W Mohylewie nad Dniestrem

Mohylew Podolski, w czasach Rzeczypospolitej zwany Mohylowem, to jedno z najbardziej urokliwych miast ukraińskiego naddniestrza.

Leży ono w kotlinie Dniestrowej, otoczonej zewsząd górami. Choć geograficznie należy do Podola, to klimatycznie do sąsiedniej Mołdawii. Dzięki temu, jak napisał dr Antoni I. Rolle: „Życie roślinne wcześniej tu się budzi i później umiera, kwiaty bogatszej barwy, winnice i jedwabnictwo są głównym przedmiotem zachodów i trosk uboższych mieszkańców, zimy w istotnym znaczeniu tego wyrazu nigdy prawie nie ma, upały latem podzwrotnikowe„.



Latem upały w Mohylewie nadal są podzwrotnikowe. Miasto to ma wciąż międzynarodowy charakter. Na jego ulicach słyszy się nie tylko język ukraiński, ale także rosyjski i mołdawski.

Można zaryzykować opinię, że rozpad ZSRR wyszedł miastu na zdrowie. Z prowincjonalnego miasteczka stał się ponownie miastem, z przejściami granicznymi dla ruchu towarowego, kolejowego i osobowego między Ukrainą a Mołdawią. Przez Mohylew transportowane są główne potoki towarów i ludzi między Mołdawią, Ukrainą a Rosją. Kiszyniów blokuje zbuntowaną Naddniestrzańską Mołdawską Republikę i omija biegnące przez nią szlaki. Przez co traci Tyraspol, a zarabia Mohylew. Miasto stało się dzięki przejściu dla pieszych i bezwizowym ruchu między Ukrainą a Mołdawią ośrodkiem przygranicznego handlu.

Bazar w Mohylewie czynny jest przez cały tydzień, od rana do wieczora. „Mrówki” z obu stron przenoszą wszystko, na czym można zarobić. Z Otaci po mołdawskiej stronie do Mohylewa płynie na plecach „mrówek” przede wszystkim alkohol. Mołdawskie wino jest wciąż tańsze od ukraińskiego. Powodzeniem cieszą się również wszelkiego rodzaju mołdawskie owoce. Z wyglądu zabudowań stojących po mołdawskiej stronie Dniestru widać, że handel opłaca się nie tylko mieszkańcom Mohylewa. Trawestując powiedzenie Rollego, że „rubel jest w Mohylewie w największym poszanowaniu„, obecnie stwierdzić można, że w największym poszanowaniu jest tam dolar.

Żyje z granicy

Granica i związany z nią ruch sprawia, że Mohylew w odróżnieniu od innych miast tętni życiem. Sporo w nim barów i restauracji. Widać, że tutejsi ludzie mają pieniądze i lubią się bawić. Na terenie miasta powstały trzy filie wyższych uczelni, co jak na 37 tys. miasto jest swoistym rekordem. Potwierdza to też statystyka demograficzna. Dzięki nim przynajmniej część młodzieży pozostaje na miejscu i zakłada tu rodziny.

W 1989 r. miasto liczyło 36.300 mieszkańców, zaś obecnie liczba wzrosła do 37.400. Przemysł stworzony w Mohylewie w czasach radzieckich zmniejszył zatrudnienie, ale nie upadł. Dalej funkcjonuje fabryka win i przetwórnia owocowo-warzywna, działają zakłady wytwarzające maszyny młyńskie i precyzyjne części. Na pełnych obrotach „chodzi” mleczarnia.

Polacy przyjeżdżający do Mohylewa szukają z reguły śladów umocnień i forteczki, w której stała polska załoga, wspominana chociażby w „Trylogii” Henryka Sienkiewicza. Postąpił tak m.in, odwiedzający Mohylew w czasie podróży po Ukrainie Juliusz Słowacki. Mohylew pełnił bowiem ważną rolę w ochronie południowej granicy Rzeczypospolitej na odcinku Podola. W jego pobliżu, na Dniestrze, było kilka brodów, przez które tatarskie zagony albo zwykłe kupy swawolników z multańskiego brzegu przenikały na lacki, siejąc na nim śmierć i zniszczenie.

Mohylew, podobnie jak wcześniej Żwaniec i Chreptiów wchodził w system strażnic, w których stały polskie komendy, obserwujące multański brzeg. Ich działalność bez wielkiej przesady na kartach „Pana Wołodyjowskiego” opisał Henryk Sienkiewicz. Nie stały one oczywiście stale, a tylko wtedy, gdy Mohylew i całe Naddniestrze znajdowało się w polskich rękach. Miasto to często przechodziło z rąk do rąk, w efekcie nigdy nie zdołało się rozwinąć i jak napisał Rolle „urosnąć„.

Pierwsze fortyfikacje i to naprędce wzniósł wokół miasta Szemberg, dowodzący artylerią konną w armii hetmana Żółkiewskiego, rozbitej przez Tatarów 5 km od Mohylewa, po mołdawskiej stronie. Przebił się on do Mohylewa w asyście kilkudziesięciu puszkarzy, 200 ludzi piechoty kwarcianej i resztek husarzy i Kozaków. Chciał bronić Mohylewa, ale przeciwnicy ukontentowani głową hetmana, miasteczka nie zaatakowali. Po bitwie pod Batohem w 1652 r. Kozacy zajęli Mohylew i solidnie się w nim okopali. Hetman Potocki usiłował, jak napisał kronikarz – „to hultajstwo wypędzić”, ale poniósł sromotną klęskę, okrywszy się hańbą. Utracił 3000 ludzi, w tym całą piechotę i dragonię. Dopiero w 1671 r. hetman Sobieski, oczyszczając zameczki kresowe, zajął również Mohylew. Właśnie w tym czasie w Chreptiowie gospodarzył pan Wołodyjowski, którego historia posłużyła Sienkiewiczowi do napisania trzeciej części „Trylogii”.

Wpadło w ręce Turków

Po Trakcie Buczackim całe Podole wraz z Mohylewem wpadło w ręce Turków. Choć formalnie należalo ono do nich aż do Pokoju Karłowickiego, to de facto załoga turecka opuściła je już w 1673 r. Miasto zajęli tzw. Kozacy przeddnieprowi, którzy przekształcili je w główny punkt wypraw na Mołdawię. W początkach XVIII w. miasto zostało obrócone w perzynę. Polski gubernator, przysłany aby je wskrzesić, zastał straszną pustkę. Jak napisał Rolle: „ani kościoła, ani cerkwi nawet bożnicy żydowskiej nie było”. Wszystkich mieszkańców gubernator doliczył się 122. Jednak powoli miasto podniosło się z ruin.

W 1742 r. parafia rzymskokatolicka została erygowana przez bp kamienieckiego Wacława Sierakowskiego. Akt ten poprzedziły liczne zabiegi potwierdzające, że parafia rzymskokatolicka istniała w Mohylewie w początkach XVII w. Nowa świątynia została wzniesiona w miejscu, gdzie według relacji świadków miała stać pierwsza, obok cmentarzyska przy cerkwi. Miejscowy dziedzic Franciszek Salezy Potocki zrobił jednak biskupowi dowcip, budując świątynię ormiańską p.w. Grzegorza Iluminatora. Bowiem chciał ściągnąć do powracającego do życia miasta Ormian, widząc w nich najlepszy element miastotwórczy. Żydom zakazano bowiem osiedlać się w Mohylewie.

Ormiańska wspólnota w Mohylewie rozwijała się bardzo dynamicznie. Jej członkowie korzystali z licznych przywilejów, a także opieki garnizonu 500 żołnierzy piechoty. Miasto szybko się zaludniało, osiedlali się w nim i bogacili nie tylko Ormianie, ale i kupcy greccy. Ci pierwsi mocno zapuścili tu korzenie. Takie rodziny jak: Kirkorowicze, Agopsosowicze, Pisarowicze, Kolustowie, Awedykowie, Piaseccy i Czajkowscy stały się znane w całej okolicy. Do historii tej wspólnoty wpisał się zwłaszcza wójt Jan Krzysztofowicz Satow, który swój urząd pełnił przez kilka kadencji.

Dynamiczny rozwój

O dynamicznym rozwoju Mohylewa świadczy fakt, że w 1776 r. było w nim 1167 domów, w których zamieszkiwało ponad 11 tys. osób. Od 1780 r. Mohylew miał przywilej dwutygodniowego jarmarku, mający „poczynać się w wigilię św. Anny, podług kalendarza łacińskiego”. Sprzedawano na nim, zdaniem Rolle`a: „zamszy, safiany, juchty, kurdybany, podeszwy, meszty, papucie, buty żółte, czerwone i inne towary z rzemiosła saffanickiego”.W mieście powstało również „bractwo saffanickie”, skupiające ormiańskich rzemieślników.

Kościółek ormiański szybko okazał się za mały. Przez co w 1772 r. przystąpiono do budowy nowego kościoła. Zakończono ją 1791 r., staraniem ks. Szymona Krzysztofowicza. Kościół otrzymał wezwanie Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny.

Upadek Rzeczypospolitej spowodował także upadek Mohylewa, ale od strony kościelnej awans. Miasto stało się w 1806 r. siedzibą diecezji ormiańskiej, obejmującej parafie znajdujące się na ziemiach polskich, włączonych do zaboru rosyjskiego. Nie była ona duża. Oprócz Mohylewa obejmowała jeszcze: Raszków, Bałtę, Kamieniec, Jekaterynosław i Karassubazar. Pierwszym biskupem został ks. Józef Krzysztofowicz.

Diecezja istniała krótko, bo do 1848 r., kiedy to Pius IX przelał na biskupów kamienieckich władzę nad Ormianami. Parafie ormiańskie szły bowiem w rozsypkę. Nie potrafiły też wyłonić żadnego kandydata na biskupa. Do końca XIX w. parafia w Mohylewie zlatynizowała się całkowicie. Miejsce Ormian w miasteczku zajęli Żydzi. Mohylew stał się też jedną z największych przystani na Dniestrze, do której zwożono pszenicę, spławianą następnie szkutami i galerami nad Morze Czarne. W miasteczku powstało wiele magazynów zbożowych. Oprócz pszenicy z Mohylewa spławiano także drewno, kamienie młyńskie, gips, smołę, wapno i szkło.

Na celowniku GPU

Przed I wojną światową parafia rzymskokatolicka w Mohylewie liczyła 1448 wiernych. Po przyłączeniu Podola do Związku Radzieckiego funkcjonowała początkowo w miarę normalnie, choć nie bez trudności. Jej proboszczem był ks. Karoweć Makary Michajłowicz. Bazylianin, jeden z kilku księży obrządku wschodniego, którzy w latach dwudziestych, a częściowo trzydziestych pracowali na Ukrainie jako duszpasterze Polaków. Oprócz Mohylewa obsługiwał on jeszcze parafię w Ozaryńcach. Musiał pracować z dużym poświęceniem, bo sowieckie służby uważały go za niebezpiecznego. W 1929 r. GPU postanowiło wydalić go za kordon. Naczelnik przygranicznego GPU Lipski w piśmie do sekretarza okręgowego komitetu partyjnego Karpowa napisał, że Karowiec musiał być wydalony, ponieważ był „jednym z aktywniejszych księży”. Jako obywatel Polski został deportowany, a nie zesłany np. na Sołowki, co stało się udziałem większości księży w Rosji sowieckiej. Być może na takie humanitarne rozwiązanie zdecydował się naczelnik przygranicznego GPU, który sądząc po nazwisku był najprawdopodobniej Polakiem.

Pozbawiona kapłana parafia przetrwała do połowy lat trzydziestych. Najprawdopodobniej w ramach antypolskiej operacji w 1937 r. została zniszczona. Jej cały aktyw został aresztowany i wymordowany, a duży murowany kościół wysadzony w powietrze. Po parafii zatarto wszelkie ślady. Najprawdopodobniej represje przeżyli tylko ci, którzy zadeklarowali się jako Ukraińcy. Dla Polaków nie było miejsca w nadgranicznym mieście. Cały pas przygraniczny miał z nich być oczyszczony, a Mohylew był jednym z punktów wyjściowych do ataku na rumuńską Mołdawię. Nie na darmo Stalin rękami więźniów zbudował prowadzącą do niej słynna szosę „stalinkę”, po której miały w przyszłości jechać sowieckie czołgi.

Polskie odrodzenie

W czasie II wojny światowej parafia w Mohylewie nie odrodziła się, choć miasto było pod okupacja rumuńską. Nie było bowiem już czego odradzać.

Po II wojnie światowej nikt w Mohylewie nawet nie myślał o wskrzeszeniu parafii. Dopiero po śmierci Stalina ludzie zaczęli wychodzić z podziemia. Po raz pierwszy oficjalnie dali o sobie znać w 1957 r. Dwukrotnie wystąpili o przydzielenie wspólnocie budynku dla zorganizowania w nim kaplicy. Przypominali w swych pismach, że w latach trzydziestych kościół został im bezprawnie zarekwirowany. Władze odnotowały ten fakt, ale pozostawiły bez odpowiedzi.

Najwytrwalsi z nich, co odnotowali obserwatorzy KGB, przyjeżdżali w zwartych grupach do kościoła w Szarogrodzie. Później zaczęli do nich okresowo dojeżdżać kapłani, posługujący w Wierzbowcu, Strudze i Barze. Czynili to oczywiście potajemnie, spotykając się z wiernymi w mieszkaniach prywatnych. Z księży był wśród nich: Józef Kuczyński, Jan Olszański, Bronisław Biernacki i Jerzy Nagórny.

W latach osiemdziesiątych Msza św. była już dla tutejszych katolików odprawiana w miarę regularnie, w domu pani Heli. W końcu „pierestrojki” mieszcząca się u niej kaplica, wraz z parafią, została oficjalnie zarejestrowana. W 1991 r. posługę w niej objęli księża Marianie, którzy zaczęli tworzyć ośrodek duszpasterski. To już jest jednak temat na inną okazję.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz