Rozmowa z Jarosławem Hrycakiem, historykiem, dyrektorem Instytutu Badań Naukowych Uniwersytetu Lwowskiego, profesorem historii Ukrainy na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we LwowieP: Stosunki polsko-ukraińskie rozwijają się dwutorowo. Tyle że chyba oba tory się rozjeżdżają. Mamy sferą polityczną, w której pojawia się mnóstwo poprawnych gestów z obu stron. Trudno jednak dociec, jaką zawierają te gesty treść. Jednocześnie poza sferą polityczną są rozmaite inicjatywy, które świadczą o tym, iż Polaków i Ukraińców wciąż dzieli historia. W jakim więc miejscu się w tej chwili znajdujemy?

O: Te stosunki są w głębokim kryzysie. Apogeum tego był moment, w którym prezydent Juszczenko wydał dekret o uznaniu Stepana Bandery za bohatera narodowego Ukrainy. Wprawdzie na linii Kijów-Warszawa zostało zachowane poprawne słownictwo – wciąż przecież słyszymy o partnerstwie strategicznym – tym niemniej niewiele się robi. Wydaje się, że wraz z objęciem prezydentury przez Janukowycza, znaczenie Polski dla Ukrainy się zmniejsza. Dziś z naszych mediów wynika, że Ukraina ma tylko jednego sąsiada – Rosję, natomiast Polska to jakiś mały kraj obok Meksyku. Ta niebezpieczna tendencja musi być rozwiązana na poziomie stosunków międzypaństwowych. Ale tu potrzeba również zaangażowania Warszawy. I należy odpowiedzieć na pytanie: co nam zostało po Giedroyciu?

P: W Polsce jednak, z kręgów elity politycznej, coraz częściej dobiegają głosy o konieczności rewidowania dziedzictwa redaktora „Kultury” – o tym, że nadszedł czas przewartościowywania koncepcji jagiellońskiej w duchu realizmu i wspierania Ukrainy w zamian za spełnianie polskich warunków.

O: Centrum wizji Giedroycia była nie Ukraina, lecz Rosja. Uważał on, że sytuacja regionu zależy od stosunków krajów Europy Wschodniej z Rosją. Tymczasem w ciągu ostatnich 10 lat Rosja odchodzi od modelu, nad którym pracowała tuż po upadku ZSRR. Z taką Rosją trudno się Polsce porozumieć, bo do tanga trzeba dwojga. A rosyjskiego odpowiednika Giedroycia nie ma. Polityka, którą proponuje Rosja wyklucza formułę „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. To przecież właśnie w takiej formule się dokonało w ubiegłym wieku pojednanie między Francją a Niemcami i Polską a Niemcami, a w pierwszej dekadzie obecnego stulecia między Polską a Ukrainą. Tym niemniej pozostaje pewna sfera, w której koncepcja Giedroycia przyniosła wspaniałe efekty. To ukraińsko-polskie kontakty na skalę masową – a więc nie na poziomie państwowym, lecz osobistym – jakie zostały nawiązane w ciągu minionych 20 lat. Jako wykładowca obserwuję intensywne relacje między Polakami a Ukraińcami w świecie akademickim. To się odbywa siłą inercji, niezależnie od polityki. Stanowi też jednak pewne wyzwanie dla polityków, zwłaszcza jeśli już mamy Partnerstwo Wschodnie. Weźmy system boloński. Warunkiem jego funkcjonowania, a więc tego, że student może wyjeżdżać na naukę do innego kraju, są środki finansowe na stypendium. Studenci ukraińscy teoretycznie również mogą w tym celu wyjeżdżać, jednak ich te środki nie obejmują, więc de facto są z systemu wyłączeni.

P: Pan narzeka na oficjalną politykę, ale mamy też problem z inicjatywami oddolnymi, o czym już na wstępie mówiłem. Dekret prezydenta Juszczenki w sprawie Bandery to wierzchołek góry lodowej. Na dole zaś są dwie zantagonizowane pamięci narodowe – pamięci ludzi, którzy byli świadkami wydarzeń sprzed 60 lat.

O: Przeszłości nie da się zapomnieć i przejść nad nią do porządku dziennego. Poprawne gesty polityków nie załatwiają sprawy. Madeleine Albright powiedziała kiedyś, że pojednanie jest jak jazda na rowerze – kiedy przestajemy pedałować, to się przewracamy. Nie ma czegoś takiego jak jednorazowy akt pojednania. Zawsze bowiem pamięć będzie wracać i trzeba będzie na nowo się z nią mierzyć. Ukrainie nie udało się wypracować stanowiska wobec wydarzeń drugiej wojny światowej, w tym wobec tego, co się stało na Wołyniu. Pojednanie ukraińsko-polskie, jakie się w tej kwestii dokonało było tak naprawdę tylko pojednaniem elit. I też nie do końca szczerym. Warto zauważyć, że dopiero teraz zaczyna się na Ukrainie dyskusja na temat Bandery. I to nie tylko na wschodzie, ale także w Galicji. Mamy tu jednak do czynienia z długotrwałym procesem młodego państwa. Ukraina wciąż lęka się o swój byt. Boi się więc mierzyć ze swoją przeszłością, której pewne fragmenty mogłyby być przeciw niej wykorzystywane. W przeciwieństwie bowiem do Polski Ukraina nadal znajduje się w strefie, w której nie ma zagwarantowanego bezpieczeństwa. Dlatego wymaga cierpliwości i zrozumienia.

Rozmawiał: Filip Memches

>> PODOBA CI SIĘ TEN ARTYKUŁ? DOŁĄCZ DO POSPOLITEGO RUSZENIA… <<

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz