Pierwszy raz w historii badań, Serbowie sprzeciwiający się przystąpieniu ich kraju do Unii Europejskiej stanowią większość w społeczeństwie. Rosnąca niechęć do Brukseli bierze się głównie z jej nieustannych nacisków. W ostatnim czasie chodzi o szczególnie niepopularne sankcje wobec Rosji, ale Unia domaga się również innych daleko idących ustępstw.

Dziennik „Blick” w ubiegłym tygodniu opublikował najnowsze badania dotyczące stosunku Serbów do integracji europejskiej. Wynika z nich, że przeciwko przystąpieniu do UE jest obecnie 44 proc. respondentów, natomiast takie rozwiązanie popiera już tylko 35 proc. badanych.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6374 PLN    (28.97%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Spadki poparcia dla akcesji dotychczas zdarzały się w sytuacjach kryzysowych, ale według serbskich mediów liczba jej przeciwników nie przewyższała dotychczas odsetka zwolenników.

Rosyjska świętość

W ostatnim czasie Serbia znalazła się pod silną presją państw zachodnich, związaną oczywiście z trwającą rosyjską inwazją na Ukrainę. Serbia poparła więc w ostatnim czasie kilka rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych potępiających działania Federacji Rosyjskiej. Należała też do państw popierających zawieszenie Rosji w prawach członka Rady Praw Człowieka ONZ.

Serbski prezydent Aleksandar Vučić nie ukrywał po głosowaniu, że jego państwo znalazło się pod presją w postaci groźby nałożenia na niego sankcji oraz innego rodzaju nacisków. Co prawda nie ujawnił żadnych szczegółów, lecz można było domyślić się, iż chodzi właśnie o UE. Vučić tłumaczył jednocześnie w międzyczasie mogą zapaść decyzje dotyczące ewentualnego zwolnienia Serbii z konieczności nałożenia sankcji na import rosyjskiej ropy.

Ostatecznie nic takiego się jednak nie stało. Kilka dni temu członkowie Komisji Spraw Zagranicznych Senatu USA dołączyli do apeli europejskich państw, wzywając Serbię do nałożenia restrykcji wobec importu rosyjskich surowców energetycznych. Demokratyczny senator Chris Murphy stwierdził zresztą wprost, że w przeciwnym razie Serbia może zapomnieć o integracji ze strukturami zachodnimi.

Władze Serbii wciąż sprzeciwiają się jednak sankcjom wobec Rosji, jednocześnie podkreślając poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy. Według Vučicia Stany Zjednoczone i UE wymagają, aby jego kraj zrezygnował ze swoich własnych interesów narodowych, gdy tymczasem nie wierzy w skuteczność restrykcji wprowadzanych przez Zachód. Ponadto odrzucił on krytykę ostatnich zakupów chińskiego sprzętu wojskowego.

Tymczasem UE wydaje się z każdym dniem coraz mocniej naciskać na Serbię. W poniedziałek rzeczniczka Komisji Europejskiej Ana Pisonero powiedziała, że Belgrad myśląc o dalszej integracji powinien „stopniowo harmonizować swoją politykę zagraniczną i bezpieczeństwa” z Brukselą. Jak na razie jest bowiem pod tym względem w tyle za innymi państwami Bałkanów Zachodnich. Stopień zgodności polityki Serbii i UE ma w tym aspekcie wynosić jedynie 61 proc.

W relacjach z Rosją chodzi nie tylko o czysty rachunek ekonomiczny, czyli rolę odgrywaną przez tamtejsze surowce w serbskiej gospodarce. Rządząca Serbska Partia Postępowa (SNS) po niedawnych wyborach parlamentarnych znalazła się pod presją prorosyjskiej prawicy. Sentyment wobec Rosji jest zaś na tyle silny, że nałożenie sankcji może znacznie zwiększyć notowania zarówno serbskich nacjonalistów, jak i Socjalistycznej Partii Serbii (SPS).

Gorąco w Kosowie

Nie tylko stosunek Serbii do Rosji jest punktem zapalnym w relacjach Belgradu z zachodnimi stolicami. W ubiegłym miesiącu parlament nieuznawanej przez Serbię Republiki Kosowa przegłosował rezolucję wzywającą rząd w Prisztinie do podjęcia kroków zmierzających do uzyskania członkostwa w UE, NATO, Radzie Europy i w innych istniejących organizacjach międzynarodowych.

Starania Kosowa uzyskały poparcie Stanów Zjednoczonych, które twierdzą, że w ten sposób dbają o bezpieczeństwo Bałkanów Zachodnich w zmieniającej się rzeczywistości międzynarodowej. Amerykanie zaczęli przy tej okazji ponownie naciskać na Serbów, domagając się od nich wynegocjowania z kosowskimi Albańczykami ostatecznego porozumienia o wzajemnym dyplomatycznym uznaniu.

Problem w tym, że obie strony nie mogą osiągnąć konsensusu w najbardziej podstawowych sprawach. Niedawno odbyło się chociażby kolejne spotkanie serbsko-kosowskiej grupy roboczej, która miała porozumieć się w sprawie wzajemnego uznawania tablic rejestracyjnych. Ostatecznie rozmowy zakończyły się jednak fiaskiem, a kwestia ta wywołała we wrześniu ubiegłego roku kolejny poważny kryzys bezpieczeństwa.

Serbowie w Kosowie są zresztą regularnie prowokowani i po prostu prześladowani przez nacjonalistyczny rząd Albina Kurtiego. W ubiegłym roku napięcia poza wspomnianymi tablicami rejestracyjnymi wywołało rozmieszczenie kosowskich sił bezpieczeństwa na kosowsko-serbskiej granicy. Z kolei w tym miesiącu rząd Kosowa uniemożliwił przeprowadzenie serbskich wyborów prezydenckich i parlamentarnych na terenach zamieszkiwanych przez Serbów.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Kosowscy politycy nie widzą jednak przysłowiowej belki we własnym oku, regularnie oskarżając Serbię o zaostrzanie konfliktu w północnej części Kosowa. Ostatnio Prisztina twierdziła, że Belgrad odmawia „rozwiązania sprawy struktur równoległych, które zastraszają kosowskich Serbów”. Pod koniec zeszłego roku Stany Zjednoczone po sugestiach kosowskich władz umieściły zresztą na liście sankcji serbskich polityków i biznesmenów z Kosowa.

Zdaniem niektórych komentatorów to właśnie sprawa uznania Kosowa powoduje rosnącą niechęć Serbów do UE. Władze w Belgradzie nie zamierzają jak na razie zmieniać swojej polityki wobec Prisztiny. Serbski minister spraw zagranicznych Nikola Selaković na niedawnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ wskazywał więc na prześladowania Serbów, mające jego zdaniem doprowadzić do całkowitej likwidacji serbskiej mniejszości.

Eurosceptycyzm

Rosnącej niechęci Serbów do UE nie należy jednak rozpatrywać jedynie w kontekście wydarzeń z ostatnich tygodni czy miesięcy. Eurosceptycyzm w tym kraju zaczął rozwijać się dynamicznie w ciągu ostatniej dekady, choć po złożeniu w 2009 roku wniosku o członkostwo w unijnych strukturach nad Sawą panowała istna euforia. Była ona na tyle duża, że nawet radykalne ugrupowania narodowe obawiały się otwarcie krytykować ideę przynależności Serbii do Wspólnoty Europejskiej.

Krytyka unijnych instytucji najbardziej trafia do najmłodszych Serbów. Badania dotyczące stosunku do UE, przeprowadzane co kilka lat w szkołach średnich, wskazują na zdecydowany sprzeciw młodych ludzi wobec zachodnich instytucji. Uważają oni, że zasady członkostwa w UE nie są jasne, a przede wszystkim wymaga ono dostosowania się do zbyt dużej liczby przepisów i innych zobowiązań.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Euroentuzjaści są zawiedzeni, że na niewiele zdają się wprowadzone ponad dwadzieścia lat temu lekcje wychowania obywatelskiego. To właśnie w ich trakcie uczniowie poznają między innymi kwestie związane z funkcjonowaniem w ramach UE. Zwolennicy członkostwa przyznają wprost, iż komunikowanie się ze społeczeństwem wychodzi dużo lepiej jego przeciwnikom. Zwłaszcza środowiska liberalne krytykują zbyt słabą aktywność państwa w kwestii promowania integracji europejskiej.

Nie można jednak zapominać o polityce UE dotyczącej reform wewnętrznych. Od dłuższego czasu stawia ona kolejne wymagania swoim członkom. Z każdym rokiem wydaje się być ich coraz więcej, zwłaszcza w zakresie praworządności czy dostosowywania się do prawa europejskiego, co także wzmacnia niechęć przywiązanego do swojej suwerenności serbskiego społeczeństwa. W najbliższym czasie euroentuzjaści będą mieli więc twardy orzech do zgryzienia.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz