje chęci do dobrych zmian. Gdyby dać szansę przygotowania odpowiednich narzędzi lituanistom, ekspertom, którzy praktykują w polskich szkołach, sytuacja uległaby poprawie. A tak nauka języka polskiego i innych przedmiotów ucierpiała. Wszystko zostało rzucono na jedną szalę.
Rozmawiał: Karol Kaźmierczak
