Węgierskie problemy ze środowiskami żydowskimi

Mimo swojego proizraelskiego stanowiska i spotkań z przedstawicielami najbardziej ortodoksyjnych środowisk żydowskich w Polsce, rządzący obóz Prawa i Sprawiedliwości nie powstrzymał ataków na nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Podobną politykę od lat prowadzi także węgierska prawica, lecz i tutaj skutki są raczej odwrotne od zamierzonych.

Regent Miklós Horthy jest uważany na Węgrzech za bohatera narodowego, ale nie przez wszystkich. Lewicowi intelektualiści określają go oczywiście mianem „faszysty” kolaborującego z hitlerowskimi Niemcami, natomiast środowiska żydowskie dokładają jeszcze oskarżenie o jego współudział w Holocauście. Właśnie z tego ostatniego powodu w ubiegłą sobotę odwołano tradycyjne uroczystości upamiętniające postać Horthy’ego, w którym miał wziąć udział między innymi wiceprzewodniczący parlamentu, Sándor Lezsák z rządzącego Fideszu.



Wydarzenie nie doszło do skutku, ponieważ po protestach czołowych węgierskich organizacji żydowskich zrezygnowano z odprawienia Mszy Świętej w jednej z parafii w Budapeszcie. Tamtejszy proboszcz zauważył, że dotychczas uroczystości ku czci węgierskiego regenta z lat 1920-1944 nie wzbudzały większych kontrowersji, a zaplanowano je według kalendarza liturgicznego na sobotę przed rocznicą śmierci Horthy’ego, który zmarł 9 lutego 1957 roku w portugalskim Estoril.

Wspomniane organizacje, na czele z Federacją Gmin Żydowskich na Węgrzech (Mazsihisz), zaprotestowały nie tylko przeciwko przeprowadzeniu rocznicowych obchodów w czasie Dnia Pamięci o Ofiarach Holocaustu, ale przede wszystkim były oburzone możliwością uczestniczenia w nich przedstawiciela rządzącej prawicy. Z tego powodu ewentualny udział Lezsáka w wydarzeniu nazwano „deptaniem pamięci wszystkich węgierskich ofiar” II wojny światowej, a także „wkładem w fałszowanie historii”, stąd też „żaden przedstawiciel państwa nie powinien przyczyniać się do budowania kultu Horthy’ego”.

Nie pierwszy raz

To nie pierwsza krytyka Fideszu ze strony środowisk żydowskich, zaniepokojonych faktem czczenia regenta jako jednego z węgierskich bohaterów narodowych. Podobne kontrowersje w czerwcu ubiegłego roku wywołał sam premier Viktor Orbán, który pochwalił zaangażowanie części międzywojennych polityków w odbudowę Węgier po I wojnie światowej, w tym również oczywiście rolę Horthy’ego. Na jego słowa szybko zareagował wspomniany Mazsihisz, który stwierdził, że „doświadczenie historyczne społeczności żydowskiej dowodzi, że Węgry miały ciemną kartę dwudziestowiecznej historii – w dużej mierze przez działalność Horthy’ego”.

Takie stanowisko Żydów wobec regenta spowodowane jest faktem, iż jeszcze w czasie jego rządów rozpoczęto ich deportację do obozów koncentracyjnych, w wyniku czego śmierć miało ponieść nawet 600 tysięcy osób pochodzenia żydowskiego. Współczesne organizacje żydowskie działające na Węgrzech nie przypominają jednak, że wywózek dokonano dopiero po rozpoczęciu niemieckiej okupacji kraju bratanków w marcu 1944 roku oraz że zostały przerwane pod naciskiem Horthy’ego cztery miesiące później.

Godzien jest robotnik zapłaty swojej (1Tm 5, 18)

Przekaż 50 zł

Zasłużyliśmy na Twoje wsparcie?

Regent nie jest jedyną postacią, której upamiętnienie zostało oprotestowane przez miejscowych Żydów. W zimie 2015 roku w Székesfehérvárze zablokowano odsłonięcie pomnika zamordowanego przez komunistów Bálinta Hómana, w latach trzydziestych ministra wyznań religijnych i oświecenia, który miał być zwolennikiem prześladowania osób żydowskiego pochodzenia. Na ten temat głos zabrał nie tylko Europejski Kongres Żydów, lecz nawet dyplomacja Stanów Zjednoczonych. Przy czym sam Orbán od początku dystansował się od pomysłu postawienia monumentu, choć wywodzący się z Fideszu burmistrz miasta uznawał demokratyczne prawo obywateli do upamiętniania konkretnych postaci.

Starszym przykładem żydowskiego nacisku w kwestiach węgierskiej historii jest nieco zapomniana sprawa sprzed czterech lat, kiedy to Mazsihisz oprotestowywał z kolei budapesztański pomnik ofiar II wojny światowej. Węgierscy Żydzi byli oburzeni znajdującą się na nim tablicą, na której nie wspomniano o współudziale Węgrów w Holocauście.

Skrucha bez efektu

Podobne wydarzenia mają miejsce mimo wielu gestów Orbána w kierunku środowisk żydowskich na Węgrzech. Węgierski premier kilkukrotnie potępił antysemickie wystąpienia, a najdobitniej zrobił to w lipcu ubiegłego roku, a więc miesiąc po aferze związanej z jego słowami na temat Horthy’ego. Lider Fideszu stwierdził wówczas, że Węgrzy przed ponad siedemdziesięcioma laty nie zapewnili dostatecznej ochrony Żydom. Uczynił to zresztą w trakcie budapesztańskiej wizyty izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, który mógł także usłyszeć zapewnienia o wsparciu węgierskiego rządu dla środowisk żydowskich.

W maju 2013 roku Orbán wziął z kolei udział w zjeździe Światowego Kongresu Żydów (WJC), podczas którego wyrażał obawy z powodu rosnącego jego zdaniem antysemityzmu w Europie, w tym także w jego własnym kraju. Szef Fideszu nie szczędził przy tym wielu komplementów stronie żydowskiej, która jego zdaniem ubogaca Europę, a Talmud jest źródłem wielu przydatnych mądrości.

To jednak nie wystarcza, a jak widać oskarżenia o antysemityzm i chęć meblowania węgierskiej historii przez organizacje żydowskie wcale nie ustają. Tak stało się nawet przy okazji kampanii wymierzonej w finansistę Georga Sorosa. Urodzony na Węgrzech amerykański Żyd oskarżany jest przez rządzących o sprowokowanie kryzysu imigracyjnego w roku 2015, który ma być ich zdaniem częścią planu mającego w swoich założeniach zniszczyć chrześcijańską tożsamość Europy. Na wiosnę ubiegłego roku na terenie całego kraju pojawiły się więc billboardy ostrzegające przed Sorosem, co zdaniem lokalnych środowisk żydowskich „wywoływało antysemickie postawy” wśród Węgrów. Kontrowersji sprawie nadawał fakt, że oświadczenie na ten temat pojawiło się na stronach Mazsihisz zaledwie kilka godzin po podobno owocnym spotkaniu jego liderów z Orbánem…

Nie trzeba było długo czekać, aby głos sprawie kampanii billboardowej zabrał izraelski resort spraw zagranicznych. Przy czym nieco ostrożniej do sprawy podszedł premier Netanjahu, który także nie należy do ulubieńców Sorosa, wypowiadając się na ten temat dużo bardziej powściągliwie. Nie zmieniają to jednak faktu, że jak na razie liczne gesty w kierunku społeczności żydowskiej nie zmieniły jej krytycznego stosunku do węgierskiej historii i tradycji.

Marcin Ursyński

Reklama



2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz