Łuck: w cieniu Lubartowej wieży

Trafić do katedry w Łucku jest bardzo łatwo. Wraz z sąsiadującymi obiektami znajduje się ona pośrodku wzniesienia dawnej wyspy, która jest teraz rezerwatem historycznym Łucka. Razem z dawnym klasztorem brygidek, wieżą Czartoryskich i b. klasztorem szarytek tworzą kompleks monumentalnych obiektów, okalających zamek, składających się na planowy układ starego miasta.

Katedra to jedyna katolicka świątynia odzyskana w Łucku przez wiernych. Świadczy o jego katolickich tradycjach i związkach z łacińską kulturą. Obok zamku Lubarta to główny zabytek grodu nad Styrem. Ponownie jest kościołem ordynariusza diecezji łuckiej i powoli odzyskuje dawny blask.



Druga wojna światowa i okupacja najpierw sowiecka, później niemiecka i znów sowiecka sprawiły, że Łuck jako stolica diecezji przestał istnieć. Wszystkie struktury kościelne zniszczono. Księży na czele z biskupem Szelążkiem aresztowano i poddano represjom. Wielu z nich zamordowano. Łuck stał się miejscem ich kaźni. Część zginęła z rąk NKWD w czasie masakry dwóch tysięcy więźniów na początku 1941 r. Nie mogąc ewakuować więźniów, Sowieci postanowili ich wymordować. Cudem ocalał z ludobójczego pogromu proboszcz katedry ks. Władysław Bukowiński. Od kul bojców uchroniły go zwały trupów. Podczas pierwszej sowieckiej okupacji prowadził on dyskretną, lecz bardzo ożywioną działalność charytatywną. Wywożonym z Łucka do Kazachstanu Polakom podawał na stacji żywność i książeczki do nabożeństwa. Aresztowany, otrzymał wyrok 8 lat łagrów. Po uniknięciu cudem śmierci, powrócił na stanowisko proboszcza katedry. W czasie okupacji niemieckiej pomagał ukrywać dzieci żydowskie. Wraz z ks. Zygmuntem Chmielnickim odprawiał też w katedrze Msze św. za prowadzonych obok niej na śmierć Żydów. Katedra stała między zamkiem Lubarta a południowo – wschodnią częścią Łucka, gdzie od listopada 1941 r. Niemcy zorganizowali getto. Od reszty miasta oddzielał go nie mur, ale zakazy administracyjne. Dziesięć miesięcy później Niemcy przystąpili do likwidacji getta.

Księża z katedry zaangażowali się też w prace Katolickiego Komitetu Opieki, dla którego katedra była głównym oparciem. W budynku przy katedrze zorganizowano sierociniec prowadzony przez siostry zakonne. Małymi dziećmi zajmowały się siostry zakonne, a większymi osoby cywilne. Członkowie Komitetu wychodzili na peryferie Łucka i zbierali dzieci szukające w mieście ratunku. Komitet rozdawał także uchodźcom żywność pochodzącą ze zbiórek. W miarę możliwości starał się też znaleźć dla nich schronienie wśród polskich rodzin. Jak wynika ze wspomnień dawnych mieszkańców Łucka, zdarzało się, że nie tylko w jednym domu, ale nawet w jednym mieszkaniu żyło po kilka rodzin.###strona###

Proboszczowi łuckiej katedry ks. Władysławowi Bukowińskiemu udało się szczęśliwie dotrwać do ponownego wkroczenia Sowietów. Pomimo sugestii opuszczenia miasta, postanowił w nim pozostać, dzieląc los wiernych i trwającego na posterunku ordynariusza Adolfa Piotra Szelążka. Ponownie aresztowany, po wyroku w Kijowie rozpoczął „łagrową wędrówkę” i najbardziej heroiczny okres swojego apostolstwa.

Po zakończeniu działań wojennych niemal wszyscy Polacy opuścili Łuck, w efekcie czego tutejszy Kościół stracił praktycznie wszystkich wiernych. Do 1947 r. ich oparciem była katedra, w której posługiwał ks. Jan Rutkowski. W 1947 r. katedrę zamknięto zamieniając na magazyn. Parafii jednak nie zlikwidowano, pozwalając jej funkcjonować w kaplicy cmentarnej aż do śmierci ks. Rutkowskiego w 1955 r.

