Bitewny kurz zdążył już opaść, dlatego można przejść do podsumowania zakończonej w ubiegłym tygodniu nowej odsłony konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Media zajmujące się tematyką Bliskiego Wschodu nie mają wątpliwości, że największym przegranym tej wymiany ciosów jest Izrael. Mimo zniszczeń w Strefie Gazy zyskał natomiast palestyński Hamas.

Przez nieco mniej niż dwa tygodnie Izrael był zasypywany rakietami przez palestyńskie ugrupowania skupione wokół Hamasu. Co prawda „żelazna kopuła” przechwyciła większość palestyńskich rakiet i pocisków, a część z nich w ogóle nie stanowiła zagrożenia, ale po raz kolejny kontrowersyjnemu ugrupowaniu udało się podważyć jej wcześniejszą stuprocentową skuteczność.

Największym ciosem dla Izraela jest jednak fakt, że musiał on zawrzeć bezwarunkowe zawieszenie broni, o co do premiera Benjamina Netanjahu pretensje ma spora część izraelskiej klasy politycznej.

Dlaczego Izrael przegrał?

The Times of Israel” nie ma wątpliwości w kwestii zwycięzcy ostatniego konfliktu. Izraelski serwis nie rozpatruje jednak izraelsko-palestyńskiej wymiany ciosów w kategoriach militarnych. Twierdzi bowiem, że tak naprawdę nie jest ważne, ile kilometrów podziemnych tuneli Hamasu zniszczy izraelskie wojsko. Dużo ważniejsze jest podejście świata do izraelsko-palestyńskiego konfliktu. A obecnie przebija się przede wszystkim palestyńska narracja, zgodnie z którą Hamas wysyła rakiety przeciwko swojemu ciemiężycielowi. Nawet środowiska sprzyjające Izraelowi mają coraz większe wątpliwości odnośnie zasadności izraelskiej polityki.

Sami Izraelczycy wydają się ignorować tę kwestię, bo wizerunek państwa można poświęcić dla bezpieczeństwa jego obywateli. „The Times of Israel” zauważa jednak, że tym razem doszło do poważnej zmiany względem poprzednich tego typu konfliktów. Wówczas potępiano sam sposób prowadzenia wojny przez Izrael w Strefie Gazy, natomiast teraz miała miejsce fundamentalna krytyka całego państwa. Zostało ono bowiem przedstawione jako kraj „apartheidu”, zwłaszcza w zachodnich środowiskach postępowych.

Portal przestrzega jednocześnie przed rozpatrywaniem tej zmiany w kategoriach nieuniknionej manifestacji antysemityzmu skrywanego pod zasłoną antysyjonizmu. Nie jest to także następstwo bliskiego sojuszu Izraela ze Stanami Zjednoczonymi za prezydentury Donalda Trumpa. Izrael przegrywa po prostu na „wolnym rynku idei”, ponieważ zbywa każdą krytykę swojej polityki oskarżeniami o antysemityzm. Odporność na krytykę z pozycji moralnych prowadzi bowiem do moralnej miernoty.

Oczywiście „The Times of Israel” nie usprawiedliwia w żaden sposób ataków ze strony Hamasu. Izraelski serwis uważa jednak, że konieczne jest uświadomienie światu, iż Izrael często używa nieproporcjonalnej siły właśnie z powodu wrogiej polityki uprawianej przez palestyński ruch oporu. Ponadto państwo żydowskie może zwyciężyć tylko jeśli będzie rzeczywiście odnosić się do faktów, takich jak choćby wzbudzające kontrowersje izraelskie osadnictwo na terytoriach palestyńskich.

Palestyńczycy jednoczą się, gdy Izrael jest podzielony

Poświęcony bliskowschodniej tematyce portal „Middle East Eye” dostrzegł z kolei niebywałą jedność wśród Palestyńczyków. Walczyli oni i demonstrowali o wspólną sprawę w Strefie Gazy, Wschodniej Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu, a dołączyła się do nich również diaspora oraz Arabowie posiadający izraelskie obywatelstwo. W tym samym czasie Izrael jest zaś podzielony jak nigdy, choć siły izraelskie mają olbrzymią przewagę militarną nad ugrupowaniami palestyńskimi.

Między innymi z tego powodu Izrael najprawdopodobniej przeprowadził najgorzej zaplanowaną operację militarną w swojej dotychczasowej historii. Wyraźnie była widoczna kakofonia między politykami a wojskowymi. Ci pierwsi, przygotowując grunt pod bezwarunkowe zawieszenie broni, twierdzili bowiem, że izraelskiemu wojsku udało się osiągnąć wszystkie zamierzone cele w Strefie Gazy. Tymczasem wyżsi rangą oficerowie podważali tę narrację poprzez prośby o zgodę na bombardowanie dodatkowych celów.

Wspólnego języka politycy nie znajdują także z policjantami. Szef izraelskiej policji wzywał do zachowania spokoju i pokojowego współistnienia Żydów i Arabów w jednym państwie, aby następnie zostać potępionym przez ministra bezpieczeństwa publicznego Amira Ohanę. Przy tej okazji po raz kolejny można było się zresztą przekonać, jak słabo rozwinięte są siły bezpieczeństwa w Izraelu. Typowe dla policji działania porządkowe musieli bowiem wykonywać żołnierze, którzy zostali rozmieszczeni w niektórych miastach w celu zdławienia protestów organizowanych przez Żydów i Arabów.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

„Middle East Eye” zauważa dodatkowo, że obecne władze Izraela nie są w stanie rządzić bez użycia brutalnej siły. Ten fakt jest zaś następstwem wyraźnego upadku izraelskich instytucji państwowych, a także coraz większych wpływów radykalnych organizacji o charakterze prawicowym. Społeczeństwo Izraela jest więc głęboko podzielone, nawet jeśli odsunie się na bok napięcia pomiędzy izraelskimi Arabami a samymi Żydami.

Konieczna normalizacja

Nieco inną perspektywę ostatnich wydarzeń przedstawia amerykański magazyn „The National Interest”, zajmujący się przede wszystkim ich wpływem na ubiegłoroczne „porozumienia Abrahamowe”. Chodzi oczywiście o oficjalną normalizację stosunków między Izraelem a państwami arabskimi: Bahrajnem, Marokiem, Sudanem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Pismo zauważa, że na razie trudno ją jednoznacznie ocenić, bo od odpowiednich porozumień minęło zbyt mało czasu. Widać jednak wyraźnie jeden podstawowy błąd w całym procesie normalizacji izraelsko-arabskich stosunków.

Jest nim właśnie brak uregulowania sprawy konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Wspomniane państwa dokonały normalizacji stosunków z Izraelem z pominięciem sprawy palestyńskiej, dlatego teraz musiały uwiarygadniać się w oczach muzułmanów poprzez krytykę Izraela. Trwała ona jednak tylko w czasie ataków izraelskich służb na meczet Al-Aksa. Zwrócenie uwagi świata na Strefę Gazy spowodowało bowiem, że państwa Zatoki Perskiej zaczęły zajmować dużo bardziej wyważone stanowisko.

Nie zmienia to jednak faktu, że wspomniane porozumienia nie wyeliminowały konieczności zajęcia się stosunkami Izraela z Autonomią Palestyńską. Izrael musi więc zdawać sobie sprawę z konieczności uprawiania odpowiedniej polityki wobec kwestii Wschodniej Jerozolimy i Strefy Gazy, bo będzie to miało ogromny wpływ na dalszy proces normalizacji stosunków z państwami arabskimi. Tym samym Izrael musi wykorzystać ostatnie wydarzenia do rozpoczęcia regionalnego dialogu na rzecz rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Bez zewnętrznego zaangażowania nie będzie możliwe zwłaszcza unormowanie sytuacji w Strefie Gazy. Państwa arabskie muszą tym samym odegrać znaczącą rolę w kwestii palestyńskiej. Zwłaszcza, że zarówno ich jak i samych Izraelczyków łączy wspólny wróg w postaci Hamasu. „The National Interest” uważa, że „porozumienia Abrahamowe” stwarzają zupełnie nowe możliwości, o których nie marzono wcześniej, jednak ich realizacja zależy od silnego przywództwa wszystkich stron zainteresowanych rozwiązaniem konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Marcin Ursyński

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz