Śląski Wrzesień’39: „Górny Śląsk był terenem krwawej jatki” [NASZ WYWIAD]

„Górny Śląsk był terenem krwawej jatki, o czym Niemcy i różne środowiska germanofilskie próbują dziś zapomnieć i wyprzeć ze zbiorowej pamięci wszystko, co się wówczas działo, bo to burzy obraz Śląska, gdzie opcja niemiecka rzekomo miała dominować. (…) To była zaciekła obrona i to właśnie miejscowa ludność stawiła tak zaciekły opór” – mówi w rozmowie z Kresami.pl śląski historyk Wojciech Kempa.

Marek Trojan, Kresy.pl: Z okazji 1 września sympatyzujący z RAŚ „Ślunski Cajtung” pisze na pierwszej stronie, że bohaterska obrona Katowic i represje na Śląsku to mity i bajki i pyta, czy „zaś bydom fanzolić o wieży spadochronowyj?”.Kolejny raz środowiska ślązakowskiepowielają tę narrację, jak wcześniej np. „Gazeta Wyborcza”.

Wojciech Kempa, historyk:Dysponujemy tutaj ogromnym materiałem źródłowym, który w większości zgromadzono w zbiorach Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, zajmującą się tą sprawą przez długie lata. Obecnie zbiory te znajdują się w IPN i są w dalszym ciągu rozbudowywane, m.in. o liczne dokumenty niemieckie, które udało się pozyskać. One tworzą dość spójny obraz tego, co się działo we wrześniu 1939 roku na Śląsku, w szczególności w Katowicach. Co do tego, że mieliśmy do czynienia ze zorganizowaną obroną Katowic, prowadzoną w większości przez oddziały ochotnicze, niepodlegające zasadniczej służbie wojskowej, nie ma żadnych wątpliwości.Z jednej strony byli to powstańcy śląscy, którzy z racji wieku byli za starzy, żeby powoływać ich do wojska, z drugiej strony to byli harcerze i członkowie Oddziałów Młodzieży Powstańczej, którzy z kolei byli za młodzi, by trafić do wojska. To oni stanowili trzon obrony Katowic w momencie, gdy regularne formacje Wojska Polskiego opuściły Górny Śląsk. Obrona Wieży Spadochronowej była faktem. Nie ulega wątpliwości, że jej obrońcy stawili Niemcom zaciekły opór. Ale zarazem jest ona jedynie pewnego rodzaju symbolem, ponieważ takich punktów oporu na terenie Katowic, a także sąsiednich miast, jak chociażby w Siemianowicach Śląskich, z których się wywodzę i w których mieszkam, było mnóstwo.Wszędzie stawiano zaciekły opór, a Niemcy w późniejszym okresie, bezpośrednio po jego stłumieniu, krwawo rozprawili się z powstańcami, harcerzami, a także wszystkimi, którzy znaleźli się na listach osób przeznaczonych do aresztowania. Sąsiedzi tych osób, należący do mniejszości niemieckiej, już dużo wcześniej przygotowywali listy proskrypcyjne – spodziewając się, że po wkroczeniu wojsk niemieckich dojdzie do aresztowań.

Tak więc Górny Śląsk twardo bronił się przed Niemcami?

Górny Śląsk był terenem krwawej jatki, o czym Niemcy i różne środowiska germanofilskie próbują dziś zapomnieć, a wręcz wyprzeć ze zbiorowej pamięci wszystko, co się wówczas działo, bo to burzy ten obraz Śląska, gdzie opcja niemiecka rzekomo miała dominować. Nie dominowała. Owszem, było ich tutaj bardzo dużo. Takich osób, które radośnie witały Niemców, było na Śląsku mnóstwo. Ale z drugiej strony, o ile dla części Ślązaków był to czas radości i wyzwolenia, to dla większej części był to czas, kiedy świat dosłownie zawalił się im na głowę. Te podziały były tutaj bardzo silne. Musimy mieć świadomość, że takie środowiska niemieckie i germanofilskie tutaj funkcjonowały zawsze, ale nigdy nie były one jedynymi – a wręcz nie nadawały tonu miejscowej społeczności, ponieważ to ludność polska dominowała w tej części Górnego Śląska.

Co do samej obrony Katowic: przez lata powtarzana była nieprawdziwa teza, że oddziały niemieckie rzekomo wchodziły do miasta niemalże z marszu, że nie toczyły się w zasadzie żadne walki. Jednak według meldunków niemieckich już od wczesnego ranka 4 września w okolicach Parku Kościuszki trwały walki z forpocztą niemiecką. A dzień wcześniej walczono z członkami Freikorpsu i niemieckich formacji paramilitarnych.

Tak, pierwsze oddziały Wermachtu, patrole rozpoznawcze zaczęły penetrować ten teren już wieczorem 3 września. Już wtedy dochodziło do pierwszych starć – donosiła o tym prasa niemiecka, która kilka dni później publikowała teksty na ten temat. Z tego co wiem, w ostatnim czasie red. Tomasz Borówka natrafił na nowe materiały, potwierdzające te informacje, które pojawiały się wówczas w prasie niemieckiej. Później, od wczesnych godzin rannych 4 września, a praktycznie od nocy z 3 na 4 września miały miejsce starcia w rejonie Parku Kościuszki, a także w innych rejonach Katowic. Także te walki miały charakter dość gwałtowny. To nie było tak, że Niemcy sobie weszli, gdzieniegdzie ktoś tam do nich postrzelał. Nie – to była zaciekła obrona i krwawe walki pomiędzy obrońcami, którymi, tak jak mówiłem, byli nie żołnierze regularnych formacji, lecz formacji ochotniczych, a formacjami niemieckimi. Należy podkreślić, że to właśnie ta miejscowa ludność stawiła tak zaciekły opór.Pomimo, że nie podlegając zasadniczej służbie wojskowej nie była do tego zobligowana. A mimo wszystko tak wielu ludzi zdecydowało się chwycić za broń.

Odnośnie harcerzy, którzy mieli swoje stanowiska m.in. w rejonie Parku Kościuszki, na wieży spadochronowej i tzw. wieży Bismarcka, parę lat temu na łamach „Gazety Wyborczej” pojawiły się rzekome rewelacje, wyraźnie sugerujące, że żadnych harcerzy tam nie było, a prawdopodobnie byli to jacyś kolejarze, ewentualnie członkowie ochotniczych hufców pracy.

Różne rzeczy próbują wymyślać. Natomiast ilość źródeł, które potwierdzają, iż byli to harcerze, jest tak duża, że dziwię się, że ktoś podejmuje w tym temacie polemikę. Jest to praktycznie rzecz poza dyskusją. Oczywiście wielu rzeczy nie wiemy: nie znamy nazwisk tych harcerzy, nie wiemy ilu ich dokładnie było. Ale to, że byli to harcerze, nie ulega wątpliwości. Ilość relacji, która się zachowała, jest naprawdę ogromna i jest dostępna. Jeżeli ktoś wykaże minimum zainteresowania, to z pewnością na te materiały bez problemu trafi. Niestety, raz za razem dochodzi do prób podważania prawdy o tych wydarzeniach.

A z czego to wynika?

Chociażby z tego, że ZHP na dzień dzisiejszy jest wciąż dużą organizacją i odwołuje się do tej tradycji. A to wiele osób boli, dla wielu jest to niewygodne i chcieliby po prostu odciąć harcerstwo od tych korzeni, z których ono wyrosło i do których się odwołuje. Więc sprawa jest tutaj dla mnie oczywista: jest to tylko i wyłącznie cel polityczny, a środkiem do jego osiągnięcia jest fałszowanie historii.

Symbolicznym i znaczącym punktem oporu w Katowicach był również Dom Powstańca Śląskiego, gdzie obroną dowodził były powstaniec Stanisław Karkoszka, a Niemcy musieli użyć dział, żeby złamać opór obrońców.

Takich punktów oporu było na terenie Katowic bardzo dużo. Praktycznie rzecz biorąc, oddziały niemieckiej 239 Dywizji Piechoty utknęły przed Katowicami. A spodziewano się, że to będzie triumfalny marsz do stolicy polskiej części Górnego Śląska, ponieważ wiedziano, że Wojsko Polskie opuściło miasto. Tak więc miejscowi Niemcy przygotowywali flagi, kwiaty. Z tego nic nie wyszło i ogrom frustracji Niemców był z tego powodu ogromny.

Już tego samego dnia w Katowicach rozpoczęły się represje skierowane przeciwko Polakom, głównie powstańcom śląskim i harcerzom, którzy Śląska bronili. Wymowne są fotografie przedstawiające polskich obrońców Katowic wziętych do niewoli i prowadzonych ulicą 3 maja w stronę Rynku, gdzie na podwórzu nieistniejącej już kamienicy wraz z innymi jeńcami zostali natychmiast rozstrzelani.

Warto zwrócić uwagę, że tymi którzy na tych zdjęciach prowadzą ich na rozstrzelanie, nie są żołnierze Wermachtu, tylko freikorzyści, ludzie z mniejszości niemieckiej. To są praktycznie sąsiedzi tych, których prowadzą i których za moment zamordują. Także to też są bardzo przykre sytuacje, bo ci ludzie nierzadko się znali.Sam osobiście pamiętam, jak rozmawiałem z żołnierzem, który walczył pod kopalnią „Michał” w Michałkowicach. Po zakończeniu walk jeden z Niemców, który został wzięty do niewoli, nagle krzyknął do niego: „Franek, co z nami zrobicie!?”. Tak więc oni nierzadko znali się osobiście i stali po drugiej stronie barykady – jedni byli Niemcami, drudzy Polakami. Ale to byli ludzie, którzy nierzadko pracowali w jednym zakładzie pracy, na tym samym stanowisku, którzy chodzili do tego samego kościoła. No i nagle wydarzenia tak się potoczyły, że do siebie strzelali.

Wiele osób nie wie jednak, że w zasadzie tuż po zakończeniu walk obronnych na Górnym Śląsku przystąpiono do budowy polskiego, antyniemieckiego podziemia niepodległościowego.

Tak, i to też jest dla mnie smutne, że ta historia Armii Krajowej, całego podziemia – najpierw Służby Zwycięstwu Polski, później Związku Walki Zbrojnej, a także takich organizacji jak Polska Organizacja Partyzancka, dość szybko włączonej w skład ZWZ – że niewiele się dziś o tym mówi i pisze. A tymczasem ruch oporu na Śląsku, mimo tak trudnych warunków, gdzie ściany miały oczy i uszy, bo sąsiad niemiecki donosił na Gestapo, co robią mieszkający obok Polacy, przybrał masowy charakter. Weźmy pod uwagę, że latem 1940 roku na Górnym Śląsku w ZWZ było trzy razy więcej ludzi niż w Warszawie. To o czymś świadczy.

Jak Pana zdaniem wygląda obecnie pamięć o tych wydarzeniach, o polskich bohaterach którzy do polskości się przyznawali i jej bronili we wrześniu 1939 roku i później, w czasie niemieckiej okupacji?

Mam wrażenie, że coś pozytywnego drgnęło. Że za sobą mamy już te czasy, kiedy to próbowano to wszystko przemilczeć, zakłamać. Był bowiem taki czas, kiedy najpierw dominowały głosy:„A po co grzebać się w przeszłości? Wybierzmy przyszłość!”, a potem z kolei wręcz usiłowano wmawiać nam, że powinniśmy wstydzić się tego, że jesteśmy Polakami. Zaczęto nam wmawiać, że obrony wieży spadochronowej nie było, nagle „okazało się”, że jako Ślązacy w zasadzie to wszyscy byliśmy Niemcami … Coś jednak zaczęło się zmieniać. W ludziach coś pękło. Być może w którymś momencie po prostu przekroczono granicę i ludzie stwierdzili „dość tego!”. W końcu nasi dziadkowie, pradziadkowie, którzy nam pewne rzeczy opowiadali, przekazywali nam inną rzeczywistość niż tę, którą nam potem próbowano wpierać i o której do dziś nierzadko lansuje się w mediach. Wiele zrobił tu Internet, portale społecznościowe, gdzie nagle okazało się, że takich ludzi, których dziadkowie czy pradziadkowie byli w AK albo walczyli w obronie śląskiej ziemi, jest więcej. Wręcz nagle okazało się, że jesteśmy w większości. Ludzie ponownie zaczęli się interesować historią. Więc coś pozytywnego się tu stało. Dobrze by było, gdyby również instytucje państwowe w większym stopniu okazywały temu wsparcie. Być może tu też zacznie się coś pozytywnego dziać – jestem tu optymistą.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Wojciech Kempa jest historykiem, redaktorem naczelnym kwartalnika „Magna Polonia” i autorem kilkutomowej monografii Okręg Śląski Armii Krajowej

PRZECZYTAJ:Na Śląsku było inaczej…

4 września. Żołnierze niemieccy podczas walk w Katowicach. Fot.archium / odkrywca.pl

Aresztowani Polacy, prowadzeni ulicą 3 Maja 4 września 1939 roku. Na czele Nikodem Renc, za nim Edmund Baranowski, Władysław Pierończyk oraz Leon Łukaszewski. Ze zbiorów Oddziału IPN w Katowicach.

Aresztowani Polacy, prowadzeni ulicą 3 Maja 4 września 1939 roku w kierunku Rynku. Wszyscy zostali wkrótce potem rozstrzelani na podwórzu nieistniejącej dziś kamienicy przy ulicy Zamkowej (ob. Aleja W. Korfantego). Ze zbiorów Oddziału IPN w Katowicach.

Reklama



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz