Uniwersytet Jana Kazimierza ma 350 lat

W myśl starej akademickiej tradycji uniwersytet otrzymywał imię tego, który go fundował lub tworzył. Dlatego w Pradze działa Uniwersytet Karola – na cześć króla Karola IV Luksemburskiego, w Grazu Uniwersytet Karola Franciszka, na część założyciela arcyksięcia Karola II Franciszka, a w Berlinie Uniwersytet Humboldtów na cześć założyciela Fridricha von Humboldta i jego brata Aleksandra. W związku z tym, że Uniwersytet Lwowski, noszący od 1940 r. imię Iwana Franki, odwołuje się do tradycji akademii, którą erygował król Jan Kazimierz, nazwę „Uniwersytet Jana Kazimierza” można odnieść do całych dziejów uczelni, choć formalnie nosił ją w latach 1919-1939.

20 stycznia 1661 r. król Polski, Wielki Książe Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki… etc. Jan II Kazimierz wydał akt, nadający kolegium jezuickiemu we Lwowie godność akademii i tytuł uniwersytetu. W dyplomie erekcyjnym znalazły się słowa: pozwalamy, aby w tymże kolegium generalne studium w każdym dozwolonym fakultecie ustanowione było, tj. teologii scholastycznej i moralnej, filozofii, matematyki, obojga praw, medycyny, sztuk wyzwolonych i nauk zgoła wszystkich, według przyjętego akademii i uniwersytetu zwyczaju i praktyki.

„Dzieje wszechnicy lwowskiej – to historia realizowania swoistej koncepcji uniwersytetu jako wartości absolutnej i uniwersalnej”, a używane w pewnym okresie określenie „akademia militans[…] można śmiało rozciągnąć na cały okres jej dziejów” – pisał badacz dziejów nauki prof. Julian Dybiec. Rzeczywiście, gdy podążyć ścieżkami historii uniwersytetu we Lwowie nie da się nie zauważyć licznych meandrów udowadniających, że był „akademią walczącą”. Owe skomplikowane i zawiłe momenty w dziejach uczelni kilkakrotnie doprowadzały do jej zamknięcia, ale zawsze – jak feniks – powstawała z popiołów przeszłości i w krótkim czasie rozkwitała na cały kraj.

Już zanim doszło do wydania dyplomu przez króla Jana Kazimierza, jezuici zadbali o wysoki poziom założonego prze siebie we Lwowie w 1608 r. kolegium. Wielokrotnie podnoszono w literaturze, że program owego kolegium w dziedzinie filozofii i teologii nie ustępował niczym wielu europejskim ośrodkom, które szczyciły się tytułem uniwersytetu. Realia polskie były jednak takie, że wszechwładna, choć pogrążona w marazmie naukowym, Akademia Krakowska rościła sobie prawo do bycia jedynym uniwersytetem w państwie. Tylko stanowczej decyzji króla Stefana Batorego można zawdzięczać przekształcenie kolegium jezuickiego w Wilnie w akademię, która jeszcze przez dziesięciolecia strukturą i programem nie różniła się od większych kolegiów jezuickich, jak to we Lwowie, czy powstałe w 1571 r. kolegium w Poznaniu.

Możliwość zbudowania we Lwowie kolegium oraz świątyni i domu zakonnego zawdzięczali jezuici poparciu wybitnego dowódcy, znanego bardzo dobrze z kart podręczników szkolnych, hetmana Stanisława Żółkiewskiego, który przewodniczył też w lipcu 1608 r. ostatecznym pertraktacjom pomiędzy jezuitami a miastem, w efekcie których zakonowi przekazano łaźnię, szkołę, uliczkę i furtkę miejską. Żółkiewski doprowadził też do tego, że na sejmie pacyfikacyjnym w 1609 r. owe nadanie zostało zatwierdzone przez króla.

Dnia 2 października 1608 r. w nowopowstałym, nieposiadającym jeszcze własnego lokum kolegium jezuickim rozpoczęło zajęcia 28 studentów, których uczyło sześciu profesorów. Bardzo szybko szkoła rozrastała się. W 1612 r. uruchomiono studium filozofii, a rok później kurs matematyki. Liczba studiujących wzrosła w ciągu kilku lat do niemal pięciuset. Wśród uczniów ówczesnego kolegium był m.in. późniejszy przywódca kozaków Bohdan Chmielnicki. Od 1646 r. lwowskie kolegium jezuickie posiadało własną drukarnię „Typographia academia collegii S. J.”.

Po unii hadziackiej z 16 września 1658 r., w której przewidziano powołanie dwóch akademii w obrządku wschodnim, w tym jedną w Kijowie, a drugą w miejscu mającym być wskazanym w przyszłości, jezuici nasilili starania o formalne przekształcenie kolegium lwowskiego w akademię. Obawiali się, że realizacja unii hadziackiej doprowadzi do powstania we Lwowie akademii prawosławnej na bazie działającej od dawna szkoły przy powstałym w 1437 r. cerkiewnym bractwie stauropigialnym.

Król Jan Kazimierz był przychylny jezuitom, a w jego otoczeniu pracował związany blisko z lwowskimi jezuitami Jędrzej Sikorski. On to dopomógł realizacji starań rektora kolegium lwowskiego. Na początku stycznia 1661 r., gdy król gościł w krakowskim nowicjacie jezuickim przy kościele św. Macieja, przedstawił mu gotowy dyplom erekcyjny dla akademii we Lwowie. Niezwłocznie uzyskał podpis królewski, a wkrótce potem, w Częstochowie, także pieczęć kancelarii większej koronnej, a przez to i wpis do księgi kanclerskiej. Na dokumencie królewskim widniała data 20 stycznia 1661 r. i choć nie zachował się oryginał, to pozostała oblata w księgach Metryki Koronnej.

Dokument wystawiony w kancelarii króla Jana II Kazimierza Wazy przewidywał w strukturze uniwersytetu lwowskiego cztery wydziały (teologii, filozofii, medycyny i prawa). Niestety, wskutek protestów Akademii Krakowskiej i Akademii Zamojskiej, ani sejm ani papież nie zatwierdzili aktu erekcyjnego, wydanego przez króla. Jezuici używali jednak na określenie prowadzonej przez siebie placówki nazwy „akademia”, a od 1673 r. nadawali w ograniczonym zakresie stopnie naukowe z teologii i filozofii.

Kolejne lata nie sprzyjały rozwojowi lwowskiej placówki. Jezuitom urosła też konkurencja w postaci drugiego prężnego zakonu szkolnego – pijarów. W 1748 r. pijarzy, mający już bardzo dobre doświadczenie w organizowaniu nowoczesnego szkolnictwa na terenie Rzeczypospolitej podjęli próbę zorganizowania własnego kolegium we Lwowie, mającego być elitarną szkołą dla synów szlacheckich, na wzór utworzonego w 1740 r. przez księdza Stanisława Konarskiego Collegium Nobiliumw Warszawie. Pijarzy dość szybko uzyskali na realizację przedsięwzięcia środki finansowe i pozwolenie króla. W krótkim czasie na Przedmieściu Gliniańskim na Łyczakowie powstał piękny budynek planowego Collegium. Tymczasem jezuici, którym udało się odbudować pozycję we Lwowie, przyczynili się do szybkiego zamknięcia zakładu pijarskiego. W zabudowaniach popijarskich od XIX w. do dziś mieści się szpital miejski.

Nowe możliwości otworzyły się w połowie XVIII stulecia. Wykorzystując to, jezuici przy poparciu arcybiskupa lwowskiego Wacława Hieronima Sierakowskiego doprowadzili do tego, że 18 kwietnia 1758 r. król August III Sas potwierdził dyplom erekcyjny Akademii Lwowskiej, wydany przez króla Jana II Kazimierza. Dyplom ów zatwierdzony został bullą papieża Klemensa XIII z 24 marca 1759 r. Odtąd Akademia Lwowska mogła nadawać stopnie naukowe. Jednym z pierwszych doktorów Akademii został początkowo adwokat, a potem znany poeta Franciszek Karpiński (1741-1825). Dodajmy, że w tym czasie w Akademii Lwowskiej oprócz przedmiotów humanistycznych, filozofii i teologii, wykładano astronomię i architekturę, a także elementy prawa kościelnego. Jednym z najbardziej znanych do dziś profesorów ówczesnej lwowskiej akademii był wykładający w niej filozofię Grzegorz Piramowicz (1735-1801), który zasłynął ogromnym zaangażowaniem w prace Komisji Edukacji Narodowej, a przede wszystkim w powołane przy niej w 1775 r. Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych, którego był sekretarzem. Jemu też słusznie przypisuje się znaczne osiągnięcia towarzystwa w postaci 27 wydanych podręczników dla szkół średnich oraz parafialnych.

W kolejnych latach na nowo rozgorzała walka o prawa akademickie lwowskiej uczelni pomiędzy jezuitami a akademiami w Krakowie i Zamościu. W 1763 r. nakazano zamknięcie akademii, a bullę papieską cofnięto. W rok później jezuici formalnie zrezygnowali z nadawania stopni naukowych, ale nic nie zmienili w dotychczasowym akademickim programie nauczania, w niektórych dziedzinach nawet go rozszerzając. Powołano też studium dla synów szlacheckich na wzór tych pijarskich. W takim kształcie akademia dotrwała do pierwszego rozbioru Polski w 1772 r., w wyniku którego Lwów przypadł cesarstwu austriackiemu. Rok później papież Klemens IV bullą z 21 lipca 1773 r. pt. Dominus ac Redemptor Nosterzlikwidował zakon jezuitów, a tym, samym i jezuickie szkoły, w tym i akademię lwowską. Pozostała bogata biblioteka, budynki i nauczyciele (byli jezuici).

Choć jezuicka Akademia Lwowska upadła, to już rok później, na skutek zarządzeń cesarzowej Marii Teresy, zjechali do Lwowa – stolicy nowego kraju koronnego – dwaj doktorzy prawa, a także doktorzy medycyny, których głównym celem była edukacja. Pojawił się też zamysł utworzenia w mieście pełnego, czterowydziałowego uniwersytetu. Zrealizował go już następca Marii Teresy cesarz Józef II, który 21 października 1784 r. podpisał dyplom fundujący uniwersytet we Lwowie z wydziałami: teologii, prawa, filozofii i medycyny. Językiem wykładowym była łacina, a posiłkowo stosowano języki polski i niemiecki. Niedługo potem, w wyniku trzeciego rozbioru Rzeczypospolitej, Austria uzyskała znaczne ziemie, w tym uniwersyteckie miasto Kraków. Uznano, że istnienie dwóch uniwersytetów w jednym kraju jest niepotrzebne, w związku z czym, w 1805 r. formalnie przeniesiono Uniwersytet Lwowski do Krakowa, pozostawiając we Lwowie szkołę średnią (liceum) o strukturze uniwersyteckiej.

W 1809 r. książe Józef Poniatowski odebrał znaczną część ziem polskich Austrii i przyłączył je do Księstwa Warszawskiego, w tym również miasto Kraków. W związku z powyższym podjęto starania o przywrócenie we Lwowie uniwersytetu. Zaowocowały one dopiero po Kongresie Wiedeńskim, gdy stało się jasne, że Kraków zostanie wolnym miastem, czyli ograniczonym w swej suwerenności państwem o ustroju republiki.

Dnia 7 sierpnia 1817 r. cesarz Franciszek I wydał kolejny akt fundacji uniwersytetu we Lwowie. Na cześć króla fundatora nazywał się on C.K. Uniwersytetem Franciszka I. Choć nazwy tej używano oficjalnie do 1918 r., to już w połowie XIX w. przyznawano się do tradycji Akademii Lwowskiej, za dowód czego można uznać fakt, że berła rektorskie i dziekańskie zamówiono w 1861 r., a więc w 200. rocznicę fundacji Jana Kazimierza. Nowy uniwersytet, choć przewidziany jako czterowydziałowy, nie utworzył Wydziału Medycyny, a jedynie kilka katedr medycznych, które z czasem wygasały. Reaktywowanie Wydziału Lekarskiego miało miejsce dopiero w 1894 r., w czasie, gdy uczelnia była już najświetniejszym polskim ośrodkiem naukowym na świecie, konkurującym z wszechnicą jagiellońską w Krakowie. Zanim do tego doszło uniwersytet przeżył dwa okresy germanizacji, przecięte wiosną wolności 1848 r. Od początku lat sześćdziesiątych XIX wieku – w zmienionej już monarchii habsburskiej, bo konstytucyjnej i rządzonej przez liberalnego – bądź co bądź – Franciszka Józefa I, do którego do dziś na ziemiach byłej Galicji (ale i we Wrocławiu) i niektórzy z uczuciem wzdychają, język polski wchodził do administracji, sądownictwa, szkolnictwa ludowego i średniego, w końcu do szkół wyższych. Od początku lat siedemdziesiątych uniwersytet był już placówką w pełni polską, choć formalnie utrakwistyczną, a więc dwujęzyczną, w której wykładano w językach krajowych, czyli po polsku i po rusku tj. po ukraińsku. W rzeczywistości język ukraiński rozbrzmiewał z kilkunastu zdublowanych katedr (polskiej i ukraińskiej), w czego najwięcej na Wydziale Teologii. Fakt zaistnienia języka ruskiego, jako uniwersyteckiego miał ogromne znaczenie w procesie kształtowania się nowożytnego języka ukraińskiego.

Do czasu spolszczenia uniwersytetu z uczelnią związanych było wielu uczonych niemieckich i czeskich, choć najczęściej przez krótki okres, bo Uniwersytet Lwowski traktowano nawet w ministerstwie jako etap początkowy i przejściowy we właściwej karierze akademickiej i naukowej. Ci z nich, którzy zostawali we Lwowie najczęściej nie przeszli do dziejów nauki jako wybitni, z kilkoma wyjątkami.

Jako ciekawostkę wypada odnotować, że w dwukrotnym rektorem uniwersytetu (1802/1803 i 1827/1828) był Franciszek Masoch – profesor chirurgii i dziadek Leopolda Sacher-Masocha (1836-1895) – austriackiego pisarza uważanego za prekursora modernizmu, od którego pochodzi termin na określenie zaburzenia seksualnego – masochizm. Niektórzy podają, że Leopold Sacher-Masoch był od 1860 r. profesorem historii na UJK, ale nie potwierdzają tego źródła.

W pierwszej połowie XIX wieku chyba najbardziej znanym profesorem lwowskim był historyk Józef Mauss (1778-1856), nazywany „perłą między profesorami”, ale nie za dorobek naukowy, lecz za wybitne zdolności dydaktyczne i znakomite wykłady, w których tłumaczył „ducha dziejów w jego właściwym świetle”. Był wybitnym mówcą i rozmówcą. Posiadał bystry dowcip, a jego zajęcia – jak wspominali studenci – były ucztą intelektualną. Dorobku naukowego i piśmienniczego nie pozostawił niemal żadnego, dlatego trudno się dziwić, że ta wybitna postać rysuje się jak żywa jedynie we wspomnieniach ówczesnych, często wzbogacanych aforyzmami i historyjkami z wykładów. Oto jedna z historyjek: ktoś położył prof. Maussowi przed wykładem na katedrze małą mysz. Po wejściu do sali profesor spojrzał na nią i rzekł do studentów: Ich bin der Mauss.Das ist die Maus.Der Mauss wirft die Maus, Zum Fenster hinaus (Ja jestem pan Mauss, a to jest pani mysz. Pan Mauss wyrzuca panią mysz za okno).Gdy w 1831 r. podczas odczytywania listy obecności poinformowano prof. Maussa, że jeden ze studentów poszedł walczyć o Polskę, ten powiedział, że „poszedł spełnić swój obowiązek”.

W drugiej połowie XIX w., a zatem już na uczelni polskiej, wykształciło się kilka szkół naukowych. Od 1883 r. katedrę zoologii kierował wybitny uczony, podróżnik i zesłaniec syberyjski Benedykt Dybowski (1833-1930). Od 1872 profesorem chemii ogólnej i farmaceutycznej był Bronisław Radziszewski (1838-1914), jeden z najwybitniejszych polskich chemików, stawiany w trójcy obok Jędrzeja Śniadeckiego i Marcelego Nenckiego. Na Wydziale Filozoficznym od 1895 r. wykładał Kazimierz Twardowski – jeden z najwybitniejszych filozofów XIX i XX w., twórca znakomitej lwowsko-warszawskiej szkoły filozoficznej, do której należeli m.in. Kazimierz Ajdukiewicz, Tadeusz Kotarbiński, Stanisław Leśniewski, Jan Łukasiewicz, Alfred Tarski, Zygmunt Zawirski, Tadeusz Czeżowski, Władysław Witwicki, Maria Ossowska, Stanisław Ossowski, Władysław Tatarkiewicz i Izydora Dąmbska.

Profesorem tego samego wydziału był od 1898 r. do końca pierwszej wojny światowej znakomity historyk Szymon Askenazy, twórca tzw. szkoły historycznej lwowsko-warszawskiej (lub „szkoły Askenazego”). Poprzez swoje, pisane z ogromnym umiłowaniem „Najjaśniejszej Rzeczypospolitej” (jak nazywał Polskę) i powszechnie czytane książki stał się wychowawcą pokoleń Polaków. Jego literackiego „Księcia Józefa Poniatowskiego” utożsamiano w latach 1914-1920 z Józefem Piłsudskim, z którym ponoć Askenazy grywał we Lwowie w szachy.

Na Wydziale Prawa od 1887 r. profesorem prawa polskiego był Oswald Balzer – autor wznawianych do dziś dzieł, jak Genealogia Piastów, uczony powszechnie znany i szanowany w całym świecie naukowym. Od 1877 r. wykładał Ernest Till, któremu odrodzona już Polska zawdzięczała projekt kodeksu zobowiązań oraz stworzoną wokół niego lwowską szkołę prawa prywatnego, której najwybitniejszymi przedstawicielami byli Roman Longchamps de Berier oraz Kazimierz Przybyłowski. Niezwykle cenionym wśród studentów i uczonych był Stanisław Starzyński, profesor prawa konstytucyjnego od 1889 r., a jednocześnie wieloletni poseł do parlamentu austriackiego, który walnie przyczynił się do znacznego zwiększenia w 1907 r. autonomii Galicji. Ponadto był prawdopodobnie pierwszym polskim uczonym, który domagał się wprowadzenia w odrodzonym państwie polskim Trybunału Konstytucyjnego, o czym współczesna literatura nie pamięta (Pierwszy Trybunał Konstytucyjny powstał w 1920 r. w Austrii, a poprzednikiem jego był Trybunał Państwa, członkiem którego był prof. Starzyński. W Polsce Trybunał Konstytucyjny powołano dopiero w 1985 r.). Do dziś jeden z przepisów austriackiej konstytucji określany jest jako lex Starzyński.

W roku 1912, gdyż nie wyrobiono się z przygotowaniem obchodów na rok 1911, Uniwersytet Lwowski uroczyście uczcił swoje 250-lecie. W okresie tym uczelnia była trzecim uniwersytetem w monarchii i to zarówno pod względem liczby studiujących, jak i pod względem potencjału naukowego. Bez wątpienia Uniwersytet Lwowski przewyższał w tym czasie Uniwersytet Jagielloński, który nie był w stanie dorównać wszechnicy zlokalizowanej w stolicy kraju. Tuż przed wojną rozpoczęto wielkie inwestycje budowlane. Rozpisano też konkurs na projekt nowego głównego gmachu uniwersytetu, na który napłynęło kilkadziesiąt interesujących projektów. Wybuch wojny wstrzymał prace, których już nie podjęto. Swoistym dobrodziejstwem wojny stało się przekazanie uniwersytetowi, któremu w 1919 r. oficjalnie nadano imię króla założyciela Jana Kazimierza, pięknych gmachów byłego Sejmu Krajowego we Lwowie.

Kresowa uczelnia czy pierwszy ośrodek nauki odrodzonej Polski?

W literaturze istnieje opinia, że w okresie II Rzeczypospolitej Uniwersytet Jana Kazimierza podupadł, że stał się uczelnią kresową, ustępującą ośrodkom warszawskiemu i krakowskiemu. Jest ona nieuzasadniona, choć zmienił się nieco charakter uczelni, po tym, jak w 1919 r. wystąpiło większość profesorów i studentów ukraińskich (profesorowie w większości odmówili złożenia przysięgi na wierność państwu Polskiemu), a część polskiej profesury wyjechała ze Lwowa, celem tworzenia nowych polskich uniwersytetów. Wydaje się, że problemy kadrowe, jakie miał UJK w początkach lat dwudziestych przeniesiono niesłusznie na całe dzieje uczelni w dwudziestoleciu międzywojennym.

Odpływ sił naukowych z uniwersytetów galicyjskich, po tym jak Polska odzyskała niepodległość, a wraz z tym zaczęły powstawać lub odtwarzać się uniwersytety w Warszawie, Wilnie, Poznaniu i Lublinie, był koniecznością. Skąd miały się brać kadry budowanych ośrodków nauki, jak nie z dotychczasowych uniwersytetów, czyli przede wszystkich z owych dwóch polskich – w Krakowie i we Lwowie. Mimo licznych, czasem rozpaczliwych apelów, słanych do rządu i ogłaszanych w prasie o zagrożeniach dla uczelni z powodu odpływu sił naukowo-dydaktycznych, zarówno UJK jak i UJ szybko wypełniły braki. Od połowy lat dwudziestych UJK stale rósł w siłę i to zarówno pod względem liczby studiujących, jak i siły naukowej.

To w okresie II RP powstały lub rozwinęły się na UJK szkoły naukowe, które weszły do powszechnych dziejów nauki, bo ich dokonania nie zamykały się w granicach Polski. Nie miejsce na szczegółowe wskazania. Posłużmy się kilkoma przykładami.

Na całą Polskę promieniowała wspomniana szkoła filozoficzna prof. Kazimierza Twardowskiego. Rozwinęła się nowoczesna szkoła kartograficzna wybitnego geografa i kartografa, od 1911 r. profesora UJK Eugeniusza Romera (1871-1954). Kwitła szkoła prof. Juliusza Makarewicza (1872-1955) – najwybitniejszego w dziejach XIX i XX wieku znawcy prawa karnego, autora kodeksu karnego z 1932 r., który do dziś (choć nie obowiązuje od ponad czterdziestu lat) jest niemal wyrocznią dla zajmujących się prawem karnym. Ze szkoły prof. Makarewiecza wywodził się Rafał Lemkin (1900-1959), który jest powszechnie znany jako twórca terminu ludobójstwo (genocide) oraz autor projektu Konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, którą Zgromadzenie Ogólne przyjęło 9 grudnia 1948 r.

Dla nauki światowej najważniejsze znaczenie miały jednak osiągnięcia lwowskich uczonych w dziedzinie matematyki, chemii i medycyny takich uczonych jak Stefan Banach, Jakub Parnas czy Rudolf Weigl.

To w czasie II RP wykształciła się we Lwowie legendarna lwowska szkoła matematyczna, której właściwym twórcą był prof. Stefan Banach (1892-1945), o którego pochodzeniu i początkach naukowych powstało już wiele legend. Ten pochodzący z biednej krakowskiej rodziny, a odkryty przez profesora matematyki na UJK Hugo Steinhausa geniusz matematyki i stworzone wokół niego środowisko przynosi do dziś chlubę polskiej nauce. Banach był od 1922 r. do swej śmierci w 1945 r. profesorem UJK, początkowo na Wydziale Filozoficznym a od 1925 r. na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym. Jego zasługą były słynne spotkania w lwowskiej Kawiarni Szkockiej, gdzie na blacie jednego ze stolików tworzyła się wielka matematyka. Szczególne umiłowanie miał prof. Banach do analizy funkcjonalnej, do dziś niesłychanie ważnej w najnowszych zastosowaniach matematyki. Zdefiniowane i opisane przez niego przestrzenie „B” określa się dziś powszechnie „przestrzenią Banacha”.

Uczniami i współpracownikami prof. Banacha byli oprócz jego mistrza prof. Steinhausa m.in.: Herman Auerbach, Leon Chwistek, Władysław Hepter, Marek Kac, Stefan Kaczmarz, Antoni Łomnicki, Stanisław Mazur, Władysław Orlicz, Stanisław Ruziewicz, Stanisław Saks, Juliusz Paweł Schauder, Włodzimierz Stożek i współtwórca amerykańskiej bomby termojądrowej Stanisław Ulam.

Geniuszem chemii, a właściwie biochemii i twórcą tzw. lwowskiej szkoły biochemicznej był Jakub Karol Parnas (1884-1949) – profesor Wydziału Lekarskiego UJK od 1920 r. i kierownik Katedry Chemii Lekarskiej. Lista jego odkryć jest duża, ale znany jest przede wszystkim jako odkrywca fosforolizy glikogenu, co było efektem badań nad metabolizmem mięśni, do których zastosował jako jeden z pierwszych metody izotopowe w biochemii. Nazwisko tego polskiego uczonego pojawiało się jako kandydata do Nagrody Nobla, a w nauce utrwalone zostało m.in. w nazwie schematu EMP, czyli Embdena-Meyerhofa-Parnasa, którym opisano ciąg przemian związków fosforowych w mięśniach, począwszy od wspomnianej fosforolizy glikogenu po wytworzenie kwasu mlekowego. W ostatnich latach życia z prof. Parnasa starano się uczynić uczonego radzieckiego, o czym już wielokrotnie pisano. Zmarł po aresztowaniu przez NKWD w Moskwie na Łubiance.

Trzecim geniuszem, w tym wypadku medycyny był pochodzący z rodziny austriackiej z Moraw Rudolf Stefan Jan Weigl (1883-1957) – wynalazca pierwszej skutecznej szczepionki przeciwko tyfusowi plamistemu, do produkcji której wykorzystał wszy, jako zwierzęta laboratoryjne. Profesorem Wydziału Lekarskiego UJK był od 1920 r. Podczas II wojny światowej dzięki jego Instytutowi Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami, który działał zarówno w czasie okupacji sowieckiej Lwowa (1939-1941), jak i niemieckiej (1941-1944), uratował około 5 tysięcy przedstawicieli lwowskiej inteligencji, w tym ogromną liczbę naukowców, także żydowskich, gdyż o doborze „karmicieli wszy” i personelu Instytutu decydował tylko prof. Weigl. Wszystkim zatrudnionym i karmiącym wszy dla Instytutu prof. Weigla, wydawano zaświadczenie, co gwarantowało im nietykalność ze strony Niemców, gdyż produkowana przez profesora szczepionka dostarczana była dla żołnierzy niemieckich na froncie wschodnim. Oprócz produkcji dla Niemców prof. Weigl przygotowywał też szczepionkę, którą za pośrednictwem AK dostarczano do gett, w tym do getta lwowskiego, ale i do getta warszawskiego. Karmicielem wszy w Instytucie prof. Weigla był m.in. prof. Stefan Banach.

Profesora Weigla wystawiano wielokrotnie jako kandydata do nagrody Nobla, w 1942 r. kandydatury jego nie poparły Niemcy, za odmowę podpisania Reichslisty, do czego ze względu na swoje pochodzenie był wielokrotnie nagabywany (odpowiedział Niemcom: Człowiek raz na całe życie wybiera sobie narodowość. Ja już wybrałem). Z kolei w 1948 r. nagrodę Nobla dla prof. Weigla, do której zgłosiła go szwedzka akademia zablokowały władze komunistyczne oskarżając uczonego o kolaborację z Niemcami.

To tylko niektóre przykłady osiągnięć na polu nauki uczonych z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie w okresie międzywojennym. Gdy je porównać z osiągnięciami w innych ośrodkach naukowych II Rzeczypospolitej, powstaje refleksja, że w bardzo wielu dziedzinach nauki lwowski UJK nie miał sobie równych w skali kraju, a często także całej Europy Środkowo-Wschodniej. Tak było w dziedzinie matematyki, niektórych działów chemii i medycyny, kartografii, historii (szczególnie historii prawa) oraz wielu działów prawa, w szczególności prawa prywatnego i prawa karnego. Twórcami najważniejszych międzywojennych regulacji prawnych, byli przede wszystkim uczeni z Wydziału Prawa UJK, choć nie dominowali ilościowo w składzie Komisji Kodyfikacyjnej RP – kodeks karny z 1932 r. (Juliusz Makarewicz), kodeks zobowiązań (Ernest Till, Roman Longchamps de Berier), kodeks handlowy z 1934 r. (Aleksander Doliński).

Dziełem profesora UJK Ludwika Ehrlicha było powołanie w 1930 r. jedynego w tej części Europy Studium Dyplomatycznego, działającego jako trzyletnie studia przy Wydziale Prawa UJK, a ukierunkowanego na potrzeby nowożytnej dyplomacji. Wykładowcami studium byli wybitni uczeni oraz doświadczeni dyplomaci. Studenci odbywali praktyki w ambasadach i konsulatach, zaś absolwenci uzyskiwali stopień magistra dyplomacji. Na podkreślenie zasługuje fakt, że ogromne znaczenie przykładano do znajomości zagadnień bliskiego wschodu, zauważając wzrost znaczenia tego obszaru z powodu wydobywania ropy naftowej, uczono wiec przyszłych dyplomatów obok języków dyplomacji europejskiej także języków perskiego (irańskiego) i arabskiego. Innym ważnym przedsięwzięciem było utworzenie w 1936 r. jedynego w Polsce Kursu Prawa Lotniczego, mającego swoje odpowiedniki jedynie w kilu miastach Europy, jak Rzym i Paryż.

Uczeni lwowscy do dziś inspirują. Na przykład, profesor Wydziału Prawa UJK, wybitny znawca prawa cywilnego procesowego Maurycy Allerhand (1868-1942) stał się w 2009 r. patronem instytutu zaawansowanych studiów prawnych, który powstał z poparciem wielu przedstawicieli nauk prawnych i szeroko rozumianej humanistyki z wielu krajów Europy – Instytutu Allerhanda. Losy prof. Maurycego Allerhanda były równie tragiczne, jak wojenne dzieje UJK.

Po wkroczeniu do Lwowa wojsk sowieckich 22 września 1939 r. pozwolono na uruchomienie uniwersytetu. Dzięki zabiegom ostatniego rektora UJK prof. Romana Longchamps de Berier już na początku października rozpoczęto zajęcia według polskich przedwojennych planów. 18 października 1939 r. polski rektor został odwołany, a jego miejsce zajął nieposiadający żadnego stopnia naukowego działacz partyjny z Kijowa, Mychajło Marczenko. W dniu 1 grudnia 1939 r. Wszechzwiązkowy Komitet do spraw Szkół Wyższych przy Radzie Komisarzy Ludowych ZSRR wydał zarządzenie o zmianie nazwy Uniwersytetu Jana Kazimierza na Lwowski Państwowy Uniwersytet ZSRR. Z dniem 3 stycznia 1940 r. zwolniono większość polskich profesorów i młodszych sił naukowych. Szybko okazało się jednak, że ściągani ze wschodu „profesorowie”, najczęściej ludzie bez odpowiedniego wykształcenia, ale ze stażem partyjnym nie wystarczą i już w 1940 r. zaczęto ponownie zatrudniać uczonych polskich. Tak też było z profesorem Allerhandem.

Po wkroczeniu do Lwowa Niemców zamknięto uniwersytet. W nocy z 3 na 4 lipca aresztowano kilkudziesięciu uczonych, a nad ranem 4 lipca rozegrała się tragedia na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, czyli zamordowanie aresztowanych, w tym ostatniego rektora UJK prof. Romana Longchamps de Berier z trzema młodymi synami. Profesora Allerhanda w tym czasie pozbawiono mieszkania, a wkrótce przeniesiono do utworzonego w tym czasie getta. Zamordowany został w sierpniu 1942 r. w Obozie Janowskim we Lwowie. Pozostawił wstrząsające „zapiski z tamtego świata” lat 1941-1942, wydane w 2003 r. przez wnuka.

Badania źródłowe wskazują, że Uniwersytet Jana Kazimierza był najbardziej doświadczonym przez II wojnę światową. Najwięcej uczonych z UJK spośród polskich uniwersytetów zostało zamordowanych. Okoliczności śmierci części z nich do dziś nie znamy, szczególnie tych zamordowanych przez NKWD w latach 1939-1941, a była to znaczna liczba. W 2007 r. w Bykowni pod Kijowem wysłana przez Andrzeja Przewoźnika ekspedycja Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa odnalazła grzebień z wyrytym nazwiskiem Ludwika Dworzaka, profesora prawa karnego w UJK, którego aresztowano jesienią 1939 r., po czym ślad po nim zaginął. Podobnych aresztowań było wiele.

W czasie okupacji niemieckiej Lwowa, mimo strat osobowych, licznych aresztowań, zagrożeń ze strony Niemców oraz współpracujących z nimi Ukraińców, profesorowie przedwojennego UJK zorganizowali tajny UJK, którego rektorem został poprzednik zamordowanego 4 lipca 1941 r. ostatniego rektora, prof. Edmund Bulanda. Nauczanie odbywało się na każdym wydziale, których dziekanami byli ostatni przedwojenni dziekani. Tajny UJK funkcjonował w zasadzie do 1945 r., tj. do wyjazdu większości polskich uczonych ze Lwowa. Odnotować należy wielokrotnie pomijany w literaturze fakt, że, gdy odtwarzano w lipcu i sierpniu 1944 r. uniwersytet lwowski, to niemal wszyscy dziekani byli Polakami (tylko jeden był Ukraińcem), np. dziekanem wydziału matematycznego był prof. Banach. Bardzo szybko jednak sowieci przystąpili do usuwania Polaków z uniwersytetu, jak i ze Lwowa. W 1945 r. zorganizowano też dwa specjalne kolejowe transporty do Krakowa, tzw. transporty akademickie. Takim właśnie transportem przybył do Krakowa w 1945 r. rektor Tajnego UJK prof. Edmund Bulanda, który przywiózł z sobą pieczęcie oraz berła UJK. Jak znaczna część uczonych UJK prof. Bulanda został profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, który tworzył inny były rektor UJK prof. Stanisław Kulczyński – pierwszy rektor Uniwersytetu Wrocławskiego. Całkiem słusznie Uniwersytet Wrocławski uważany jest za polskiego spadkobiercę tradycji UJK. Potwierdzeniem tego była m.in. uroczystość inauguracji roku akademickiego 2009/2010, która odbyła się 30 września 2009 r. z udziałem bereł UJK, które zostały wypożyczone z Muzeum UJ.

Powstałe prawdopodobnie z okazji 200 rocznicy fundacji Jana Kazimierza berła rektorskie oraz wydziałów UJK prof. Edmund Bulanda w 1951 – tuż przed śmiercią – przekazał do zbiorów muzeum UJ w Collegium Maius, którym kierował już prof. Karol Estreicher (1906-1984) – koordynator prac nad renowacją najstarszego gmachu UJ. W związku z okresem stalinowskim i obawami o los bereł częściowo zatarto napisy na ich trzonach.

Lwowski Narodowy Uniwersytet im Iwana Franki od kilku lat przyznaje się do dziedzictwa Uniwersytetu Jana Kazimierza. Na frontonie głównego gmachu umieszczono napis „Universitas Leopoliensis 1661”, a rok 2011 prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko ogłosił rokiem wielkiego jubileuszu 350-lecia uczelni, który będzie obchodzony przez cały rok, począwszy od 20 stycznia, zaś uroczystości główne odbędą się na uniwersytecie jesienią. Widzimy przez to, że tak, jak Uniwersytet Wrocławski poczuwa się nie tylko do dziedzictwa UJK, ale i uniwersytetu niemieckiego, który funkcjonował we Wrocławiu od 1702 r., tak i dzisiejszy Uniwersytet Lwowski staje się dziedzicem polskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza.

Adam Redzik, dr nauk prawnych i dr nauk humanistycznych, adiunkt UW i UKSW, stypendysta FNP z 2007 i 2008 r. Autor ponad 200 publikacji naukowych.

————————————————————————

UJK jest tylko jeden?

Od 2008 r. istnieje w Kielcach Uniwersytet Humanistyczno–Przyrodniczy im. Jana Kochanowskiego. Patron uczelni nie był jej założycielem, nie miał też szczególnych związków z ziemią kielecką (świętokrzyską), bo przez całe życie związany był z ziemią radomską. Kielecka uczelnia od niedawna używa skrótu UJK (a nie UHPJK) – symbolizującego dla każdego, kto choć trochę interesuje się dziejami nauki Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie.

Gdy w 1945 r. przesądzono o ostatecznym wysiedleniu Polaków ze Lwowa, uczeni opuszczający miasto nie wiedzieli gdzie ostatecznie osiądą. Kolejowe transporty akademickie docierały do Krakowa. Większość tych, którzy przeżyli widziała potrzebę kontynuowania tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, ale nie wiedziano gdzie miałoby to nastąpić? Brano pod rozwagę kilka miejsc, w tym Królewiec, o którego przynależności powojennej ciągle jeszcze nie zdecydowano. Pojawił się pomysł, aby tam ulokować lwowski ośrodek, a utworzony w mieście Immanuela Kanta uniwersytet nazwać Uniwersytetem Kazimierza Jagiellończyka (skrót UKJ). Po latach wspominał jeden z uczonych, że nikt nie odważyłby się naruszyć świętego imienia lwowskiej Alma Mater, tak tragicznie doświadczonej. Uznano ją za pomnik pamięci. Jak wiemy Królewiec ostatecznie przypadł Związkowi Sowieckiemu, a kadra przedwojennego UJK rozjechała się po kraju, zaś największa jej cześć tworzyła polski Uniwersytet Wrocławski.

W tym kontekście dziwi, że Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy im. Jana Kochanowskiego, używa skrótu UJK. Pomijając już utrwalony od lat zwyczaj określania skrótów nazw polskich uniwersytetów (dla przykładu UJ, UW, UAM, UMK, KUL, UMCS,) posługiwanie się tym skrótem przez kielecką uczelnię stanowi co najmniej niezręczność. Powstaje bowiem wrażenie, że władze uczelni chcą by była kojarzona z Uniwersytetem Jana Kazimierza, w sytuacji gdy takich związków brak.

Źródło: Kurier Galicyjski nr 1 (125) z 14-27 stycznia 2011 r.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz