Triumf słoweńskiego Orbana

Były słoweński premier Janez Janša po blisko pięciu latach spędzonych w opozycji może powrócić do władzy, po tym jak triumfował w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Polityk jest często porównywany do szefa węgierskiego rządu, a sam Viktor Orban w czasie kampanii wsparł słoweńską prawicę.

Według oficjalnych wyników wyborów prawicowa Słoweńska Partia Demokratyczna (SDS) zdobyła 25 mandatów w liczącym 90 miejsc parlamencie. Na drugim miejscu uplasowała się centrolewicowa Lista Marjana Šareca, który w ubiegłym roku dość niespodziewanie dotarł do drugiej tury wyborów prezydenckich, a na fali swojego sukcesu zdobył 13 mandatów. Na trzecim miejscu uplasowali się Socjaldemokraci z 10 mandatami, a tyle samo będzie mieć ich dotychczasowy koalicjant czyli Partia Nowoczesnego Centrum (SMC) ustępującego premiera Miro Cerara. Przed czterema laty ugrupowanie to zaledwie po… miesiącu istnienia wygrało wybory, ale Słoweńcy wyraźnie rozczarowali się liberalno-lewicowym rządem.



W parlamencie zasiądzie również dziewięciu polityków eko-socjalistycznej Lewicy, siedmiu Nowej Słowenii – Chrześcijańskich Demokratów (NSi), pięciu liberalnej Partii Alenki Bratušek oraz Demokratycznej Partii Emerytów Słowenii (DeSUS), czterech nacjonalistycznej Słoweńskiej Partii Narodowej (SNS) oraz dwóch przedstawicieli mniejszości włoskiej i węgierskiej.

Z poparciem Orbana

Lider SDS Janez Janša ostatnie pięć lat spędził ze swoją partią w opozycji. Szef słoweńskiego rządu w latach 2004-2008 oraz 2012-2013 często porównywany jest do węgierskiego premiera Viktora Orbana. Podobnie jak on jest bowiem znienawidzony przez liberalno-lewicowy słoweński establishment, przy czym sam przez pewien czas był jego częścią.

Janša wraz ze swoim SDS w ciągu ostatnich kilkunastu lat przeszedł ideową metamorfozę. Podobnie jak węgierski Fidesz skłaniał się ku liberalizmowi, aby obecnie uchodzić za naczelnego eurosceptyka i przeciwnika imigrantów. Ponadto Słoweniec wielokrotnie był oskarżany o niejasne interesy (ten zarzut stawia się też Orbanowi i biznesowemu zapleczu węgierskiej prawicy), a poprzednią kampanię prowadził z… więzienia. Ostatecznie jednak wyrok dwóch lat więzienia za korupcję został unieważniony.

Ponad dekadę temu Janša był więc przeciwnikiem referendów w sprawie konstytucji Unii Europejskiej, natomiast tegoroczną kampanię oparł głównie na hasłach sprzeciwu wobec przyjęcia imigrantów. Lider słoweńskiej prawicy niczym swój węgierski odpowiednik uważa, że Europę już niedługo może nawiedzić kolejny kryzys imigracyjny, dlatego nie chce przyjmować „uchodźców” z innych państw unijnych. Ponadto Janša obiecywał w kampanii zaostrzenie kontroli na słoweńsko-chorwackiej granicy, ponieważ podczas kryzysu migracyjnego przed trzema laty to właśnie przez nią imigranci chcieli przedostać się do Europy Zachodniej. Szacuje się, że przed zamknięciem słoweńskiej granicy na początku 2016 roku przez ten niewielki kraj przeszło blisko pół miliona „uchodźców”. Co ciekawe, w styczniu ubiegłego roku Słowenia przyjęła nowe prawo, które przewiduje możliwość zamknięcia granic państwowych w przypadku zagrożenia dla jej bezpieczeństwa. Zmiana przeforsowana przez liberalno-lewicowy gabinet nie zahamowała jednak wzrostu popularności konserwatywnej prawicy.

Widać wyraźnie, że Słoweńcy po kryzysie imigracyjnym wyraźnie skręcili w prawo, dostosowując się zresztą do trendów panujących w Europie Środkowej. SDS swoją kampanię oparł nie tylko na antyimigracyjnej retoryce, lecz również na odwoływaniu się do słoweńskiego patriotyzmu. Janša wraz ze swoim ugrupowaniem obiecywał więc, że będzie działać dla przyszłych pokoleń, które będą „mówić po słoweńsku i śpiewać słoweńskie piosenki”. Prawica chce też podnieść międzynarodowe znaczenie Słowenii, w czym pomóc ma słoweńska mniejszość w krajach ościennych. Przywołuje to oczywiście na myśl sąsiednie Węgry, a należy pamiętać, iż w Austrii i we Włoszech mieszka ponad sto tysięcy Słoweńców.

Janša nie tylko w wielu kwestiach przypomina Orbana, ale dodatkowo szczyci się współpracą z węgierskim premierem. Z tego powodu lider Fideszu oficjalnie poparł SDS w kampanii wyborczej, uczestnicząc w ubiegłorocznym kongresie słoweńskiej prawicy oraz w najważniejszej przedwyborczej konwencji. Warto dodać, że Fidesz i SDS należą do Europejskiej Partii Ludowej (EPP), a ich współpracę uznaje się za wzmocnienie konserwatywnego skrzydła paneuropejskiego ugrupowania, którego częścią są również Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe. Obaj liderzy dogadują się też w sprawach wspomnianych mniejszości narodowych, stąd Węgrzy na Słowenii oraz Słoweńcy na Węgrzech mogą cieszyć się z pełni praw. Sam Orban w maju odwiedził tereny zamieszkiwane przez Węgrów, zachęcając ich do głosowania na SDS, które zresztą na swoich listach umieściło etnicznych Węgrów.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Współpraca słoweńskiej i węgierskiej prawicy w ostatnich dniach wywołała jednak sporo kontrowersji. Słoweńskie media zwracały bowiem uwagę na wsparcie finansowe, jakie SDS otrzymało od biznesmenów powiązanych z Fideszem. Oficjalnie słoweńskie partie nie mogą być dotowane przez zagraniczne podmioty, ale węgierscy przedsiębiorcy zwiększyli kapitał zakładowy spółek do których należą media wspierające SDS. Transakcje były przy tym oczywiście legalne, lecz pojawiły się pytania związane z ewentualnym uzależnieniem prawicy od zagranicznego kapitału, a także wątpliwości natury etycznej.

Powrót nacjonalistów

Wyraźnie prawicowe nastroje wśród słoweńskiego społeczeństwa widoczne są także po sukcesie nacjonalistycznego SNS. Partia Zmago Jelinčicia Plemenitiego wraca do parlamentu po blisko siedmiu latach przerwy, co w jego opinii najlepiej pokazuje, iż Słoweńcy „są odporni na siedem lat prania mózgu przez lewicę i prawicę”. Komentując wyniki wyborów szef nacjonalistów stwierdził, że przez wiele lat różne ugrupowania okradały Słowenię, natomiast on nie pozwoli im „zabrać ostatnich sześciu miliardów euro”, natomiast on sam mógłby uczestniczyć w kolejnym rządzie jako minister kultury. Słoweńscy komentatorzy zwracają uwagę na fakt, iż SDS chciało zagospodarować głosy wszystkich prawicowych wyborców, lecz spora część z nich głosowała na SNS, bo nie była w stanie zaakceptować Janšy.

Zobacz także: Słowenia odrzuca homo-małżeństwa w referendum

Słoweńscy nacjonaliści przedstawili swój program wyborczy już w ubiegłym roku, opiera się on na dziewięciu punktach. SNS opowiada się przede wszystkim przeciwko napływowi imigrantów, lecz również wyraźnie krytykuje tamtejszy establishment. Ugrupowanie Plemenitiego wzywa także do ograniczenia przywilejów „politycznym spekulantom” oraz elitom, do jakich zalicza między innymi społeczność homoseksualistów. Jednocześnie nacjonaliści są zwolennikami większej wolności osobistej, a więc zniesienia „policyjnych, sądowych i podatkowych represji”.

Lewica zostanie?

Podstawową różnicą dzielącą Janšę i Orbana jest stopień poparcia wśród społeczeństwa. Fidesz od ośmiu lat dominuje na węgierskiej scenie politycznej i nie musi przejmować się opozycją, natomiast SDS-owi zabrakło wiele, aby przynajmniej zbliżyć się do samodzielnej większości. Rozdrobnienie w postaci dziewięciu partii obecnych w parlamencie skutkuje tym, że stworzenie nowego rządu będzie niezwykle trudnym zadaniem. Z tego właśnie powodu komentatorzy dają Janšy niewielką szansę na objęcie funkcji premiera. Ugrupowania lewicowo-liberalne już zapowiedziały, że nie wyobrażają sobie współpracy z SDS, natomiast szerokiej koalicji partii prawicy, emerytów oraz mniejszości narodowych brakowałoby kilku mandatów do uzyskania większości parlamentarnej. Lewica i centryści znajdują się jednak w niewiele lepszej sytuacji, ponieważ ponowne przejęcie przez nich władzy wymagałoby utworzenia sojuszu nawet siedmiu partii.

Marcin Ursyński





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. zefir :

    Dla mnie to istotne,że w parlamencie Słowenii zasiądzie pięciu przedstawicieli Demokratycznej Partii Emerytów Słowenii(Do SUS).W Polsce niemal 9-cio milionowa rzesza emerytów i rencistów również winna mieć w parlamencie swoje przedstawicielstwo,nie tylko dla obrony swych partykularnych interesów,ale również dla obrony polskich interesów przed żydo-lewackimi zakusami.Doświadczenie życiowe patriotycznych emerytów może być w tych sprawach bezcenne.