Katedra wykorzystywana na pomieszczenia magazynowe niszczała i ulegała dewastacji, podobnie jak cała łucka starówka. W latach 1970 – 1976 przeprowadzono jej remont z przeznaczeniem na Muzeum Ateizmu. Otwarto je w 1980 r., a w 1982 r. według projektu miejskiego architekta wykonano ekspozycję „Kosmos”. Spowodowało to zniszczenia głównego ołtarza i części mebli kościelnych. W tym czasie zginęło 20 bezcennych obrazów malarzy polskich i zagranicznych z XVII i XIX w. Zachowały się w nim tylko fragmenty empirowej ambony, konfesjonały i część mebli. Katolicy mimo, że zabrano im również po śmierci ks. Jana Rutkowskiego kaplicę na cmentarzu, trwali jednak w wierze, korzystając z podziemnego duszpasterstwa. Spotykali się na nabożeństwach w domach prywatnych. Dojeżdżał do nich początkowo o. Serafin Kaszuba kapucyn. Po jego oficjalnym wydaleniu z Wołynia, od 1961r. czynił to o. Rafał Kiernicki, franciszkanin, pracujący we Lwowie. O tym, że ich posługa była owocna, najlepiej świadczy fakt, że już w 1969 r. łuccy wierni złożyli wniosek o rejestrację wspólnoty rzymskokatolickiej, co świadczyło o ich dużej odwadze. Wniosek nie został nawet przyjęty. Od 1974 r. systematycznie dojeżdżał do wiernych w Łucku ówczesny proboszcz w Krzemieńcu ks. Marcjan Trofimiak, obecny ordynariusz diecezji. W 1990 r. komitet parafialny w Łucku formalnie zarejestrowano. Mógł on podjąć oficjalne starania o odzyskanie katedry. Najpierw zwrócono mu tylko jedną z kaplic w czynnym jeszcze muzeum ateizmu. Pierwszą Mszę św. odprawił w niej ks. Antoni Andruszczyszyn ze Sławuty we wrześniu 1990 r. Od tej pory w każdą niedzielę odbywały się w niej Msze św. Oficjalne przekazanie świątyni wiernym nastapiło w czerwcu 1991 r. Przez kilka lat jej proboszczem był ks. Ludwik Kamilewski, któremu udało się odzyskać także część dawnego klasztoru szarytek i rozwinąć wszechstronne duszpasterstwo, kładąc podwaliny pod reaktywowanie diecezji łuckiej, co nastąpiło w 1996 r. Dwa lata później katedra była świadkiem pierwszego po 73 latach ingresu biskupiego. Nowym ordynariuszem łuckim Stolica Apostolska mianowała bp. Marcjana Trofimiaka. Wchodząc w progi katedry hierarcha słusznie podkreślił , że nie wstępuje w nie jako obcy , ale „jako swój”.###strona###

W dziejach łuckiej katedry z chwilą objęcia stanowiska ordynariusza diecezji przez biskupa Marcjana Trofimiaka zaczął się nowy etap. Przyspieszono toczące się w niej prace remontowe, zdynamizowano duszpasterstwo. Włączył się w nie także sam biskup. On też po odejściu księdza Kamilewskiego do Żytomierza pełnił nawet obowiązki proboszcza świątyni.

Obecnie choć katedra tak jak cała starówka leży na uboczu miasta, to jej otoczenie tętni życiem. Bywa, że na placu przed kurią trudno znaleźć miejsce dla zaparkowania samochodu. W odzyskanej i wyremontowanej już wcześniej części dawnego klasztoru szarytek mieści się całe multum instytucji. Na piętrze mieszka i urzęduje ksiądz biskup. W swojej prywatnej bibliotece przyjmuje wszystkich interesantów i gości. Pod jego „apartamentami” znajduje się kuchnia i jadalnia – refektarz, a także „Caritas”. W skrzydle bocznym na piętrze pracownia komputerowa, mieszkają księża pracujący przy katedrze, a także ci dojeżdżający do innych pobliskich parafii. Na parterze ma także siedzibę „Maltańska Służba Pomocy Bliźniemu” i sale katechetyczne parafii. Pomimo, iż wszyscy są zabiegani, panuje tu domowa i wręcz rodzinna atmosfera. O godzinie czternastej wszyscy pracujący w gmachu, zarówno księża jak i świeccy zatrudnieni w kurii oraz ewentualni goście spotykają się na obiedzie w refektarzu, bo obiad – jak mówi biskup Marcjan – to rzecz święta! Oczywiście nie tylko dlatego, że podczas niego można napełnić brzuchy. Jest to okazja, by spotkać się, porozmawiać z ordynariuszem, podzielić się osiągnięciami i kłopotami.

W ubiegłym roku kurii udało się odzyskać drugą część dawnego klasztoru, w której obecnie są prowadzone wstępne prace remontowo – badawcze. Zostały już odsłonięte ściany piwnic, by osuszyć całą dolną mocno zawilgoconą kondygnację. Aktualnie specjalistyczna ekipa dokopała się do fundamentów budynku, po osuszeniu których założy na nich izolacje pionowe.###strona###

– Następnie stopniowo będziemy rewaloryzować cały obiekt zaczynając od wymiany dachu – mówi proboszcz katedry, a także kanclerz kurii diecezjalnej w Łucku ks. Jan Buras. Wszystkie prace wykonujemy oczywiście pod nadzorem konserwatorów zabytków. I to nie tych z Łucka, ale z Kijowa. Ministerstwo Kultury uznało bowiem, że dawny klasztor szarytek jest zbyt cenny, by jego służby nie trzymały pieczy nad rozpoczętą przez nas rewaloryzacja. Obiekt z zewnątrz musi spełniać jego wymagania. W nowej części chcemy w połączeniu z tą wcześniej odzyskaną urządzić rezydencję ordynariusza, a także biura kurii i wszystkich urzędów, które zgodnie z prawem kanonicznym w jej strukturach powinny funkcjonować.

Ksiądz kanclerz i proboszcz zarazem żyje i urzęduje w mieszkaniu z którego może patrzeć na fronton katedry. Jest ona niewątpliwie jego oczkiem w głowie. To kapłan z dużym doświadczeniem pracy na Wschodzie. Przez 9 lat pracował na terenie archidiecezji lwowskiej. Potem wrócił do diecezji przemyskiej, z której pochodzi, by po trzech latach zgodzić się na ponowny wyjazd na Wschód i podjęcie posługi w diecezji łuckiej.

– Muszę przyznać, że przed wyjazdem na Wołyń trochę się wahałem – wspomina. – Miałem bowiem świadomość, ze jest to zupełnie inny teren niż Galicja, że tutejsi mieszkańcy mają odmienną mentalność, a Kościół katolicki funkcjonuje w głębokiej diasporze. Obawiałem się różnorakich konfliktów i problemów. Rzeczywistość okazała się jednak nie taka straszna. Będąc tu już prawie dwa lata nigdy nie doświadczyłem ze strony władz czy też zwykłych Ukraińców jakiejkolwiek nieżyczliwości.###strona###

Życzliwość i sympatia jest ks. Janowi z pewnością potrzebna. Obowiązków mu nie brakuje. Tym bardziej, że kontynuując dzieło poprzedników, prowadzi dalej renowację katedry. Jest ona konieczna nie tylko po to, aby przywrócić jej dawny blask, lecz by zabezpieczyć ją przed niszczeniem.

– W minionym roku zakończyliśmy naprawę głównego dachu – mówi. – Wymieniliśmy całą konstrukcję drewnianą, a także poszycie nad nawą główną, pokrywając je blachą miedzianą. Obecnie zabraliśmy się za żmudny remont wnętrza zakrystii. Odtworzyliśmy już wszystkie odlewy gipsowe zniszczonej sztukaterii. Obecnie przystępujemy do malowania pomieszczenia. Konserwatorzy dobierają odpowiednie kolory. W przyszłości planujemy podjęcie podobnych czynności w całym kościele.

Odnawianie świątyni i budynków kurii nie wypełnia oczywiście całego czasu ks. Burasa. Wraz z wikarym ks. Grzegorzem Oważanym i siostrami zakonnymi poświęca jego większość pracy duszpasterskiej. Parafia katedralna należąca do największych w diecezji łuckiej jest specyficzną wspólnotą. Posługujący w niej kapłan musi wykazać wiele taktu, wyczucia i zrozumienia. Choć Polacy żyjący w Łucku odegrali główną rolę w odzyskaniu katedry i stworzeniu przy niej zalążka parafii, to dzisiaj już nie oni nadają jej ton. Ma ona charakter wielonarodowy. Należą do niej także Czesi, Niemcy, Rosjanie, Białorusini, Litwini i oczywiście Ukraińcy. Jest to spadek po Związku Radzieckim, kiedy to miasto będące ośrodkiem administracyjnym obwodu wołyńskiego, gwałtownie rozbudowało się, potrzebując różnych specjalistów. Odrodzenie religijne po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości sprawiło, że wielu z nich zaczęło szukać sensu życia i wracać do religijnych korzeni.

– Podkreślić chciałbym, że wśród wiernych coraz częściej zdarzają się osoby o czysto ukraińskim pochodzeniu, nie mającym nic wspólnego z polskością – mówi ks. Buras. – Fascynuje ich zachodnia kultura i rzymska liturgia. Bywa, że chcą się uczyć języka polskiego. Przychodzi np. do nas dziewczyna, która jest dyrygentką w chórze prawosławnym, ale swoją religijność chciałaby realizować w Kościele katolickim. Rozmawiała o tym ze swoim proboszczem, który odniósł się do jej zamiaru bardzo pozytywnie mówiąc, że Bóg jest jeden. Oczywiście nie wszyscy księża prawosławni odnoszą się w taki sposób do ludzi mających duchowe rozterki. Bywa też, że sami wierni prawosławni skłaniają osoby poszukujące do przyjścia do nas.###strona###

Łucka wspólnota nie jest oczywiście duża. Nawet według najbardziej optymistycznych rachunków liczy około sześciuset wiernych. Ksiądz Jan optymistycznie ocenia jednak jej perspektywy. Na podstawie swojej dwuletniej posługi wie, że powierzona mu „trzódka” systematycznie się powiększa. Wciąż przychodzą nowi ludzie. Parafia jest też rozwojowa. Należy do niej około setki dzieci i młodzieży. Wyróżnia się również składem społecznym wiernych. Zdecydowana większość z nich to przedstawiciele inteligencji. Znaczącą grupę tworzą zwłaszcza lekarze, wśród których jest sporo łuckich znakomitości, jak np. ordynatorów szpitali, którzy stosunkowo niedawno odnaleźli drogę do Boga. Spory odsetek wiernych stanowią też nauczyciele i urzędnicy.

W niedzielę są w katedrze trzy Msze św. Jedna o dziewiątej rano po polsku, która jest najbardziej uczęszczana i dwie o jedenastej i osiemnastej przeznaczone dla młodzieży, odprawiane po ukraińsku.

– Języka polskiego oczywiście z nabożeństw nie eliminujemy – podkreśla ks. Jan. – Osoby starsze, które go rozumieją, mają pełne prawo się w nim modlić. Zresztą można zauważyć, że osoby młode też uczą się języka polskiego bez większych trudności, znają go i rozumieją. Wielu z nich przychodzi też na polską Mszę św. W tygodniu są trzy Msze św. rano i trzy wieczorem. Poranne odprawiane są po polsku, wieczorne po ukraińsku. Na Msze św. , co mnie bardzo cieszy, przychodzą całe rodziny, czyli małżeństwa z dziećmi już ochrzczonymi w kościele.

W parafii dużą wagę przywiązuje się do katechezy. Na lekcje religii, organizowanych dla różnych grup dzieci i młodzieży, uczęszcza około osiemdziesiąt dziewcząt i chłopców. Ksiądz Jan stara się, by ich uczestnicy otrzymali solidna porcję wiedzy religijnej, stanowiącej później fundament w ich dalszym życiu zgodnie z zasadami wiary.###strona###

W każdy pierwszy czwartek miesiąca dla dzieci i młodzieży odprawiana jest w katedrze Msza św. Jej uczestnicy sami przygotowują do niej komentarze i modlitwy. W parafii jest spora, bo licząca 18 chłopców grupa ministrantów. Wiele dziewcząt należy natomiast do „Honoratek” czyli do stowarzyszenia , których członkinie podczas Mszy św. trzymają kościelne chorągwie i sztandary.

W parafii nie zapomina się także o katechizowaniu dorosłych. Siedem starszych osób niedawno przyjęło Sakrament Bierzmowania. W czasie ostatniej wizyty duszpasterskiej proboszcz ustalił, że 32 wiernych jeszcze do niego nie przystąpiło. Zaproponował wszystkim odrobienie tej „zaległości”. Zgłosiło się siedem osób, które po kilkumiesięcznym przygotowaniu uzupełniło brak. Ksiądz Jan ma oczywiście nadzieję, że w ich ślady pójdą następni.

Obecnie jest w parafii tworzona „Oaza Rodzin”. Sześć młodych małżeństw zgłosiło już do niej akces.

Starsi wierni należą do trzech „Róż Różańcowych”, stanowiących zaplecze modlitewne parafii.

Integralną częścią duszpasterstwa realizowanego w katedrze jest też opieka nad chorymi. Od roku w każdy pierwszy piątek miesiąca jeden z kapłanów odwiedza z Panem Jezusem osoby, które nie są już w stanie dotrzeć do świątyni. Wiernymi tymi na co dzień opiekują się też wolontariusze. Odwiedzają ich w domach. Przynoszą medykamenty, żywność, pomagają w porządkach itp. Dwa razy w roku, w okresach wielkanocnym i bożonarodzeniowym chorych przywozi się też na specjalne nabożeństwa do katedry.

Chlubą katedralnej parafii jest też chór, wykonujący utwory sakralne. Jest on znany nie tylko w Łucku, ale i w całej Ukrainie. Niedzielna Msza św. z jego udziałem stanowi dla wiernych duże przeżycie.

Marek A.Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz