Prezes Centrum Studiów Polska – Azja Radosław Pyffel przedstawił siedem wariantów dla Polski i Europy Środkowej w kontekście wielkiego chińskiego projektu tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku.

W obszernym tekście opublikowanym na portalu Polska-Azja.pl, zatytułowanym „Spotkanie Międzymorza z Jedwabnym Szlakiem 2.0. Siedem wariantów chińskiego Intermarium”, szef Centrum Studiów Polska-Azja Radosław Pyffel przedstawił możliwe warianty „zetknięcia się” tzw. koncepcji Międzymorza, w rozumieniu jako grupy krajów Europy Środkowej i Bałkanów, z chińskim planami i koncepcją „Pasa i Drogi”, czyli tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku. Zwraca uwagę m.in. na brak wyraźnego zaangażowania USA w regionie i słabnącą pozycję Unii Europejskiej, z którą Polska i inne kraje regionu coraz trudniej znajdują porozumienie. Podkreśla również wzrost potęgi Chin, które stają się zupełnie nowym graczem w Europie Środkowej, postrzegając ją jako obszar znajdujący się poza strefą wpływów zarówno Rosji, jak i Niemiec.

„Jedno nie ulega wątpliwości. Czasy, w których dyskutujemy o geopolityce Europy Środkowej, odwołując się do tradycyjnych koncepcji i poruszając się w świecie tradycyjnych pojęć i nieuwzględniających czynnika chińskiego, odchodzą już do przeszłości”– pisze Pyffel. Choć w opisie odwołuje się do tzw. koncepcji Międzymorza, to zaznacza, że wizja formułowana w czasach Józefa Piłsudskiego powstała w zupełnie innych warunkach i nie ma już zastosowania, ze względu na inny niż kiedyś charakter Niemiec i Rosji, które uważa za mocarstwa regionalne, a nie globalne, które ponad sobą mają zarówno USA, jak i Chiny. „Wszystko wskazuję zatem na to, że w XXI wieku główną osią, będzie zaostrzający się spór i rywalizacja amerykańsko- chińska”– pisze Pyffel dodając, że Chiny już weszły do gry o tzw. Międzymorze, ale ich wizja tego regionu nie musi pokrywać się z tym, jak swoją role w regionie postrzega Polska. „Jeśli chcemy być państwem liderem, albo środkowoeuropejskim mocarstwem jak w przeszłości, to niby dlaczego Chiny ( lub USA) miałyby nam taki status podarować?”– pisze ekspert.

Pyffel zaznacza też, że polska perspektywa względem China jest jednocześnie bardzo lokalna i bardzo życzeniowa, co uważa za wynikające z niewiedzy. „Z jednej strony, obracamy się cały czas w świecie tradycyjnej koncepcji Międzymorza, zapominając jak bardzo przez ostatnie blisko sto lat zmienił się świat, z drugiej widzimy w Chinach kogoś w rodzaju geopolitycznego Świętego Mikołaja, który przybędzie do Europy Środkowej po to, by uczynić Polskę liderem i niemalże wskrzesić, jako regionalne mocarstwo, którym była w przeszłości”– pisze Pyffel.

Szef Centrum Studiów Polska-Azja przedstawił szereg wariantów chińskiego Międzymorza. Pierwszy z nich określił mianem „Strukturalnej niekompatybilność”.Choć poprzez format „1 plus 16” nadały regionowi Europu Środkowej i Bałkanów podmiotowość i promują zacieśnianie więzów między nimi, to gospodarki ich krajów są całkowicie kompatybilne, czy wręcz zależne, z gospodarkami UE – przede wszystkim Europy Zachodniej. „Oznacza to kilkadziesiąt procent wymiany handlowej z krajami Unii, i kilkadziesiąt procent eksportu generowanego przez zagraniczne koncerny ( w Polsce ok. 70 procent, na Węgrzech według niektórych danych nawet 85 procent). Nad tymi międzynarodowymi firmami, posiadającymi swoje centrale poza Polską, polski rząd- w kontekście polityki wobec Chin- w zasadzie nie ma wpływu”– pisze Pyffel. Zwraca uwagę, że kraje regionu prawie w ogóle nie posiadają własnych marek, które byłyby rozpoznawalne i konkurencyjne na rynku chińskim.

„Dlatego nie można wykluczyć sytuacji, że pomimo szumnych deklaracji, i cały czas ogłaszanej woli politycznej, silniejsza okaże się strukturalna gospodarcza niekompatybilność Europy Środkowej i Chin i przeważą silne związki naszej części kontynentu z Zachodem. Innymi słowy, jako poddostawca dla Zachodu, nie będziemy w stanie zaprezentować sensownej własnej oferty”– uważa ekspert.

Jako drugi prezentuje wariant poświęcenia Międzymorza na ołtarzu globalnej polityki ( i/lub pragmatyzmu).Przy możliwym braku możliwości wysunięcia konstruktywnych propozycji przez kraje regionu, za jakiś czas Pekin może wybrać opcję „dogadania się” z silniejszymi partnerami: Niemcami czy Rosją.Jego zdaniem nie byłby to jednak najbardziej pesymistyczny wariant. „Najgorszy byłby taki, w którym Chiny uznałyby, że na terenach między Rosją i Niemcami, nie ma sensu (czy też nie ma z kim) rozmawiać, i jedyny sensowny partner, mający zresztą większe wpływy niż lokalne administracje, to jedno ( a może nawet oba) mocarstwo regionalne”– zaznacza Pyffel.

Zdaniem Pyffela, możliwy jest również trzeci wariant, w którym Europa Środkowa staje się placem budowy dla chińskich firm. Zaznacza, że w relacjach z Rosją czy Afryką Pekin pokazał, że nie ma sentymentów – są tylko interesy. „Europa Środkowa może być także obszarem, na którym chińskie firmy przede wszystkim będą chciały budować (koleje, porty, lotniska, infrastruktura, energetyka), eliminując konkurencję z Niemiec i trzymając na dystans Rosję, w żaden sposób nie przejmując się polskimi marzeniami o Międzymorzu, czy naszym przywództwie w nim”– uważa ekspert.

Zdaniem Pyffela może to okazać się niemożliwe, m.in. wówczas, gdy oczekiwania krajów „szesnastki” rozminą się z oczekiwaniami Chin(np. gdy ci pierwsi będą oczekiwać wielkich inwestycji, a drudzy dostępu do zamówień publicznych w energetyce i infrastrukturze). W tym wariancie nasz region może wówczas przestać odgrywać w chińskiej polityce istotne znaczenie, a Pekin przestanie się nim interesować. „Zwłaszcza, jeśli sprzyjać temu będzie logika wydarzeń polityce międzynarodowej i w polityce wewnętrznej Chin. Wówczas utrzymane zostanie regionalne status quo, a Chiny nie pojawią się jako nowy regionalny gracz (ku uldze Niemiec, Rosji i Brukseli, a przy obojętności USA)”– uważa Pyffel.

Według piątego wariantu, Polska może zostać kimś w rodzaju „księcia Europy Środkowej” i liderem symbolicznym.Dotychczasowa praktyka pokazała bowiem, iż faktycznym liderem inicjatywy w naszym regionie nie jest Polska, ale Pekin, dysponujący odpowiednimi zasobami. Przy czym Polska, jako największy kraj Europy Środkowej pełni jedynie rolę przywódcy symbolicznego.

„W ramach tego „przywództwa” Chiny oczekiwały, że Polska będzie entuzjastycznie popierać wszystkie chińskie projekty w regionie, namawiając do tego pozostałe Państwa regionu”– pisze Pyffel dodając, że ma to mało wspólnego z wizją Polski jako kraju, który „autentycznie organizuje i koordynuje inicjatywy całej szesnastki wobec Chin i w ogóle świata zewnętrznego ( o czym w tym wypadku nie mogłoby być mowy)”.

Dużo miejsca szef CSPA poświęca wariantowi szóstemu: „Polska księciem Europy Środkowej i liderem wyścigu o uznanie chińskiego cesarza”. Zwraca uwagę, że Chiny mają odpowiednio duże zasoby, żeby zrealizować swój plan względem Europy Środkowej. „Swój plan czy strategię wobec Międzymorza mogą zrealizować z Polską, ale także i bez Polski, której wcale nie potrzebują jako regionalnego lidera”– pisze Pyffel dodając, że na nasze miejsce znajdą się inne kraje, które już zresztą wielokrotnie wysyłały takie sygnały. „Jeśli wiele krajów Europy Środkowej (Węgry, Czechy) w czasach niepokojów zaczęły skłaniać się do słabej (choć agresywnej) Rosji, to jest oczywiste ze będą skłaniać się w stronę o wiele potężniejszych i bogatszych Chin, nie zwracając uwagi na Polskę i nasze geopolityczne marzenia” –uważa.

Przeczytaj także: Bartosiak: jeśli Polska nie odpowie na chińską propozycję, Pekin znajdzie innego sojusznika w regionie

Tłumaczy, że w praktyce chińska koncepcja tzw. Międzymorza „to szesnaście krajów regionu, „wrzuconych do jednego worka”, dzięki czemu łatwiej się rozmawia ze wszystkimi w czasie jednego szczytu, niż z każdym oddzielnie”. Z perspektywy Chin w pewien sposób odtwarza to także tradycyjny dla nich model trybutarny: „W Pekinie rezyduje cesarz, a Polska, jako największy kraj regionu, jest kimś w rodzaju księcia, a może nawet króla Europy Środkowej z nadania pekińskiego Syna Niebios, pełniącego rolę wspomnianego wcześniej „tytularnego” lidera”. Zdaniem eksperta, w praktyce może to być jedynie funkcja symboliczna, zaś w rzeczywistości kraje całego regionu będą ostro rywalizować o względy Pekinu. „Co już się zaczęło i to niestety w wielu wypadkach z inspiracji samej Polski”– dodaje Pyffel.

Ekspert podchodzi krytycznie do takiej opcji rozwoju sytuacji. „Chiny widząc tą rywalizacje, mogą tym chętniej usadowić się na pozycji cesarza i przyjmować oferty poszczególnych krajów. Wówczas skończymy nie jako lider-koordynator, ale jako kraj rywalizujący z innymi”. Dodaje, że istnieje duża szansa, że z tej rywalizacji Polska wyjdzie zwycięsko, ale nie jako lider-koordynator. Nie wyklucza również, że np. rywalizując z Czechami czy Węgrami będziemy musieli, podobnie jak inni, czynić coraz większe koncesje i ustępstwa o względy Chin. „Takie Międzymorze z chińskim cesarzem dzielącym i rządzącym na terenach między Rosją, a Niemcami, jest (…) czymś zgoła odmiennym od tego, jak większość zwolenników koncepcji Międzymorza, sobie te Międzymorze wyobraża”– pisze Pyffel.

Na koniec przedstawia wariant siódmy, oparty na pełnej synergii. Ze względów m.in. na brak resentymentów historycznych, kraje Europy Środkowej mogłyby uzyskać wiele przywilejów, na które nie mogą liczyć przedstawiciele krajów rozwiniętych. Chiny mogłyby powstrzymać się od ingerencji i „rozgrywania” krajów przeciwko sobie, inspirując w kwestii relacji z Pekinem współdziałanie w miejsce rywalizacji. Tym samym, byłyby zdolne do pójścia z Chińczykami ręka w rękę w celu zmiany globalnego status quo.„Byłaby to bardzo ważna zmiana – dziś, bowiem kraje Europy Środkowej są albo niezdecydowane, albo popierają utrzymanie globalnego status quo”– dodaje Pyffel.

„Działania te przyczyniłyby sie do tego, iż wymiana handlowa z krajami Unii i strefą Euro (pogrążonymi w chaosie) maleje, stopniowo zwiększa się wymiana z Chinami i krajami Pacyfiku. Polskie firmy, niczym w XIX wieku zaczęłyby sie orientować się na Wschód, w czym Pekin nie tylko by nie przeszkadzał, ale do czego by inspirował i pomagał, stwarzając wiele ułatwień, faworyzujących firmy z Europy Środkowej ( kosztem tych z Zachodu). Na Jedwabnym Szlaku pojawiłyby się dziesiątki polskich Wokulskich, od Białorusi, Kazachstanu, po Chiny i Indonezje. Polskie członkostwo w AIIB, ewidentnie stałoby się sukcesem, a nasze firmy, właściwie zdegradowane po Euro 2012 do roli drobnych podwykonawców, wygrywałyby kontrakty z niemieckimi, brytyjskimi i francuskimi (dzięki cichemu wsparciu Pekinu) na rozbudowę infrastruktury w Azji Centralnej, a nawet w Indiach czy Indonezji. Proces wieńczy wejście Polski (przy cichym poparciu Chin) do G20 i rozpad Unii Europejskiej, (której w Polsce nikt nie żałuje, tak jak nikt w strefie Euro nie żałuje Polski)”– opisuje Pyffel. Jego zdaniem, wariant ten jest realny, jeśli na jego rzecz będzie się ciężko pracować. Konieczne byłoby także „perfekcyjne przygotowanie, polityczny geniuszem i … odrobina szczęścia”.

Dla realizacji ważnych dla Polski celów proponuje trzy główne kierunki działania. Po pierwsze, Polska powinna „przeskoczyć pułapkę średniego dochodu”. Uważa, że polskie firmy musza stać się innowacyjne i konkurencyjne, aby mieć ofertę dla Chin. Postuluje tu wzmacnianie polskich firm i instytucji, by Chińczycy mieli odpowiednich partnerów. Jego zdaniem, dobry w tym kontekście może być Plan Morawieckiego.

Ponadto zaznacza, że o Chinach trzeba jak najwięcej rozmawiać, a przede wszystkim informować. „Trzeba zbierać wiedzę i informacje. Na tym polu mamy bardzo wiele do nadrobienia”– pisze Pyffel dodając, że niestety Polacy kierują się stereotypami lub geopolitycznymi marzeniami, co grozi poważnym rozczarowaniem. Na koniec postuluje umiejętną współpracę z krajami regionu w miejsce rywalizacji.

Cały tekst dostępny na portalu Polska-Azja.pl.

Kresy.pl

5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jazmig
    jazmig :

    Pyffel mitologizuje Chiny i jednocześnie ignoruje Rosję. Bez zgody Rosji, NSJ jest niemożliwy do realizacji, a pisanie o slabej Rosji dowodzi kiepskiego poziomu wiedzy Pyffela. Odnoszę wrażenie, że podobnie jak Pyffel, polskie władze wyobrażają sobie, że mogą nawiązać różne kontakty z Chinami ignorując Rosję. To jest niemożliwe. Wpływy Rosji w dawnych republikach azjatyckich i uzależnienie tych republik od Rosji są tak duże, że Chiny, wbrew Rosji, nie zbudują NSJ. Jednakże, ponieważ Rosja jest zainteresowana NSJ i jest gotowa aktywnie w nim uczestniczyć, to pozostaje jedynie pytanie, czy Polska rzeczywiście będzie regionalnym centrum, jakąś bramą do Europy dla Chin i Rosji. Otóż bez przyzwolenia Rosji, jest to niemożliwe. Polskie zaangażowanie przeciwko Rosji może spowodować, że Rosja tego przyzwolenia nie da.

    • zefir
      zefir :

      Osobiście nie mam nic przeciw intelektualnym dywagacjom nt NJS,nawet w wykonaniu Pyffela.Też zaintrygowało mnie spostrzeżenie,że Pyffel jakby pomijał Rosję,chociąż faktycznie od niej b wiele zależy.Skąd u „jazmiga”przekonanie,że Rosja jest bezkrytycznie zainteresowana NJS i gotowa jest popierać i uczestniczyć w tej inicjatywie?To nie takie oczywiste i pewne.To że Rosja zleciła Chinom opracowanie projektu szybkiej kolei Kazań-Moskwa-ST. Petersburg nie oznacza jeszcze wspóludziału w chińskiej koncepcji NJS.Zgoda i oczywistym jest,że Polska chcąc uczestniczyć w projekcie NJS nie może być wrogiem Rosji.Zresztą ewentualne przestawienie się Polski na chińską wschodnią opcję gospodarczą i polityczną wyklucza wrogość ze wschodnimi uczestnikami projektu.Czas okaże co jest grane.

  2. rawen
    rawen :

    12 lutego 2016 roku w Monachium weszliśmy w nową erę.Stany Zjednoczone porozumiały się z Rosją w sprawie podziału stref wpływów w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W zamian Rosja zobowiązała się do pohamowania rozwoju gospodarczego Chin w Kierunku Europy, poprzez blokadę wszystkich projektów transportowo-lądowych, w tym Nowego Jedwabnego Szlaku. Jednocześnie Niemcy potwierdziły swoje zaangażowanie we wsparcie gospodarcze dla Rosji i zagwarantowały odbiór gazu i innych surowców rosyjskich przez następne dekady. Mniej więcej w tym samym czasie zniesiono sankcje gospodarcze dla Białorusi, co de facto umożliwiło zniesienie sankcji na Rosję, gdyż teraz jej towary będą płynąć przez Białoruś z nowymi etykietami. Innymi słowy, Stany Zjednoczone zdecydowały się również zrekompensować Niemcom i Rosji straty materialne związane z izolacją Chin poprzez oddanie wolnej ręki w Europie Środkowo-Wschodniej oraz odstąpieniem od dalszego wsparcia Turcji na Bliskim Wschodzie.
    Podczas, gdy mocarstwa światowe ustalały podział swoich stref wpływów – polscy politycy topili się w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. W nowym układzie sił gwarantem stabilizacji są Stany Zjednoczone, Niemcy i Rosja. Natomiast najbardziej poszkodowane i pominięte są trzy kraje : Polska, Turcja i Chiny. Pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Rumunia, Czechy, Węgry i Słowacja – nie były praktycznie w ogóle brane pod uwagę jako istotne elementy rosyjskiej strefy wpływów.
    Nowy układ sił zakłada, że Rosja zapewni spokój w Syrii i w Iranie, natomiast USA zapewnią spokój w Iraku i jego peryferiach. Jednocześnie Rosja otrzymała wolną rękę w regionie Europy Wschodniej (były bufor ZSRR), w zamian za dopilnowanie, aby Nowy Jedwabny Szlak nigdy nie powstał. USA będą blokować morskie drogi rozwoju Chin, a Rosja będzie blokować lądowe drogi rozwoju Chin. Rosja zobowiązała się do odstąpienia z agresywnej polityki wobec Japonii, natomiast USA skasowały wszystkie swoje projekty w Europie Środkowo-Wschodniej. Nigdy w Polsce nie powstaną amerykańskie bazy i nigdy w Polsce nie będzie stałej obecności wojsk NATO z USA lub Europy Zachodniej. Zaskoczeni ? W praktyce dla USA jesteśmy tylko jednym z kilkudziesięciu roszczeniowych państw w długiej kolejce po zakup ich technologii.
    Proszę zadać sobie elementarne pytanie – jakiego rozmiaru siły zbrojne USA musiałyby stacjonować w naszym kraju, aby były w stanie zabezpieczyć nas przed Rosją ? Mówimy tutaj o rozmiarach rzędu kilkuset tysięcy, a nie kilkudziesięciu tysięcy. Kto wypłacałby tym żołnierzom wynagrodzenie ? Kto pokrywałby koszta utrzymania ponad 5-krotnie wyższe niż żołnierzy
    polskich ? Nasz budżet, Polacy ? A jeżeli my nie jesteśmy w stanie zapewnić takiego utrzymania, to dlaczego liczymy na to, że USA chojnie wydadzą kilka miliardów dolarów na zapewnienie bezpieczeństwa dla państwa, którego dochód narodowy brutto jest mniejszy od obrotów takich firm jak Apple czy Google ?
    Amerykanie mają jedną, bardzo prostą zasadę, którą kierują się w polityce i bezpieczeństwie : biznes.